Twój tekst dotyka spraw znacznie głębszych niż estetyka czy obyczaj. W istocie mówisz o rozpadzie pewnego metafizycznego ładu, którego widzialnym znakiem był niegdyś zegarek jakoi symbol wiary w porządek, przyczynowość i celowość ludzkiego działania.
W kulturze Zachodu czas był zawsze kategorią teologiczną: linią prowadzącą od stworzenia ku zbawieniu. Ta świadomość nadała sens pojęciom odpowiedzialności, konsekwencji i postępu. Każda minuta miała znaczenie, bo była cząstką historii rozumianej jako dzieje sensu. Z tego ducha zrodziły się nie tylko nauka i technika, ale i cała etyka pracy - przekonanie, że człowiek współtworzy ład, którego sam nie ustanowił, lecz któremu podlega.
Gdy spojrzymy na inne modele kulturowe, widzimy zupełnie odmienną ontologię czasu: nie linearną, lecz cykliczną, zbudowaną z powtarzalnych zdarzeń, w której przyszłość nie ma jeszcze realnego istnienia. To spojrzenie ukazuje, jak mocno zachodnie pojęcie czasu jest związane z wiarą w transcendencję. Tam, gdzie jej brak, zanika także poczucie miary, obowiązku i dążenia do doskonałości, bo wszystko rozgrywa się tu i teraz, bez odniesienia do celu.
Współczesność znalazła się między tymi światami. Z jednej strony odrzuciliśmy teleologię chrześcijańską, z drugiej - nie potrafimy żyć w czystej immanencji. Dlatego tak kurczowo trzymamy się materialnych resztek dawnego ładu: języka, stylu, formy, a nawet przedmiotów. Zegarek w tym kontekście nie jest więc ozdobą ani narzędziem - jest pamiątką po cywilizacji, która jeszcze wierzyła, że czas ma sens.
Ha, ha, ha! Obawiam się, że ten temat nie tyle zniknie, co raczej powinien na stałe stać się ilustracją pewnego zjawiska, dobrze znanego większości użytkowników KMZiZ. To narracja naszych czasów minionych, obecnych i tych, które dopiero nadchodzą.
W przeciwieństwie do wielu współczesnych ideologii my, ludzie wychowani w duchu chrześcijańskim, nie mamy zwyczaju obrażać się o wszystko. Jezus z Nazaretu mówił o nadstawianiu drugiego policzka- ja, przyznam, nie zawsze to potrafię. Trochę bliżej mi do Anthony’ego Hopkinsa, który powiedział kiedyś, że przez lata traktował ludzi dobrze, a dziś traktuje ich z wzajemnością. To w moim przeknonaniu mądre i uczciwe podejście.
Czytając Twój esej, Irku, mam wrażenie, że ludzi myślących samodzielnie jest w kraju więcej, niż się wydaje. Ludzi, których zdrowy rozsądek nie został zniszczony przez nachalną propagandę i kult bylejakości. W czasach, gdy głupota zyskała status cnoty, Twoje słowa przypominają, że myślenie wciąż ma sens, że warto tworzyć dla tych, którzy jeszcze słuchają, rozumieją i czują. Reszta? Niech sobie trwa w swoim świecie.
W ten sposób, w tej dyskusji, esej staje się nie tylko diagnozą współczesnej kultury, ale też punktem odniesienia dla tych, którzy wciąż potrafią odnaleźć w formie, w słowie i w działaniu sens własnej egzystencji.
I jeszcze jedno - zapoczątkowałeś coś niespotykanego na forum, coś, co można kontynuować w wielu zapisach różnych form rozumowania, czyli każdego z użytkowników; coś, co pozwala na luźną korespondencję, a w rzeczywistości prowadzi do wywodu filozoficzno-społecznego.