Elektryki... Krótka recenzja dla zainteresowanych.
Wczoraj otrzymałem telefon od zaprzyjaźnionego salonu Volvo w Bydgoszczy z pytaniem czy jestem zainteresowany samochodem elektrycznym.
Pomijając aspekty światopoglądowe, a wrodzoną ciekawością; ta sprawiła, ze wziąłem auto na weekend.
Tym pojazdem jest Volvo C40 - bardzo ciekawy crossover. Nowoczesna stylistyka i dosyć przestronne wnętrze jak na malucha liczącego zaledwie 4,4 metra długości.
Z uwagi na brak zdolności pisarskich postaram się wymienić jedynie wady i zalety jakie dostrzegam w elektromobilności.
Niewątpliwą zaletą testowanego C40 Recharge w wersji Ultimate o mocy 408 KM jest jego moment obrotowy (660 Nm) dostępny od momentu wciśnięcia pedału przyśpieszenia.
Charakterystyka dynamiczna dokładnie tego testowanego egzemplarza jest upajająca i niezwykle uzależniająca. Pojazd zachowuje elastyczność w zakresie 0 - 100 jak również 100 - 150km/h.
To niesamowite jak samochód pozbawiony tradycyjnego napędu i jego układów przenoszenia mocy może w każdej chwili zaskoczyć znacznie mocniejsze auta. Taka zależność sprawia, że bezpiecznie czujemy się podczas manewru wyprzedzania wiedząc, że pary nie zabraknie do samego ogranicznika prędkości. W Volvo to standardowe 180 km/h - naturalnie nie osiągnąłem takiej prędkości, bo jest to niedozwolone.
Bardzo fajny design zewnętrzny auta, sprawia, że przechodnie jak również inni użytkownicy drogi sprawia, że ludzie "ciekawsko" spoglądają na ten model.
Auto świetnie tłumi drgania, niestety czuć jego sporą masę, która bez obciążenia oscyluje w granicach 2.2 Tony, ze mną 2.3.
Pojazd jest poprawnie wykończony, niestety słowo poprawnie to najdelikatniej ujmując maksimum jakim mogę określić wykonanie wnętrza auta.
Elementy nie tylko w tym samochodzie, ale również innych elektrykach, którymi miałem okazję jechać lub w nich siedzieć; są tandetne - czuć, że tworzywa sztuczne są słabej jakości. Co utwierdza mnie w przekonaniu, że producenci doszli do wniosku, iż lepiej produkować tanio, a sprzedawać drogo z eko frazesami na ustach... Wielu w to uwierzy.
Zalety:
elastyczność,
design,
komfort,
technologia - m.in. działanie systemu Intelisafe, który m.in. dla światel pikselowych doskonale "wycina" i doświetla drogę nie powodując oślepiania kierowców z naprzeciwka, jak również tych jadących przed nami. Ale nie do końca...
Żona jadąca przede mną zwróciła uwagę, że światła swoją charakterystyką pracy sprawiają wrażenie, że ciągle mrugałem jej długimi.
Wady:
słaba jakość elementów wnętrza,
niski zasięg
ogromny pobór mocy przy maksymalnym obciążeniu - jeżdżąc mustangiem z 5 litrowym silnikiem z pedałem wciśniętym do podłogi, pobór paliwa był znacznie oszczędniejszy, aniżeli ma to miejsce w elektryku pod pełnym obciążeniem. Przejechałem okolo 100 km i zeżarło prawie połowę baterii... Warto wspomnieć, że mustang miał bak paliwa jak pęcherz moczowy kota, a wskazówka znacznie wolniej schodziła, aniżeli procentu naładowania w elektryku.
Reasumując: elektryk jest świetnym rozwiązaniem do miasta, ale dla osób, które mają własny dom z gniazdem siłowym. Ja mam, ale nie każdy takowe posiada. W ten o to sposób jesteśmy uzależnieni od stacji ładowania. I teraz trochę gorzkich żali... Stacje ładowania działają z zainstalowaną aplikacją w telefonie, w której to m.in. trzeba wpisać numer karty. Dla mnie to dyskwalifikacja. Dlaczego nie można użyć karty zbliżeniowej? Nie rozumiem tego, czyżby abonament??? Mamy fatalną infrastrukturę jeżeli chodzi o ilość dostępnych stacji, te dostępne są często zajęte, co powoduje, że szukasz następnej i zaczyna się robić nerwowo. Pobór mocy jest ogromny, wyobrażam sobie jaki musi być w mroźnej zimie, gdzie sprawność każdej baterii spada, a ogrzać się trzeba...
Elektryk to świetne rozwiązanie dla posiadaczy domów i przynajmniej jednego spalinowego samochodu.
Trochę fotek.