A moja Giulia osiągnęła 15000km i w czwartek jedzie na przegląd.
Szybko, bo minęło ledwie 158 dni.
15000 to dość, by wyrobić sobie zdanie o samochodzie.
Plusy? Jest genialna
Minusy? Za genialna... serio. No i automat oczywiście.
Wbrew przewidywaniom - nie dołączyłem do sekty wyznawców automatu, wprost przeciwnie. Uwazam, ze z manualem ten samochód byłby o wiele bardziej emocjonujący. Naprawdę.
Ale po kolei.
Usterki... póki co dwa drobiazgi:
- popiskujący uszczelniacz kolumny kierownicy
- piszcząca prawa przednia szyba
Czyli i nic i coś, bo auto tanie nie jest.
A jak się tym jeździ?
Szybko, ale bezpiecznie.
Ogólnie samochód ma tylny napęd, ale nie pozwala na głupoty.
Ma swietną elektronikę, która wcale nie pozwoli ci go obrócić, nawet jesli przyjdzie ci to do głowy.
Ale po kolei.
Samochód jest szybki. 280KM i 400Nm momentu dają badzo dobre osiągi. Skrzynia zmienia biegi szybko i dość płynnie, choć czasem potrafi szarpnąć przy redukcji na 1-kę.
W zakrętach - dzięki świetnemu wyważeniu i dobrej elektronice - auto jest pewne i stabilne.
Dźwiek jest kompromisem (może zgniłym) - auto nie jest ciche, ale też nie brzmi zbyt "sportowo". Ni to ni sio i w sumie... ani to emocjonujące, ani przesadnie komfortowe. Coś tam mruczy, ale nieśmiało, natomist zdecydowanie silnik słychać i nie jest to cichutka limuzyna.
Oczywiście podoba mi się jak łatwo i sprawnie się tym jeździ, a jeszcze bardziej - jak to auto ślicznie wygląda z zewnątrz i w środku, ale teraz pora na to, co mi się nie podoba...
To auto jest za łatwe w prowadzeniu. Nie potrzeba umiejętnosci. Oczywiście - idiota wciśnie gaz i wjedzie w drzewo, bo jest mocna i szybka, ale ogólnie w codziennej jeździe różnice między dobrym a kiepskim kierowcą będą znikome (na torze pewnie większe...).
To auto nie wymaga umiejętności. Samo jedzie, samo kontroluje skręty, samo zmienia biegi - wszystko samo. Nawet samo hamuje, jak uzna, że trzeba, co raz doprowadziłoby do wypadku, gdy autko postanowiło zahamować gdy zmieniałem leciałem ze skrajnego ptrawego na skrajny lewy, a na środkowym była sobie zawalidroga. Oczywiuście to akurat da się wyłączyć, ale potem będzie smuteczek, jak się kiedyś zagapię.
Krótko mówiąc - Alfy nie trzeba prowadzić, sama się prowadzi. Wsiadasz, D, wciskasz gaz, jedzie.
Ostatnio jechałem narowistym i chybotliwym Subaru XV mojej mamy i.... owszem, byłem wolniejszy, owszem, namachałem się masakrycznie, ale satysfakcja z walki z kierownicą i machania lewarkiem, zeby wykrzesać z dość cherlawego (jak na takie auto) silnika nieco mocy - ogromna.
Moze jestem samochodowym masohistą, ale lubię trudne auta. Takie, które wymagają skilla, zeby pojechać chćby względnie szybko.
A Alfa? Alfa jest piękna. I swietnie się prowadzi. Z naciskiem na SIĘ. Siama. Ale cóż... nie da się jej nie lubić