To make a (very) long story short: zegar wraca do nie do końca uczciwego sprzedawcy. Aczkolwiek zwrot rozpocząłem dzisiaj, więc cała procedura jeszcze potrwa. A trochę dłużej i być może ku przestrodze: Początek opisywałem wcześniej. Przestroga polega na tym, że tu temat powinien się skończyć (zwrotem). Ale… długo szukałem, trochę czekałem, próba zakupu w Nomosie jakoś mi się nie powiodła, dostępność modelu słaba… Jednak po kolei - czynniki niepowodzenia: 1. Moja gorąca głowa + moja nieostrożność + brak doświadczenia w zakupach na Chrono24. Okazało się, że nie kupiłem zegarka nowego, tylko „unworn” - choć już w samym opisie był charakteryzowany jako „Neu”. 3. Zaniepokojony (tym, ale też rdzawymi przebarwieniami przy niciach na spodniej stronie paska) napisałem do Nomosa z pytaniem o rok produkcji. Odpisali, że nie pochwalają zakupu na grey market, ale zegarek z 2020 roku i w tym przypadku niezależnie od źródła zakupu podlega dwuletniej gwarancji producenta. Myślę spoko, ponoszę, pocieszę się chwile, za miesiąc odeślę na serwis. No i zegarek na łapkę. Na chwilę. No ale już nie jest „unworn”. Po dwóch dniach mejl z Nomosa: „sprawdziliśmy jeszcze raz, jednak nie 2020, tylko 2009. Kupiłeś od nieautoryzowanego sprzedawcy, więc sorry, nie masz gwarancji”. Załamka. Wkurw. No ale już go nosiłem. 3. Piszę do sprzedawcy (poziom uczciwości już z grubsza ustaliliśmy). Odpisuje, że no może i z 2009, ale przecież napisaliśmy, że „unworn”, a nie „new”. Na moją odpowiedz, że juz w opisie piszą o „Neu” brak odzewu. No ale już noszony… Dzisiaj ciśnienie mi już trochę opadło, myślę sobie trudno. Zostaje. Nakręcam, zaczynam ustawiać i… koronka z trzpieniem została w ręce. Wkurw oczywiście niemiłosierny. Post do sprzedawcy (bez odzewu) + mejl do chrono (właśnie odpisali). Dla pewności złożyłem jeszcze w banku reklamację na transakcję kartą kredytową. Narazie tyle.