Toyoty nie miałem, ale miałem 2 nissany (1993, 1999) i jedno miczubiszi (2004). Miczubiszi to było najlepsze auto, jakim jeździłem. Lancer w kombi, ten taki brzydki, 2 litry wolnossąca benzyna. Gnić nawet mocniej nie zaczęło, ale sporo eksploatacyjnych rzeczy się kumulowało, a mietki mają drogie części. Chłopaki z Ukrainy wzięli w dobrej cenie. Teraz żałuję :D. Nissany z kolei były kompletnie nie do zabicia, jeśli chodzi o silnik, skrzynię. Natomiast gniły strasznie. Sunny'ego jeszcze znajomy dojeździł, Almerę sam oddałem na złom, bo już nie było do czego łatać.