Wielu szczegółów już nie pamiętam, ale decyzja była wypadkową wielu czynników.
Większość oferty Rolexa, przy całym moim szacunku dla tej marki, wydaje mi się skierowana nie do „zegarkowych freaków” lecz po prostu do ludzi zamożnych, którym zależy na okazywaniu statusu. Dla tej grupy Rolex jest najbezpieczniejszym, domyślnym wyborem, ale z moimi upodobaniami się to rozmija. Może dlatego podobają mi się takie modele, które nie są specjalnie popularne ani poszukiwane, tak jak ten prawie monochromatyczny Yacht-Master (z zapięciem starego typu, które jest maksymalnie spłaszczone i zintegrowane z bransoletą) albo Cellini z rzymskimi indeksami, też już dawno wycofany z produkcji (może kiedyś kupię, jeśli znajdę dobry egzemplarz).
W przypadku YM dwie rzeczy okazały się decydujące, wygląd tego zegarka na żywo (to jeden z tych przypadków, które na zdjęciach prezentują się nieciekawie, a oglądane na własne oczy to zupełnie co innego) i pierwsza przymiarka. Czasem trafi mi się taki zegarek, który po założeniu robi wrażenie, jakby był na ręce od zawsze. Jeśli coś takiego się zdarza, to warto kupić, bo taki egzemplarz zostaje w kolekcji na długo.
Yacht-Master został zaprojektowany jako „elegancki diver” czyli sprzeczność sama w sobie, jakby pójść na kolację black tie w białym smokingu i płetwach, albo jak zegarek dla kogoś, kto od nurkowania zdecydowanie woli wywalać się na pokładzie jachtu i popijać szampana, co dosyć dobrze odpowiada moim własnym preferencjom. Może projekt o takich założeniach był dziwny albo nawet głupi (temat na kolejny bezsensowny filmik na YouTube z cyklu „co twój zegarek mówi o tobie?”) ale we mnie znalazł zadowolonego odbiorcę i tak zostało.
Dla mnie dodatkową zaletą jest to, że nikt (poza Wami) nie wie, że to Rolex, więc można go nosić wszędzie i nie zastanawiać się, czy nie lepiej było go jednak zostawić w hotelowym sejfie. Jeszcze parę lat temu zdarzało mi się zobaczyć ten zegarek w Kalifornii i tego typu miejscach, u ludzi, którzy najprawdopodobniej mają ten model od dawna i wciąż go noszą. U pań również się zdarza w mniejszych rozmiarach. Jest to zegarek trwały i odporny na upływ czasu, jak zwykle bywa z Rolexami. Właściwie jedyne, na co trzeba uważać, to platynowy bezel, który w przypadku głębokich rys niełatwo odnowić (serwis Rolexa oferuje taką usługę), ale internetowe legendy o tym, że podobno łatwo go uszkodzić, uważam za przesadzone. Noszę ten zegarek dość często, używam normalnie i nic się z nim nie dzieje.