-
Liczba zawartości
1371 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Najpierw pomyślałem, że w takim zakresie cenowym nie zaproponuję nic godnego uwagi, bo "prawie-prawdziwy" vintage zaczyna się powyżej tysiąca zł, pozostają zegarki japońskie albo typu no name. Ale właściwie, gdyby tak rozszerzyć opcje i uwzględnić np. stare zegarki radzieckie, to coś by się może znalazło, nawet na zwykłym OLX: 1) https://www.olx.pl/d/oferta/zegarek-slava-26-kamieni-ideal-vintage-prl-CID4042-ID11m4nQ.html 2) https://www.olx.pl/d/oferta/przesliczny-stary-zegarek-mechaniczny-lucz-unikat-CID87-IDZgQfA.html 3) https://www.olx.pl/d/oferta/piekny-stary-zegarek-mechaniczny-lucz-luch-CID87-ID10c3c9.html 4) https://www.olx.pl/d/oferta/piekny-stary-zegarek-mechaniczny-lucz-luch-CID87-ID10c3c9.html Można też uwzględnić w poszukiwaniach zegarki męskie z lat '50 - '70, bo są po prostu małe i obecnie mogą wyglądać lepiej na damskiej ręce niż na męskiej. Kiedyś było inaczej, dobre zegarki dla mężczyzn musiały imponować finezją koperty i miniaturyzacją mechanizmu.
-
Wpis bardzo rzeczowy, popieram wnioski jak poniżej: a) bezobsługowość (solar i waveceptor) - popieram, b) niezależne paski - rzecz gustu, szczegół, c) ludzki rozmiar, czyli nie na łapę Pudziana - kwestia gustu i rozmiaru nadgarstka, d) jakieś, najprawdopodobniej zbędne, ficzery w postaci altimetru, kompasu i czego tam – niech sobie są - popieram. Na podstawie tego wpisu i własnego doświadczenia polecam GWG-B1000 czyli nowego Mudmastera. Eksperci piszą, że stary był lepszy ale nic mnie to nie obchodzi, bo był brzydszy i wszystko trzeba było ustawiać ręcznie na zegarku, a teraz można z telefonu. Nadaje się na każdą pogodę i warunki, jest to mój dyżurny zegarek na wyprawy w trudnym terenie i do wszelkich prac w ogrodzie.
-
Pracownia zegarmistrza amatora - projekt
ireo odpowiedział D3k0d3r → na temat → KĄCIK ZEGARMISTRZOWSKI
Jakie "błędy"? To ja zrobiłem błąd, że nie zaprojektowałem sobie czegoś takiego na strychu. Dlatego teraz nie mam miejsca odosobnienia, do którego mógłbym się udać na kilka godzin pod pretekstem pracy nad jakimś mechanizmem, i poczytać sobie w ciszy dobrą książkę z kieliszkiem schłodzonego białego wina. A Ty, drogi przyjacielu, wciąż masz szansę na poprawę jakości życia w taki właśnie sposób, więc jej nie zmarnuj 🙂 Mówiąc poważniej, chciałem podpowiedzieć śledzenie różnych dziwnych ofert na OLX i Allegro w rodzaju "sprzedam wyposażenie warsztatu zegarmistrzowskiego". Takie ogłoszenia czasem się trafiają, a spośród nich można niekiedy wybrać coś interesującego i tanio kupić np. jakąś prasę albo małą obrabiarkę, zostawiwszy wszystko co niepotrzebne w najbliższym skupie złomu po drodze. -
Jeśli zegarek jest oryginalny i pochodzi z oficjalnej dystrybucji to jest objęty gwarancją. Jeśli był kupiony w Polsce to masz też wciąż rękojmię. Skorzystaj z gwarancji lub rękojmi, powłoka zadbanego zegarka po 1,5 roku użytkowania nie powinna tak wyglądać. Na moim starym Tissocie z lat '70 złocenie zachowuje się tak samo, tzn. dosyć szybko się patynuje. Pół roku temu delikatnie odczyściłem tę patynę, nie jakoś agresywnie, ale koperta wyglądała jak nowa. Zegarek odłożyłem do pudełka, za 3 miesiące wyjąłem ponownie żeby założyć, a tu niespodzianka, patyna ponownie "na swoim miejscu". Tissot od dawna stosuje technologię PVD, przypuszczam że w ciągu 50 lat niewiele się zmieniło, bo patyna wygląda bardzo podobnie jak na pokazanej bransolecie. Nie przejmowałbym się.
-
Mnie zaś wzięła chęć na takiego oto Breitlinga. Może dlatego, że wydał mi się wyjątkowo mało "brajtlingowaty". Dawniej zupełnie nie brałem tej marki pod uwagę, ale odkąd rządy w Breitlingu objął niejaki Georges Kern, oferta zaczęła się zmieniać w interesującą stronę i spojrzałem na te zegarki przychylniej. Prezentowany egzemplarz Bretling Premier AB0118 był do kupienia w Niemczech, w stanie umiarkowanie używanym, stąd nieoryginalny pasek. Oryginalne paski Breitlinga są przeważnie trochę ładniejsze, choć nie wszystkie. Zwłaszcza taki czarny, krokodylowy z żółtym podbiciem, wygląda bardzo efektownie ale równie grubo jak ten, co w połączeniu z dość tłustą kopertą (42×13,6 mm) wydaje mi się już trochę za dużo. Najchętniej wybrałbym pasek nieco cieńszy. Jest jeszcze do rozważenia oryginalna bransoleta, ładna ale trochę za bardzo błyszcząca, albo np. mesh od modelu Transocean, ale to są szczegóły. Tarcza i koperta wyglądają świetnie. Zegarek jest niezwykle dopracowany pod względem graficznym i kolorystycznym, nie razi nadmiarem szczegółów ani "blingiem" z czasów Navitimerów w rozmiarze talerza obiadowego, wręcz przeciwnie. Nadal jest to spory zegar lecz o dyskretnym wyglądzie, jak sportowy samochód dobrej marki w stonowanym kolorze i bez napisów na tylnej klapie. Werk B01 własnej konstrukcji Breitlinga pracuje bardzo przyjemnie z częstotliwością 28800 vph, zapewnia parametry COSC i 70 godzin rezerwy chodu. Nie trafiłem tylko jeszcze na dobry egzemplarz czyli taki, do którego nie mógłbym się za bardzo przyczepić. Ten robił wrażenie jakby ktoś kiedyś próbował odnawiać szczotkowanie na uchach koperty i nie za bardzo mu wyszło. Nie rzucało się to bardzo w oczy, ale jednak. Parametry chodu sprawdzone na szybko też mnie nie zachwyciły, zwłaszcza beat error, wahający się zależnie od położenia. Na razie dałem sobie spokój, ale nie "wyzdrowiałem". Może następnym razem.
-
Pewnie, że tak. Też uważam, że to wybitny zegarek. Jeśli od dwóch lat się na niego czaisz, to nie będzie to "zakup pod wpływem impulsu". Sprzedaj bez pośpiechu co tam masz a nie nosisz, i kup sobie tego trylobita.
-
Śliczna.👍 Jeszcze kauczuk w takim kolorze. I można obgonić grilla i teatr.😀 Do kalendarza zgłoś, właśnie zbierają zdjęcia (zob. osobny wątek na Forum). Typuję to środkowe, doskonałe jest.
-
-
Omega Seamaster 300m bransoleta
ireo odpowiedział myszy → na temat → Podróbki i zapytania o autentyczność
Czajna. -
Zegarki open heart mają swoich zwolenników. Zgadzam się z oszolomem, że to kwestia subiektywnych upodobań, ale poza tym jest to rozwiązanie tradycyjnie kojarzone z rynkiem japońskim. Można uznać tarczę typu open heart za jedną z charakterystycznych cech "zegarka japońskiego", bo w tamtym rejonie świata cieszy się większym uznaniem niż w Europie. W każdym razie tak było kiedyś, może nie jestem na bieżąco. A poza tym jest prawdą, że Orient ma wybitnie korzystny stosunek jakości do ceny jeśli chodzi o specyfikację i poziom wykończenia zegarków, które oferuje. Orient należy do grupy Seiko Epson ale produkcja jest autonomiczna, czyli zegarki marki Orient występują tylko jako Orient (inaczej niż np. na rynku samochodowym, gdzie ta sama konkstrukcja sprzedawana jest pod różnymi markami i nazwami). Różnicę cen obydwu zegarków trudno ocenić, bo przykłady pochodzą z oferty dwóch różnych sklepów i nie wiadomo czy są aktualne. Można jeszcze sprawdzić w takim sklepie, który jednocześnie oferuje wiele różnych wersji, np. https://westwatches.pl/pl/orient-sunmoon-ra-as0102s10b. Ale ogólnie zegarek z dodatkowym wykończeniem, np. giloszowaną tarczą, będzie droższy niż wersja z tarczą gładką. Przy okazji, jeśli dany zegarek (niezależnie od marki) występuje na pasku lub na bransolecie, korzystniej jest kupić wersję z bransoletą, chociaż najczęściej jest droższa. Ale pasek łatwo dobrać (zresztą i tak po jakimś czasie trzeba go wymienić), a oryginalną bransoletę trudno potem dokupić. Nawet jeśli się uda, to będzie znacznie droższa niż w komplecie z zegarkiem.
-
Co pana irytuje? Jest to zagadnienie dość obszernie udokumentowane... ale tak szerokie, że właściwie można w nieskończoność. W sumie nie wiem co ten czwarty link tam robi, jakoś tak mi pasował. W każdym razie, zamiast dzwonić, skupię się na chwilę (bo dłużej nie umiem) na znanej nam wszystkim (?) tematyce. Otóż najbardziej mnie wk. co następuje: 1. Jestem, rozumiecie, prawie gotowy do wyjścia, pasta błyszczy na butach, pomada na włosach, uzębienie kompletne, krawat zawiązany lepiej niż u Radka Sikorskiego (jedyne co ten człowiek umie dobrze zrobić, to zawiązać krawat, przez co automatycznie wypada lepiej od większości krajowej i europejskiej sceny politycznej), białe mankiety wystają spod marynarki na idealne pół centymetra, a tu odcisk palca na polerowanej kopercie albo zła data. 2. Automat, co już ledwo dycha na rezerwie, wepchnięty do rotomatu w ostatniej chwili, a potem się okazuje, że zanim rotomat ruszył, to już się mechanizm zdążył zatrzymać, więc po wyjęciu późni się o minutę albo bardziej. W dodatku za cholerę nie wiadomo czy to z powyższego powodu, czy może jednak werk uległ uszkodzeniu (a może to wczorajsze zahaczenie nadgarstkiem o klamkę?) i zaczął się samorzutnie zatrzymywać pomimo nakręconej sprężyny. 3. Pasek tak dobrany, że zapięty na jedną dziurkę dalej jest za luźny i zegarek potrafi się przekręcić na zewnętrzną stronę pod wpływem ruchu ręką, a na jedną dziurkę bliżej jest już przyciasny, więc za godzinę albo dwie i tak trzeba go przepiąć o dziurkę dalej, przez co teraz przekręca się jeszcze łatwiej. 4. Albo luźna szlufka na pasku przesuwa się jak chce, lądując w końcu przy kopercie zamiast przy klamerce. W niektórych paskach mam tę szlufkę zdjętą na stałe, o ile wolny koniec paska jest wystarczająco krótki. 5. Bransolety, puszka Pandory. Długość bransolety w nowym zegarku dobieram przez tydzień, przekładając półogniwa w te i we wte. Mikroregulacji nie cenię, psuje tylko wygląd zapięcia. Nie po to reguluję bransoletę przez tydzień, żeby później musieć jeszcze używać mikroregulacji. 6. Klekoczące bransolety i rotory (Miyota wymiota). 7. Zapięcia tak duże i grube, że zegarek jeszcze zmieści się pod ściągaczem kurtki albo pod mankietem koszuli, ale zapięcie już nie. 8. Zegarmistrze, po interwencji których ciągle coś jest nie tak. A to nowa rysa, a to źle spasowany pierścień lunety, a to chód niedokładny, a to to, a to tamto. Czasem rzeczy tak drobne, że zauważalne dopiero po pewnym czasie od odbioru zegarka i właściwie trudno się przyczepić, śmierć przez tysiąc skaleczeń. Albo samowolne ingerencje w mechanikę lub estetykę zegarka, bo zegarmistrz uważał, że tak będzie lepiej i np. podgiął koniec wskazówki sekundnika w stronę tarczy, chociaż w zamyśle projektanta sekundnik miał być prosty jak strzała. Klientowi pozostaje wymienić zegarmistrza i wskazówkę. 9. Dezynwoltura projektantów w doborze krojów pisma. Na niektórych zegarkach jest mnóstwo cyfr, napisów, logotypów, wskazówek, okienek i dodatkowych tarczek, wszystko to w rozmaitych rozmiarach i kolorach. Komplikacje są fajne, ale jeśli na to wszystko nałoży się jeszcze pięć rodzajów czcionek w różnych wielkościach, powstaje wyrób całkowicie niestrawny dla oczu. Z kolei w zegarkach prostych i bardziej minimalistycznych źle dobrane czcionki wyglądają jeszcze gorzej, bo bardziej rzucają się w oczy. Przykład: indeksy godzinowe w formie cyfr bezszeryfowych w stylu art déco, a w okienku datownika czcionka szeryfowa (przykład: Omega De Ville Co-Axial). Nie da się na to patrzeć bez bólu. 10. Źle rozmieszczone wskaźniki komplikacji, np. subtarcze chronografu, co najczęściej wynika z cięcia kosztów przez opracowanie nowej tarczy do gotowego mechanizmu masowej produkcji z ustalonym układem osi wskazówek i pierścieni kalendarza. W efekcie subsekunda wypada za nisko albo za wysoko, typowymi przykładami są dwa modele z tej samej linii Longines Heritage: Military 1938 L2.826.4.53.2 oraz 1945 L2.813.4.66.0. 11. Odmianą powyższego jest mały (bo tani) mechanizm w dużej kopercie, co bezlitośnie ujawnia komplikacja daty, bo okno daty wypada za blisko osi wskazówek. Tu niezawodna firma Longines służy kolejnym przykładem w postaci znanego i lubianego zegarka Legend Diver 42 mm. Jedyne, co można na to poradzić, to zrobić wersję bez daty. Longinesowi się ta sztuka udała, ale niestety na zbyt krótko. Widocznie z badań marketingowych im wyszło, że ludzkość pragnie tego zegarka z datą (za blisko środka). Tak w ogóle, żeby nie było, cenię markę Longines i mam kilka ich zegarków, ale żadnego z wymienionych. 12. Nowa rysa, zwłaszcza na nowym zegarku. 13. O wskazówkach nie trafiających w indeksy szkoda nawet wspominać, bo to banał. Macie coś jeszcze?
-
Hm. Z góry przepraszam za pytanie (wszak wiem, że zegarkami posługujesz się z finezją niczym Walter Sobchak swoimi Uzi), ale nie zdarzyło Ci się przypadkiem przestawiać daty w "zakazanych" godzinach?
-
Chciałem zobaczyć co to takiego ten Starking. Shenzhen, oczywiście, ale to nie wszystko. Na stronie www. mają 3 kategorie zegarków: "MENS", "WOMENS" oraz "LOVERS"! Też mam ochotę zawołać: "Kolego ssaku, zatrzymajcie się!".
-
Jasne, chętnie. Informacji jest niewiele, na Forum mignął kiedyś temat ogólny o marce Paul Picot, dawno zarchiwizowany. Ta firma to jedno z moich zegarkowych odkryć, robią naprawdę ciekawe rzeczy, na ogół w małych seriach. Zegarki Paul Picot od początku powstawały z dużym udziałem projektantów włoskich, dlatego odbiegają stylistyką od bardziej typowych wyrobów szwajcarskich. Do szybkiego zapoznania się z tymi zegarkami polecam następującą stronę https://www.freret-roy.com/en-gb/paul-picot#:~:text=Created out of pure passion,with a touch of classicism. Widać, że nie jest to microbrand lecz firma z segmentu "trochę większych" producentów niezależnych. Kilkanaście lat temu produkcja wynosiła ok. 10 tysięcy zegarków rocznie, nie wiem jak dziś. Dystrybucja w Szwajcarii nigdy nie była duża, Paul Picot znacznie więcej nabywców znajduje we Włoszech, w Japonii i na Bliskim Wschodzie. Dopiero za tymi rynkami plasują się Stany Zjednoczone i reszta Europy. Przed pandemią trochę się to zaczęło zmieniać, zegarki Paul Picot były widoczne na każdej edycji Baselworld a firma włożyła sporo pracy, żeby bardziej zaistnieć również na rynku szwajcarskim, ale po roku 2020 - wiadomo - znów się zaczęło pod górę, nie tylko dla nich. Marka została zarejestrowana w 1976 roku dla uhonorowania jednego z XVIII-wiecznych mistrzów szwajcarskiego zegarmistrzostwa, chociaż de facto firmę założyli Włosi. Siedziba mieści się w Le Noirmont na terenie kantonu Jura, blisko granicy z Francją. Twórca firmy Mario Boiocchi wybrał pozornie najgorszy moment na uruchomienie produkcji zegarków mechanicznych, w dodatku nie najtańszych, dokładnie wtedy gdy szwajcarska branża zegarkowa przechodziła największą zapaść w historii z powodu kryzysu kwarcowego. Pan Boiocchi dał wielu ludziom stabilną pracę w trudnych czasach, więc do tej pory jest w Szwajcarii popularny i znany, bardziej jako "Mr. Picot" niż pod własnym nazwiskiem. Obecnie jest już po 90-ce ale zdaje się, że nadal w niezłej kondycji. Regulator (czyli typ zegarka o rozdzielonych osiach godzinowej i minutowej, podobnie jak w zegarach szafkowych o tej samej nazwie), który pokazałem na zdjęciu, oparty jest na mechanizmie ETA 2892A2 (30 kamieni, częstotliwość 28800 vph, rezerwa chodu 42h) w kopercie typu tonneau o szerokości 37mm b/k. Zalety: 1) ładnie wykonany, 2) szkło szafirowe z dobrym antyrefleksem, 3) wygodny w noszeniu dzięki łukowemu zakrzywieniu koperty i dekla, 4) mała dostępność (edycja limitowana 100 egz.), 5) oryginalna stylistyka. Jest nawet masa luminescencyjna, nie dużo ale działa. Wady: 1) śladowa wodoszczelność 30 m, 2) tarcza typu regulator na początku wymaga przyzwyczajenia, 3) mała dostępność, 4) oryginalna stylistyka (dla większości klientów taki "odjechany" zegarek to za wiele, ale dzięki temu można go czasami jeszcze znaleźć na rynku wtórnym). Przykład innej wersji kolorystycznej: https://www.chrono24.pl/watch/J4XFA2 (również limitacja 100 egzemplarzy).
-
Kiedyś już był ale jakoś znowu mi się przypomniał.
-
No, niestety. To się nazywa Chronoscope, chociaż nie ma nic wspólnego z dawnym jednoprzyciskowym chronografem o tej samej nazwie.
-
Wcale się nie dziwię. W moim odczuciu to jedne z najgorzej wyglądających omeg jakie powstały. Powiedzmy, że są skierowane do specyficznego odbiorcy.
-
Butik! CJJO?* *) - Czyżby Jeszcze Jedna Omega? Właśnie po to mamy Forum. Idealnie generuje straty czasowe w dowolnym zakresie.
-
Przykre ale prawdziwe. Być może prawdziwe, ale niekoniecznie przykre. Ja tam nie mam nic przeciwko próżności, zwłaszcza u innych, a na targowiskach bywam chętniej niż np. w dużych sklepach. Mówiąc poważniej, o merytoryczną wiedzę zrobiło się znacznie łatwiej niż 10 - 20 lat temu, więc pod tym względem forum straciło na znaczeniu. Internet się rozwinął i bardzo poprawił się natychmiastowy dostęp do materiałów o zegarkach, nawet rzadkich. Łatwiej samemu prześledzić historię rozwoju konkretnego mechanizmu w różnych językach i jeszcze znaleźć do tego szczegółowe obrazki a nawet film. Nie znaczy to, że na forum takich materiałów nie ma, ale ludzie z większą wiedzą rzadziej zadają sobie trud napisania tu czegoś ciekawego dla niewielkiego grona czytelników. Raczej zakładają, że zainteresowani już to znaleźli gdzie indziej. Na ludzi odwiedzających forum nigdy nie narzekałem (z wyjątkiem jednego czy dwóch moderatorów "działających wspólnie i w porozumieniu"), chociaż to bardzo różnorodna grupa. Jedni mają wiele do powiedzenia i umieją to napisać, innym przychodzi z trudem zamieszczenie jednego zdania bez błędów (niekiedy ci drudzy pokonują więcej barier żeby napisać coś interesującego, więc może powinienem przychylniej spojrzeć na błędy ortograficzne). Pomimo tej różnorodności, nie zdarzyło mi się dostać niemiłej wiadomości ani uczestniczyć w forumowej "pyskówce", słyszałem tylko o podobnych doświadczeniach niektórych kolegów. Wydaje mi się, że chociaż mnóstwo razy się z kimś nie zgadzałem, to miałem dotąd szczęście nikogo nie urazić (może poza wspomnianymi moderatorami, których i tak już nie ma albo ze wstydu pozmieniali sobie pseudonimy). Ogólnie bilans bardzo pozytywny.
-
Zgadzam się, przy czym mnie nawet te stare zapięcia podobają się bardziej, bo lepiej integrują się z bransoletą zarówno wizualnie jak użytkowo. Nie przeszkadzają, nie zaczepiają i wyglądają jak część bransolety a nie jak przeciwwaga w kole zamachowym, w przeciwieństwie do obecnych wersji Oysterlock i Glidelock. Z tego punktu widzenia najlepiej prezentują się ukryte zapięcia motylkowe, które również występują w starszych modelach Rolexa a nie w obecnych (przetrwały tylko w bransoletach jubilee do małych datejustów, jeśli się nie mylę). W moim subiektywnym odczuciu, niektóre starsze bransolety typu oyster również wypadają korzystniej od nowych. Przykład: stary yacht-master 40 (16622), w którym endlinki są dłuższe niż ucha koperty i przez to lekko wystają. Pewnie większości nabywców się to nie podobało, więc w kolejnych edycjach YM było już odwrotnie czyli endlinki skrócono. Mnie się bardziej podobała wersja pierwotna, bo całość wyglądała smuklej i zgrabniej (chociaż słabiej pasowała do wąskich nadgarstków, ale to akurat nie mój problem). Większość dyskusji o bransoletach, nie tylko Rolexa, krąży wokół mikroregulacji. Podobno jest bardzo źle kiedy jej nie ma, ale jeśli mam mikroregulację to i tak jej nie używam, bo lubię mieć brasoletę ustawioną raz a dobrze, żeby leżała optymalnie niezależnie od pogody, nawodnienia organizmu, itp. Nie po to przykładam się do dokładnej regulacji ogniw i położenia zapięcia przez kilka kolejnych dni, żeby potem musieć się zajmować mikroregulacją.
-
Ch. Ward dogania Rolexa.
-
Ażeby ze strachu nie drżały Ci lica, nadaję ci imię "Wielka Ośmiornica"!
-
Klub Miłośników Zegarków ROLEX
ireo odpowiedział chrono-craze → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Z powyższego względu taka "polska klasa średnia" (oksymoron?) lubi pozostawiać metki tam gdzie nie powinno ich być, np. na rękawie marynarki 🤡 Do kompletu obowiązkowo za długie spodnie. -
Wspaniała wiadomość! Uściski i gratulacje. Trzymaj się, nie daj się 👍
