Możliwe? Możliwe? Jacku. Natomiast ja podzielę się moim wspomnieniem. Zaraz po zastrzeleniu Ceausescu jechałem przez Rumunię do Bułgarii. Obrazy i sytuacje tam spotkane starczyły by na książkę. Jednak wspomnę tylko o tym jednym kiedy jadąc już do przeprawy promowej Vidin (obecnie jest już most) nad zalewem Dunaju przy Żelaznych Wrotach zobaczyłem, tak piękny widok tego akwenu w zachodzacym słońcu, że dech mi zapierało. Jadąc szosą położoną wyżej po lewej stronie towarzyszyły mi oświetlone słońcem wzgórza porośnięte wypaloną trawą, jakby okryte żółtym pledem, porozrzucane gdzie nie gdzie krzewy i rachityczne drzewa jak zwiewne postacie uzupełniały w raz z wystającymi resztkami skał, ten surrealistyczny widok. Bowiem niesamowitym widokiem po mej prawej stronie w dole, była zmarszczona bryzą tafla Dunaju, której ołowiany kolor, był nie mal, nie prawdopodobny i wręcz nie do uwierzenia! Odległość sprawiała, iż widok wody i jakby wylanych właśnie z ołowiu, zastygłych nieruchomych fal, zaczarowanych niby w jakiejś stop klatce i ta barwa, tworzyły nierealny widok a jedynym ruchem w tym obrazie, były odbijające się w falach słoneczne refleksy. Ten obraz zapisał mi się w umyśle jak na kliszy i pozostanie w mej pamięci do końca życia. Towarzysząca mi w trakcie jazdy taśma z muzyką Zamfira podkreślała i uzupełniała wydatnie me doznania.