Postanowiłem dołączyć do fanów "pieszczot uszu" pięknymi utworami, które nam towarzyszą w czasie naszego życia. Jakże często słuchając jakiegoś utworu przypominamy sobie przeżyte chwile i zdarzenia, zapisane w czeluści naszego mózgu. Chciałbym się podzielić swymi muzycznymi wspomnieniami, których przez lata się trochę nazbierało. Ot takie sobie reminiscencje "starego paździerza", które za pozwoleniem Panów będę kolejno wtrącał w temat. Szkoda tylko, iż nie naumiałem się do tej pory wrzucania filmików w swe posty. Zdaje sobie sprawę, iż nie koniecznie teraz mogą rajcować takie suchary nie mniej, to taka moja prywatna historia muzyki i moja. Tak więc moje muzyczne pasje zaczęły się już za małolata czyli pod koniec lat 50 za sprawą mej 8 lat starszej ciotki i jej towarzycha w którym przebywałem. Nasłuchiwanie radia Carolina czy Luksemburga było mą, nie jako wymuszoną codziennością jak uczestnictwo w prywatkach, gdzie królowały pocztówkowe folie z nowościami, przemycanymi w książkach wysyłanymi z Anglii jednemu ze starszych kolegów. Pomijając piosenki Marino Mariniego królujące w tym czasie, to mnie zapadł w głowę wirtuoz klarnetu Acker Bilk ze swym "Małym Kwiatkiem" przy którym nie raz za złocisza śmigałem w pląsach na Targówkowskich dechach obściskując aktualną swą "faworytę". ://www.youtube.com/watch?v=X2A4TSe7pgw To były bigbendy! Kto pamięta o Platersach i ich "Only Yu" gdzie przytulona do pierch partnerka z drżącym sercem mdlała niemal w ramionach, ja pamiętam. Jak nie wspominać ostatniej zabawy w podstawówce, gdzie kolega ze swym zespołem trzepał utwory Shadows-ów, choćby "Apache" które jeszcze do tej pory, potrafię nucić niemal wszystkie ich utwory. Nie mają prawa wypaść z pamięci piosenki Cliffa Richarda z filmu "Chcemy się bawić" na którym byłem z 15 razy a jego "The Young Ones" tak rozsłabiało dziewczyn z tych lat, serducha. ://www.youtube.com/watch?v=-JKtHcM05Dk Czyż można nie pamiętać zdobytą świeżynkę singla Neil-a Sedaki i jego "Oh! Carol" czy "One Way Ticket" który po latach wykonaniu ślicznej dziewczyny z "The Rabszyn" (jak to się cholera pisało?) w TV2 zakręcił łezkę w oku wspomnień lub Roy-a Orbisona z którego przebój "Oh, Prety Women" grany był non stop w pamiętnego mi sylwestra 65 roku na Woli. Chciało by się rzec: Tak! Gdzie te prywatki? Niezapomniane..... Pozdr. Leszek