Mało oglądam niestety ostatnio, w dodatku nic z amerykańskiego kina lat 40. i 70., a to moje główne filmowe pożywienie. Przez kilka tygodni coś się jednak udało zobaczyć, choć akurat szybkiego tempa i akcji zbyt wiele nie było: - "Paterson" - sympatyczny film, nieśpieszny, jak to Jarmusch. Kilkanaście zbliżeń na zegarek Casio - "Rycerz pucharów" - chcę w piątek iść na "Song to Song", więc obejrzałem "Rycerza...", którego tak wielu odrzuciło. Właściwie to każdy kolejny film Malicka podoba mi się coraz mniej (ale pierwsze trzy - bardzo!), jednak szanuję go za wierność sobie. Zdjęcia aż za piękne, Bale właściwie nie gra, tylko snuje się zasmucony, za to Dennehy jest naprawdę przejmujący, znakomity. Czasem rzeczywiście męczy ten film, ale jednak jest w nim coś, co sprawia, że pewnie za jakiś czas postaram się do niego wrócić. - "Uczeń" - ciekawy, ale trochę za długi, zbyt monotonny, traci w pewnym momencie impet. Dobra główna rola. @Gregorian, widziałeś? - "Ostatnie dni miasta" - zwycięzca Nowych Horyzontów, zatem dla jednych niech to będzie rekomendacja, dla innych - ostrzeżenie. Najciekawszy jest wątek przyjaźni kilku filmowców z Egiptu, Libanu i Iranu. Reszta filmu trwa bardzo długo...