Po długim czasie obejrzałem "Nienawiść" i dopiero teraz doceniłem ten film. Męczy poziomem agresji, ale to kino, które wciąż pozostaje aktualne i zachwyca swą formą. A zakończenie... Ale przede wszystkim obejrzałem "Toniego Erdmanna". I to niezwykłe doświadczenie. Momentami zdaje się dłużyć, by po chwili udowodnić widzowi, że każda z tych 160 minut jest niezbędna. Wielkie kino, wielkie role - jeśli Simonischek jako Winfried/Toni jest genialny, to jak określić Sandrę Hüller? Bardzo lubię "La La Land", ale Oscar dla słodkiej Emmy Stone wydaje się być zabawnym nieporozumieniem, jeśli porówna się ją z Hüller. Perfekcyjna rola, w każdym geście. Pewne pojęcie dać może poniższa scena, choć wyrwana z kontekstu może nie poruszać tak bardzo: