Oczywiście miałem na myśli film "Pat Garrett i Billy Kid". Szczególnie cenię i lubię scenę pierwszej rozmowy Pata i Billy'ego, którą umieściłem już kiedyś tu: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/116161-ulubione-sceny-filmowe/?do=findComment&comment=1387069 Jasne, "Ballada..", a zwłaszcza "Dzika banda", ale też "Strzały o zmierzchu" to wielkie filmy. Myślę jednak, że "Pat Garrett..." to kwintesencja stylu Peckinpaha - jego wizji Zachodu, a przede wszystkim sposobu opowiadania o odchodzącym świecie i śmierci (o tym są wszystkie te filmy, a także łagodniejszy w treści "Junior Bonner" i nieco słabsze "Dajcie mi głowę Alfreda Garcii"). I żaden inny film nie ma tak fascynująco ukazanej dwoistości postaw bohaterów, którzy pomimo tego są przecież tak bardzo podobni i sobie bliscy. I jeszcze idealne aktorstwo Coburna i Kristoffersona oraz kilka świetnych epizodów: Dylan, Bright, Slim Pickens, Chill Wills, L.Q. Jones.