Każdy ma swoją wrażliwość. Jednak z takim konserwatywnym podejściem w innych dziedzinach ludzkiej twórczości świat byłby mniej ciekawy. Gdyby na przykład przełożyć takie podejście na literaturę fantastyczną, to w zasadzie istniałby głównie Tolkien ze swoim Śródziemiem. Nie wziąłbym do ręki żadnej książki w której po Tolkienie znalazły się archetypowe elfy i krasnoludy i inne quasi-średniowieczne motywy, bo jak "dla mnie przekroczenie pewnego poziomu inspiracji, nawet nie łamiące prawa - jest dyskwalifikacją powieści". Musielibyśmy zdyskwalifikować +70% literatury z tego gatunku, bo jest wtórna i korzysta z zapożyczonych w sposób oczywisty motywów. Musiałbym przestać czytać dajmy na to Sapkowskiego i szukać tylko super oryginalnych powieści. Sam Tolkien tworząc Śródziemie wziął na warsztat m.in. stare motywy z mitologii fińskiej i w zasadzie sam też jest mocno odtwórczy. Tyle że zmieszał te elementy w tak udany sposób, że stał się niezwykle popularny. Po latach dzieła Tolkiena stały się klasyką, jego styl i motywy przeszły do kanonu, a nowocześni autorzy czerpią z nich całymi garściami, tworząc czysto sztampowe światy i opowieści. Co nie zmienia faktu, że bardzo fajnie czyta się te mniej wyrafinowane i nie-tak-oryginalne twory. Z Rolexem jest podobnie. W wielu przypadkach wziął na warsztat sprawdzone motywy i poprzez udane konstrukcje i konsekwentne stosowanie ich przez lata stał się klasyką. Teraz nowocześni producenci czerpią z nich całymi garściami, tworząc sztampowe zegarki. Co nie zmienia faktu, że bardzo fajnie nosić je na swoim nadgarstku.