Ja powiem tak: wspomnienia komuny mam raczej dobre, bo to był czas dzieciństwa,a wychowując się w małej miejscowości życie było po prostu normalne - ani jakieś super, ani złe. Że coś jest jednak nie halo, to uświadomiłem sobie najpierw jak wujek zaczął przywozić katalogi Otto i Neckermann oraz zabawki z Niemiec, bo tam było wszystko to czego u nas nie było. Potem tata zabrał mnie do Berlina Zachodniego i zobaczyłem inny świat. Pamiętam też jak pojechałem z bratem do Krakowa i kupiliśmy Walkmana Philipsa - kosztował 2 pensje taty., tj. całe... 30 kilka dolarów. Ot, tacy bogaci za komuny byliśmy. Ale paradoksalnie najgorsza była pierwsza połowa lat 90-tych, bo wtedy kapitalizm zweryfikował ile była warta komuna i praktycznie wszystko padło. Tata stracił dobrą pracę i potem się już tylko bujał z bylejakimi, żeby cokolwiek zarobić. I zauważyłem że właśnie pokolenie mojego ojca całkiem dobrze wspomina komunę, bo dawała im spokój i stabilizację, a najlepsze lata przeżyli za Gierka. Niestety, wielu takich ja mój ojciec nie poradziło sobie na wolnym rynku który brutalnie zweryfikował ich umiejętności, doświdczenie, spryt czy cokolwiek to było. Można było na początku tej wolnej Polski zrobić nieprawdopodobne pieniądze czy karierę, ale większość ludzi po prostu miała bardzo cięzko. Stąd ten sentyment, tak mi się wydaje przynajmniej.