albiNOS 01
Użytkownik-
Liczba zawartości
1071 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
4
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez albiNOS 01
-
Kupiłem druga wiatróweczkę Łucznik wz 70. Pierwszą wysłałem Ojcu. Z marszu zauważyłem, że jest trochę rozregulowana. Czuć też, że ma mniejszą moc. Podejrzewam, że pewnie skórzana uszczelka tłoka wyschła lub zużyła się przez te prawie 30 lat. Poza tym zobaczyłem, że po przesmarowaniu wazeliną uszczelki lufy, parametry jakby lekko się poprawiły, ale ją też można wymienić na odpowiedni oring. Za 75 zł plus przesyłka można kupić zestaw tuningowy, który podniesie moc z seryjnych około 3 czy 3,5J do 4-5J. No jestem ciekawy, ale zacznę raczej od przesmarowania tego i owego. Już paru kumpli z pracy podłapało temat, też będą kupować ;-) Zrobimy sobie zawody na prawdziwej :-) strzelnicy
-
Ładny pasek ten z z otworami. Jaki żółty, jaki czerwony? ja tu widzę dwa szare ;-)
-
Tak, wewnętrzne przepisy policyjne mówią, że strzał kontrolny realizujemy poprzez naciśnięcie języka spustowego (przy pobieraniu, zdawaniu to jest sprawdzaniu bezpieczeństwa broni). Jednak z tego co pamiętam, instrukcja waltera mówi by zamiast oddawać strzał kontrolny, należy używac zwalniacza iglicy (przycisk na górze zamka). Odpada więc trening bezstrzałowy. Dodam, że nie każdy i nie zawsze przy pobieraniu broni sprawdza czy ma nabój w komorze, działa to raczej na wzajemnym zaufaniu, może to głupie, ale gdyby sprawdzać za każdym razem kiedy bierze się broń do ręki, to więcej byłoby wypadków i niekontrolowanych wystrzałów niż pożytku z tego sprawdzania. Kilka dni temu kolega który wrócił ze szkolenia ze SPAPem, nauczył się jak sprawdzać zaślepkę (kawałek stali nierdzewnej pokryty jakims polimerem) sprawdził, jest ok, ale wstydu się najadłem, kotów w środku było więcej niż w oborze w Pierkunowie. Byłbym zapomniał, w tygodniu mieliśmy jechać na strzelanie. W efekcie zamieszania z wypadkiem, we wtorek ponawalamy sobie z mossbergów. Może grilla na strzelnice zabierzemy :-)
-
Za bardzo dopasowany do ręki, to jest błąd, broń trzeba czuć w ręku, jak ,,dobrze leży" to tak jakby jej nie było, kanty w glocku niby mniej wygodne ale pomagają w jego czuciu, w końcu broń to nie kierownica, nie trzyma się jej non stop przez wiele godzin. Też kiedyś zastanawiałem się nad tym tematem i do takiego wniosku doszedłem. Ale należy jeszcze się zastanowić jak jest w rękawicy taktycznej. Kanty jak je nazywam to dodatkowy sygnał dla naszego mózgu, jak ten pistolet leży co do milimetrów, łatwiej strzelać z biodra, po lufie, na dwoje oczu i w ogóle lepiej się wie co się ma w łapach i jak to jest ułożone.
-
Tak, iglica ,,wylata" ponoć już drugie oko załatwiła. Az strach strzelać, choć przyznam, ze bardzo lubie ten pistolet. W takim wypadku to jak lubić zegarek, który na przyklad... Niech będzie,że zatrzymuje sie czasem bez powodu. Nie, jednak nie, do d...y to porównanie ;-) Ps, na zdjęciu mała ciekawostka, pistolet gazowy polskiej produkcji Kruk 2, po około 50 latach Niestety, kończy swój żywot, jedzie do złomowania. Dodam,że obecnie należy ze świecą szukać tak miłych i mądrych ludzi jak starszy Pan, który był jego właścicielem. Co ciekawe, jako były nauczyciel potrzebował jej do obrony przed ruskimi. Jednak milicyjny Wydział Postępowań Administracyjnych to musiał mieć fantazję. Nie do pomyślenia w tych czasach.
-
Dzisiaj dowiedziałem się, że rozważają wycofanie z policji pistoletów P-99, zagadka ,,beznagrodowa", kto wie z jakiego powodu?
-
W kafelki, spadł ze stosunkowo niedużej wysokości, na szczęście chyba nie mocno przywalił, bo chodzi jak trzeba, nakręca się. Jakiś czas temu coś miał problem z nakręcaniem ale pomogła minimalna ilość oleju i generalnie jest ok. Będę musiał zmówić kuriera, sikora czeka wycieczka do stolicy ;-) Upierdliwy klient ze mnie...
-
Po małym wypadku:
-
Ależ niezdara ze mnie. Muszę ze smutkiem powiedzieć, że mój Xicorrek uległ wypadkowi. Dostał takiego strzała, że szkiełko nie podołało a i z tarczy co nieco się sypnęło. Szczęśliwie na wzór terminatora dalej działa, pęknięcie szkła niewielkie, trzeba będzie odwiedzić zegarmistrza i puki co unikać wody. Ciekawo ile sobie zażyczy za identyczne szkiełko. Dodam, że chwilowo wróciłem do oryginalnego paska, co by nie mówić, jest ładny.
-
Dziś nabyłem całkiem nówkę 40 latka...
-
A z tymi F-16, Duńczycy pamiętam jak przylecieli. Jakież to paskudne. Ponoć te Polskie, kilka lat później kupione, są ładniejsze, Duńskie nie miały tych zbiorników tuż przy kadłubie, przypominały miga 15, tyle, że tym czubkiem się różniły. Z opowieści z lotniska. Migi były holowane przez Stary 266 na specjalnym potężnym czerwonym holu.. Raz się jeden ,,łuberwał" i Mig tą swoją igiełką na czubku walną w stara, powyginał ten czujnik. Ruscy zażyczyli sobie za niego 12 tyś złotych ale w dolarach :-), wtedy najniższa krajowa to było jakieś 600 zł Innym razem pamiętam, jak Mig wylądował bez jednej strony podwozia, a potem stał tak z tydzień przechylony na tym lotnisku, Kolega mówił, że 15-20 minut latania Migiem na dopalaczu, to koszt samego paliwa jakieś 40 tyś złotych (nafta lotnicza, dobrze pamiętam jej zapach) i na tym dopalaczu potrafił zjarać w kilkanaście minut cały zbiornik, to dało odpowiedź skąd wzięły się problemy z dotarciem ze stanów pierwszej partii F-16. Ponoć koszt lotu F-16 jest 3 razy większy niż Miga, a paliwo to jakieś żrące, w specjalnych kombinezonach je tankują, jakiś kwas czy cusik. Byłbym zapomniał o spadochronach do hamowania, wielkie, żółte brudne, wyglądały jakby były z plastiku zrobione, ale to chyba był kevlar. Duńczycy martwili się, że nie wylądują na lotnisku bez lin hamujących :-) tyle, że u nas lotnisko 3 razy dłuższe niż u nich:-)
-
Właśnie, te ,,wyprodukowano" swojsko brzmi. A propo Iskry. W wojsku miałem przyjemność wielokrotnie widzieć to maleństwo, jej cechą charakterystyczną było to, że miała wlot silnika bardzo nisko. Któregoś razu na lotnisku w Mińsku Mazowieckim usłyszałem plotkę, że kiepsko pozamiataliśmy lotnisko (były od tego maszyny, ale akurat remontowaliśmy pas dojazdowy, a tam wszystko ręcznie) no i nawciągało syfów. Ponoć zatarło silnik, ale ile w tym prawdy to nie wiem. Największe wrażenie robiły na nas Migi 29, ależ to było głośne, nigdy w życiu nie słyszałem niczego głośniejszego. Pojechałem do Warszawy do kumpla obejrzeć Okęcie, i jak startują samoloty pasażerskie. Komiczna sytuacja, jak tuż przed startem jednego z nich zatkałem uszy niemal skulając się. Koledzy zdziwieni, co ja robię a ja po prostu myślałem, że pasażerskie też są tak samo głośne jak te Migi. Inną sytuację opowiadał kolega z obecnej pracy, były nawigator w lotniczej straży pożarnej, czy jakoś tak, o ile się nie mylę, Lecieli kiedyś Iskrą, i pękła im owiewka. Na szczęście tylko pękła, musieli awaryjnie lądować, bo ponoć sytuacja bardzo niebezpieczna, mogło dojść do dekompresji czy jakoś tak. Z mniej przyjemnych aczkolwiek nie ukrywam, że ciekawych sytuacji, pamiętam też kolegów, którzy zabezpieczali miejsce katastrofy iskry, mówili, że jednego z pilotów ,,karczerem" ze ściany zmywali. Ile w tym prawdy to nie wiem. Nie sprawdzałem tego.
-
A kurs pisany cyrlicą :-)
-
Ponoć limitowana wersja tego pistoletu, różni się czcionką napisu, zamiast PREDOM ŁUCZNIK jest Łucznik, kosztuje od 300 euro wzwyż :-)
-
Koledzy, nie chcę zapeszyć, ale w połowie miesiąca powinno mi się udać kupić wiatróweczkę, pistolet Łucznik z lat 70, z kaburą i zestawem naprawczym Za 150 zeta, bierę od razu dwa, jednego ojcu. Likwidują stary stan magazynowy w lokalnej strzelnicy pneumatycznej.
-
Niesamowite, Historia ponad 10 lat telefonii komórkowej zawarta jedynie w tym wątku! Zaczęło się od Nokii, zaletach jej niezawodności i prostoty. A teraz czasy smartfonów. Wątek daje też obraz tego jak wielki postęp w temacie mobilnych systemów łączności odniósł w stosunku do chociażby zegarków (nie mam na myśli smarkłoczy).
-
Jak mi reflektory w aucie co kilka tygodni matowieją, nie miałem akurat pasty polerskiej, to ta do zębów dała radę :-) (3 minuty roboty góra)
-
A no idzisz? dobrze wiedzieć, zrobię to samo z łańcuszkiem srebrnym :-) może zadziała. Ponoć srebrnym.
-
Kumpel służył w marynarce (mi tam mundur od razu dali ale nie wnikam), mówił o służbie na jakimś tam ścigaczu czy łodzi podwodnej, już nie pamiętam. Bieda miała świra na punkcie czystości mosiądzu, godzinami go polerowali. Dlatego uważam, że w zegarku nawiązującym do morskich klimatów, właśnie mosiądz to strzał w dziesiątkę. Do zestawu dodałbym specjalną pastę i zestaw ściereczek. Nie żartuję.
-
Mój pierwszy ,,motÓr", to była CZ350. Miałem z 18 lat. Nigdy wcześniej nie jechałem na żadnym motorze kierując sam. Jakoś wsiadłem, trochę się cykałem, ale po kilkdziesięciu minutach potrafiłem już bez najmniejszych problemów skręcać (prawko zrobiłem rok później). Autentycznie, na początku, nie wiedziałem jak to zrobić, na lotnisku trudno mi było się wyrobić na całej jego szerokości. To jednak nie rower był. Ależ to zapierd...ło. Zwłaszcza jak wbiło się dwójkę, i nabrało to obrotów. Naprawdę, taki knedel w postaci cześki sprawiał większe wrażenie wtedy, niż kilka lat później GSXR600 SRAD. Zapytałem kolegę jak to jest jechać 200 na godzinę, i usłyszałem: Spróbuj. Za drugim przejazdem na długiej prostej wskazówka dotknęła 230, i dalej szła jak głupia ale odpuściłem. Już mnie nie kręci szybka jazda, wolę przepisowo, i mniej paliwa idzie, i wiem, że do domu wrócę, zresztą sprawność już nie ta, znaczy SKS tak zwane :-) Ale jakieś dwa koła z potężnym momentem obrotowym to chętnie bym se kupił, np: GSX 1400, XJR1300, lub nawet marzenie z dzieciństwa HD Fat Boy. Nie pogardził bym też ładną CZ 350 czy Jawą 350 do remontu, docelowo z zapłonem VAPE bo bez tego to wał długo nie wytrzyma, ale to jak dorobię się garażu. A propo Knedli, zapraszam na forum, naprawdę warto, jeśli nie mamy wygórowanych wymagań, a od siebie potrafimy wymagać wiele: http://www.jawacz.pl/index.php A i jeszcze taka mała przygoda z lat 90, wysłałem list do Świata Motocykli, opublikowali, kilka lat temu znalazłem go w sieci, więc pozwólcie, że dodam go i tutaj: Kiedyś wpadłem na szalony pomysł, by zrobić tak, aby dwa tłoki Jawy pracowały razem. Z technicznego punktu widzenia nie było to trudne. Ukończyłem remont. Zdziwiłem się nieco, gdy aby odpalić motor musiałem wskakiwać na kopniak, podczas gdy kumple w swoich motorach (bez przeróbek) robili to lekkim depnięciem na kopniak. Może mi się tylko wydawało, ale osiągi Jawy nieco się chyba poprawiły, a zużycie paliwa było o wiele mniejsze (3l). Nikt nie wierzył, ze Jawa może tak mato wypić, natomiast każdy mówił, ze silnik długo nie wytrzyma (na początku mówili, ze w ogóle nie zapali). O ile nie wierzyli w niskie zużycie paliwa, o tyle mieli rację co do jego żywotności. Jak się zapewne domyślacie, największym problemem były niemiłosierne drgania. Śruby same się rozkręcały i na nic zdawały się podwójne podkładki sprężynowe. Z przodu umieściłem silnik na poduszce (ze skrzyni biegów �Malucha"), z tylu zostawiłem tylko górna śrubę. Nie było to łatwe, ale przynajmniej nie rozmazywały mi się cyfry na zegarach, a ręce nie zjeżdżały samoczynnie z kierownicy. Na początku było spoko. Lekko MZ-towski głos silnika, dość duża elastyczność, motor kręcił więcej niż 7000. W miarę upływu czasu zaczęły się pojawiać dziwne, ale oczywiste problemy. Najpierw czop korbowy lewego cylindra zaczął ocierać o łożysko i obudowę skrzynki korbowej. Usterka udało o mi się usunąć, ale nie oznaczało to końca problemów. Automat skrzyni biegów ciągle się odkręcał, kosz sprzęgłowy także, a o śrubach karterów i osłon już nie wspomnę. Obudowa silnika zaczęła pękać, po prostu koszmar. Mniej więcej raz na tydzień rozbierałem silnik (teraz robię to z zamkniętymi oczami) a i raz na miesiąc musiałem go rozpołowić (dzięki!). W sumie już się przyzwyczaiłem, gdy zauważyłem kolejną niespodziankę (czego to jeszcze ten silnik nie wymyślił?). Wspięcie się powyżej 4000 było dla niego nie lada wyczynem. Przyczyną nie było bynajmniej zużycie, ale coś innego. Tłok jakby chciał powrócić do poprzedniego położenia, więc zaczął się cofać względem "swojego kolegi", drugiego tłoka. Zauważyłem, ze prawy tłok zbliża się do GMP o milimetr później od lewego tłoka. No pięknie! pomyślałem i jak tu teraz ustawić zapłon jednym przerywaczem ? Nic wiec nie zrobiłem. Wybrałem się jednak na matą przejażdżkę i wtedy zaliczyłem glebę. Dlaczego? Jakiś taksówkarz Mercem zajechał mi drogę. Motor stał się pojazdem dwuśladowym i niestety skończył swój żywot. Możecie sobie wyobrazić ile kosztuje błotnik i opona w Mercedesie, a ile kosztuje wymiana widełek w Jawie. Na pewno to pierwsze jest droższe. W ten właśnie sposób skończyła się moja przygoda z Jawą, po której możecie uważać mnie za bałwana nie znającego się na silnikach i wcale się Warn nie dziwię. Wiem, ze ktoś, kto nie zna się na silnikach, nie odważyłby się dokonać takiej przeróbki. Nic prawie nie kosztowała (czyżby?) a ile zjadła nerwów. Teraz wiem, ze człowiek uczy się na błędach, tego co zrobiłem nie żałuję, bo wiem, ze więcej tego nie zrobię.
-
A może jednak garfisza w wersji z tytanu? będzie leciutki.
-
To nic, jak sobie kiedyś cudem pozwolę, to pilnik w łapę i jechana po milimetrze na ucho :-) tuning syreny już kiedyś z kumplami robiłem, więc już mam doświadczenie. Na dobre nie wyszedł, ale też cięliśmy...dach. Pasek sam zrobię :-)
-
Oj tam chłopaki, a mnie to co i róż chcą mnie w ch...a robić, i podają dane brata, czy coś w ten deseń, robić AFIS-y trzeba albo do znajomych tego kogoś jeździć, a jak dojdę, że gość mnie kręci, to nikt nawet dziękuje nie powie, że doszedłem gdzie i kiedy się urodził... i jak się zwie. :-) Dobra Robota Marku, nie zmniejszaj tempa!
-
Ale jajca, szukałem takiego tematu i nie znalazłem? wiec sam założyłem, a tu... no obacz. Znając życie, to pewnie zapomniałem, że pół roku temu pisałem w tym temacie. Aż strach wątek przeglądać. Czas wybrać się do lekarza...
