Czy ktos z forumowiczow bawil/bawi sie w klejenie modeli okretow czy samolotow? Bo ja kiedys tak.
Zaraz tutaj cos dopisze
Więc dopisuję.
Nie ukrywam, że klejenie modeli okrętów (i samolotów) pasjonowało mnie w moich młodzieńczych latach, powiedzmy w latach 80 i 90. Poniżej zdjęcie z tym co mi zostało niesklejone 😇
Oczywiście zaczynałem od "Małego Modelarza", często przy wsparciu taty. Najczęściej kleiłem modele kartonowe w skali 1:300, choć i w innych skalach też były. Wśród tego co skleiłem były m.in. lotniskowiec "Ark Royal" (z MM), Krążownik "Chokai" czy też "Bismarck" od Halińskiego, była też "Oktiabrskaja Riewolucija" z MM, "King George V" z MM, krążownik "Penelope", który kiedyś puściłem z dymem, radziecki o.p. "K-21" i kilka innych. Klejenie modeli skończyło się ok. roku 2000, gdy wyjechałem na kilka meisięcy za granicę. Po powrocie okazało się, że rodzina postanowiła odświeżyć mój pokój. Moje pierwsze pytanie było: a gdzie modele? A... wyrzuciliśmy, bo się kurzyły. Ostał się chyba tylko "King George V". Mocno żałowałem "Zuikaku", bo go kleiłem i był mocno zaawansowany. Nawet się do niego jeszcze raz przymierzałem (dokupiłem drugi), ale poniechałem... Nie było już czasu na to.
Z dużym sentymentem wspominam także modele plastikowe samolotów produkcji NRD, tj. firmy Plasticart (na pudełku było fajnie napisane "Flugzeug Modellbaukasten"). Miałem głównie samoloty pasażerskie z tej serii (wtedy bardziej kleił je dla mnie tata): Boeinga 727, brytyjskiego Tridenta, Tu-134 i... jeszcze bombowca Tu-2 (z otwieraną komorą, z której wypadała bomba).
No i w latach 80 były jeszcze kolejki marki "PIKO".
Ech, to były czasy 😎😇