Piszesz o przyjacielu i wspólnych doświadczeniach, świetnie by było gdybyś potrafił sobie wytłumaczyć ewentualne rysy bądź inne ślady zużycia jako pamiątki z tych przygód.
Swego czasu przesadnie dbałem o swój, niemłody zresztą, samochód. Wyleczył mnie z tego epizod pracy w salonie samochodowym, gdzie w pudełkach z kluczykami do samochodów za 200-400k przebierałem jak w torbie słodyczy. Teraz mając samochód z salonu obawiam się o niego o wiele mniej niż o ten stary, traktując go po prostu jako rzecz użytkową. Powiedziałbym, że to kwestia przejścia nad pewnymi sprawami czy przedmiotami do porządku dziennego, ale wiem, że w Twoim przypadku to nie takie proste.