Ja sądzę, że u nas w kraju po prostu brakuje nauki jazdy na drogach szybkiego ruchu i autostradach. Na kursie prawa jazdy zazwyczaj nawet nie zbliżysz się do takiej trasy, a potem mamy kwiatki. Każdego dnia robię do pracy 40 km w jedną stronę autostradą i eSką, wyruszam zazwyczaj 6:30 a i tak regularnie można się natknąć na dziki zachód. Rano mam 3 ulubione typy - młode, pryszczate gówniaki w swoich Civikach, które najpierw próbują Cię przez minutę dogonić, a jak już dogonią to wspomniane wcześniej - "na zderzak i mruganko", dotkniesz gazu żeby odjechać, kolejne podejście bo przecież trzeba wyprzedzić. Spokojnie połowa takich rycerzy jak już Cię wyprzedzi i poklepie się po plecach "dałem radę" zwalnia sobie do tych 120 i jedzie środkowym/prawym pasem. Trzeba było tylko pokazać, że wyprzedzi lepsze auto. Druga to malujące się Panie, przez 7 lat jeżdżenia tą samą trasą, nie zliczę ile razy zdarzyło się, że auto przede mną może i w swoim pasie, ale od lewej do prawej, a za kierownicą Pani pudrująca nosek przy 100+ na godzinę (swoją drogą chciałbym mieć taką podzielność uwagi). Finalnie - wszelkie busy budowlane, którym o tej 6 spieszy się najbardziej. Ciągnę przyczepkę i jadę 95? No przecież ten ch*jek na lewym zdąży wyhamować i cyk przed maskę. To się chyba zdarza najczęściej i szczerze powiem, że na wszelkie busy "z roboty" uważam najbardziej. W takich godzinach 9-15 i po 19, kiedy dojeżdżający i wracający z pracy odstawią swoje maszyny, jeździ się zupełnie inaczej. Po prostu na drogach w większości zostają ludzie, którzy robią po takich drogach większe trasy. Znikają jeżdżący na zderzaku, ludzie zjeżdżają na lewy żeby wyprzedzać, a nie przyklejają się do niego na stałe, nie ma problemu wjechać na lewy pas nawet jak jedzie tam kilka aut, wystarczy dać kierunek i chwilkę poczekać. Znika walka o bycie pierwszym, lepszym, szybszym.