A mi akurat dla odmiany czyta się dobrze co pisze Dziki. Mam wrażenie, że trochę za bardzo „chuchamy” na brandy i obsługę w nich. Umówmy się, kupując zegarek w butiku płacisz właśnie między innymi za obsługę. Nie trafia do mnie tłumaczenie typu „inne pokolenie teraz”, „lekkie (kolejne) niedopatrzenie”, „zluzuj to tylko zegarek”. Ja akurat siedzę po drugiej stronie barykady, bo zawodowo jestem kupcem, na dodatek muszę dokładnie wiedzieć co kupuje, ale na „hihihi” „No wie Pan” „to się później jakoś ogarnie” jestem uczulony.