Taki szybki offtop i już kończę. Mariusz, nie chodzi mi o szczęście jako takie, po prostu jestem uczulony na stwierdzenie, którego się sporo w życiu nasłuchałem, że jak ktoś coś w życiu osiągnął, to "ma szczęście". Chociaż u nas częściej powiedzą, że musiał ukraść albo dać komuś ****. Auto służbowe, owszem, nie jest Twoje i w każdym momencie możesz je stracić, ale też faktem jest, że nie wydajesz na nie ani złotówki. Nie interesuje Cię ubezpieczenie, opony, koszty eksploatacji itd. itd. Stracisz/zmienisz pracę? Albo dostaniesz kolejne albo po prostu będzie trzeba w razie potrzeby kupić to auto. Ja nie ukrywam dla świętego spokoju ducha trzymam dlatego prywatnego Volviaka. Za dużo kilometrów nie robi, jednak przy 2,5 litra silniku koszty w ciągu roku generuje, ale pozwala się nie zastanawiać co będzie jak stracę pracę, albo po prostu jak kiedyś padnie dobra propozycja nowej pracy, to brak auto nie będzie "deal breakerem".