Śledzę ten wątek i bardzo frapuje mnie jedna rzecz. Ogromna większość kolegów występujących przeciw szczepionkom (oczywiście mają do tego prawo, choć z punktu widzenia społecznego i etycznego jest to wątpliwe) nie ma najmniejszego bladziutkiego pojęcia o medycynie, chorobach zakaźnych, wirusologii i szczepieniach w ogóle. Ja jak nie mam wiedzy na temat budowy silnika w passacie b5 to nie dyskutuję podając jakieś durne argumenty z internetów z Panem Heńkiem, który od 130 lat naprawia rzeczone silniki z zamkniętymi oczami, lewą ręką i po pijaku. Dlaczego? Bo czułbym ogromny dyskomfort wychodząc na głupka.
Ostatnio w siłowni (wiem, wiem, nie jest to przybytek nagminnie odwiedzany przez noblistów) miałem okazję posłuchać wynurzeń znafcuw covidowych. Najpierw kolega, który na codzień zajmuje się skręcaniem na taśmie papierosów w BAT(British American Tobacco)
-oczywiście nie ma nic przeciwko chłopcom z BAT, przekonywał współćwiczącego, że covid to ściema, to przeziębienie, taka tam grypa.
Parę dni później zagadnął mnie typ, czy się szczepiłem. Gdy potwierdziłem on również się przyznał, że też ale żałuje. Bo ta szczepionka to nie działa, jest na rtęci, podobno zmienia DNA i najprawdopodobniej powoduje męską bezpłodność.
Jednak kibicuję temu "Gejtsowi", żeby zrobił tą depopulację i osłabił płodność. Niech tacy durnie nie przekazują następnym pokoleniom genu głupoty. Jak posłucham takiego bełkotu to zaczynam powątpiewać w teorię Darwina. W Polsce najwyraźniej coś poszło nie tak.