I to miałoby sens. Gdyby te zegarki były. Czyli przychodzi gość po Suba.
Gość: Suba poproszę
Sprzedawca: nie ma. Ale jest Tudor BB/BB58, taki młodszy brat Rolexa.
Gość: no fajny. Młodszy brat, Pan mówi?
I gość wychodzi z Tudorem.
W praktyce niestety sprzedawca mówi: "Suba nie ma, BB/BB58 też nie ma".
Jakiś czas temu rozmawiałem ze sprzedawcą w tym lokalnym AD. Mają Rolex'a, Tudor'a i Tag Heuer'a w jednym salonie. Powiedział, że na tym układzie najbardziej wygrany jest TH. Bo powyższy schemat się sprawdza, z tym, że na koniec gość wychodzi z TAG'iem. Bo jest. Albo może być za dwa dni. A dla kogoś, kto nie ma zbytniego pojęcia o zegarkach, skoro TH jest sprzedawany w tym samym salonie, to jest tak samo dobry.