Takie spontaniczne zakupy, bo coś ciągnie do zegarów, a na ścianach miejsca brak - no, bo ratujemy przed śmietnikiem - to najlepiej bardzo stare zegary. Jak mechanizm daje oznaki życia, to zawsze da się zrobić, gdyż nie ma jednorazowych plastikowych kotwic, itp.
Można przez jakiś czas, nacieszyć oko, mieć satysfakcję ze swojej pracy i puścić go dalej w świat.
Kokosów, chyba z tego nie będzie, ale w plecy też nie będzie, za to duża satysfakcja.
Obecnie, to chyba do Polski, zegary jadą całymi tabunami -,, a Niemiec płakał, jak sprzedawał " - więc, tu liczy się tylko sprzedaż - zysk.
Dopiero nabywca zaczyna ponosić koszty, gdy przywraca zegar do życia i porządnego wyglądu.