Bo to inna marka, Rolex of Geneve U zarania firmy byli dwaj bracia: Didier Rolex i Euzebiusz Rolex. Kiedy poczciwy Didier zakładał firmę w La Chaux-de-Fonds, jego zły brat bliźniak Euzebiusz z firmową kasą od razu zwiał do Genewy. W Genewie dokonywał transakcji finansowych, a to przechował złoto Hitlera, a to Żydów obrabował, jak to zły brat, wiadomo. Kiedy poczciwy Didier po wojnie dobrze rozkręcił swój biznes i też przeniósł siedzibę firmy do Genewy, Euzebiusz mu pozazdrościł i chcąc zakasować pracowitego krewniaka założył własną markę, różniąca się tylko dodatkiem "of Geneve". Ponieważ był rodziną Didiera, sąd przyznał mu prawo do używania nazwy Rolex, pod warunkiem stosowania właśnie tego dodatku. Od tego czasu zły Euzebiusz zamawia w Chinach całe wagony szmelcu, montuje z nich zegarki w swoim ogrodowym chalet (wykorzystując imigrantów z krajów rozwijających się) i zalewa nimi rynek, chcąc zepsuć interesy Didierowi. I na taki właśnie produkt trafił nasz kolega. Z czego wynika, że to owszem, jest tak jakby prawdziwy Rolex, ale od tego złego brata. To jest właśnie wytłumaczenie, dlaczego tak wiele Roleksów na rynku (zwłaszcza na popularnych portalach aukcyjnych) ma wewnątrz podzespoły pochodzenia chińskiego. To przez tego Euzebiusza.