Swego czasu, gdy byłem w Turcji w takim niezbyt wielkim mieście turystycznym, byłem też na ulicy jubilerów. Wszystko się zgadza. Dodam jeszcze, ze wówczas (jakieś 10-15 lat temu) w sklepie były 3-4 poziomy towaru. Na wierzchu bez szczególnego uszanowania leżały podróby po dwadzieścia EUR, najgorszy sort z komplikacjami namalowanymi na tarczy, chrono tylko dla picu, kwarce i tak dalej. To dla plebsu, który się tam przewalał ulicą. W lepszych gablotkach był towar w pełni działający, na japońskich werkach, z wierzchu ładnie wykonany i to były ceny gdzieś tak do stu EUR. Tego chyba też były ze dwa "grades". A gdy klient kręcił nosem, to był wyjmowany towar spoczywający w szufladach. I tam były maksymalnie wysilone kopie, na szwajcarskich lub podrabianych szwajcarskich werkach, ze wszystkimi cechami oryginału (korona Roleksa laserowo wtopiona w szkło, widoczna tylko pod lupą itd.). To tu ceny wywoławcze były rzędu 400 EUR (oczywiscie do zbicia). Tak to wyglądało już wtedy i sądzę, że mogło się tylko rozwinąć.
Aha, a sprzedawca taki zegarek rozbierał przy kliencie, pociągał uszczelki olejem silikonowym, montował z powrotem i dopiero wtedy sprzęt był gotowy do sprzedaży.