Doceniamy, obydwoje.
Podejście do zakupów "produktów zbytku" to kwestia bardzo indywidualna, zależna od charakteru. U nas mąż jest minimalistą (bardziej być, niż mieć). Ja lubię też mieć. Zresztą wejście "w zegarki" to była moja inicjatywa... Te, które mam, cieszą mnie. Cieszą, ale w różnym stopniu. Dyskusja jest w klubie Longinesa, ale pozwolę ją sobie rozszerzyć na inne marki, bo choć Longinesów mam najwięcej i wiodą prym wśród ulubionych, to numerem jeden jest TAG. To co stanowi "rdzeń" moich zegarków mogę nazwać kolekcją. Czy na tym zamierzam poprzestać? Nie, ale zwolniłam tempo i zaczęłam rotację. Mam chęć na jeszcze jedną PrimaLune w wersji z fazami księżyca. Do tego zdjęcie Radka powoduje u mnie wzmożone przyciąganie do PrimaLuny niebieskiej. Byłaby subkolekcja tego modelu.
Biżuterii, torebek, butów też mi nie brak. I sądzę, że w tej materii też nie powiedziałam ostatniego słowa. Jednak wraz z rozrastaniem się "kolekcji", zwyczajnie, w sposób naturalny zwalnia tempo zakupów. Pojawienie się czegoś nowego, nie powoduje u mnie spadku zainteresowania już posiadanymi. I tyczy się to tak zegarków, jak biżuterii czy torebek.
Podsumowując, u nas priorytetem jest mieć czas, nie pędzić za "mieć więcej". Jeśli kupowanie zegarków i innych "dóbr luksusowych" wiązałoby się z koniecznością zmiany stylu życia, sądzę, że bez trudu bym z nich zrezygnowała.
Moje ulubione zegarki. Pierwsza czwórka w kolejności, pozostałe mniej więcej w kolejności, zależnie od dnia ;). Oczywiście zegarków mam więcej ;).
Edycja:
Zapomniałam wspomnieć o jednym zegarku - Tissot Lovely Square, lubię go bardziej niż Conquesta VHP 🤷♂️