zapewne tak, ale chodziło raczej o wielkość łebka a to nie jest we wszystkich ogłoszeniach opisane. Musiałbym zagłębiać się w normy dinn.
Nie zrobiłem zdjęć szczegółowych, ale dobrałem wkręty historyczne z nalotem na rdzawych glówkach. Najpewniej mi nie mniej niż 50lat a z dużą dozą pewności mogły być nawet z czasów gdy zegar wychodził z linni produkcyjnej.
Łebki wypukłe czyściłem z rdzy, nacięcia na śrubokręt miały ślady odkręcania co dodawał im trochę do uroku.. Nie były takie "nowe- lśniące"..
Zegar rozpakowalem po podróży dziś(w sumie to wczoraj, bo juz po północy) przed wieczorną kawą, wyjąłem mechanizm ze skrzynki, żeby wujkowi i rodzinie zaprezentować efekty pracy jednocześnie opowiadając nieco o historii, o pomocy z Waszej strony o wężydłach których sam nie byłem w stanie wprasować a które "dostali" w darze od Kiniola (bardzo dziękuję za pomoc, Krzysztofie)..
Pierwotnie zegar został rozpakowany w tym samym garażu z którego go zabrałem, ale po zainstalowaniu wahadła i uruchomieniu, gdy tylko zaczął tykać i kilkukrotnie dźwięcznie zabił gong od razu znalazło się miejsce na ścianie w jednym z pokoi - pojawił się zupełnie nowy kołek, nowy wkręt, chwilka wiercenia i zanim ja "opracowalem" do końca swoją kawę to zegar w magiczny sposób zawisł pośród obrazów..
W życiu nie ma nic za darmo.. Za przywrócenie zegara do sprawności zostaliśmy poczęstowani przepysznym rodzinnym obiadem a od stołu trudno było się oderwać bo co chwila trafiało na blat coś nowego i smaczniejszego od poprzedniego dania..
Tak oto zakończył się ten proces przywracania do życia zegara z Ziem Odzyskanych , może trochę nudnawy, może przydługi, ale dla mnie ciekawy i potrzebny.
Być może kolejne pokolenie spojrzy kiedyś na ten czasomierz i zapyta o jego historię - może usłyszą moje imię, może odnajdą w czeluściach Internetu ten temat...
Ostatnie już zdjęcie - wujek zgodził się trafić na łamy forum i swoją obecnością uświetnić końcowe wpisy..