zadra
Użytkownik-
Liczba zawartości
1796 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez zadra
-
CO TO ZA ZEGAREK? TU PYTAMY O SWOJE ZNALEZISKA
zadra odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Temat się rozwinął a ja nie mialem zbyt wiele czasu, zeby odpisać. Zatem teraz gdy się przyjrzeć, to następująco : 1 - inna "wcinka" w kopercie do podważania dekla 2- inne pogrubienie koperty na wałek nastawczy 3 - inne koronki (jeśli to oryginały) 4- inne nóżki koperty; Nie dość, że inaczej zakończone (ostro/miekko) to do tego mają inny cały profil 5 - więcej "mięsa" poza krawedzią dekielka - mniejsza średnica dekielka 6 - szersza pozioma obwodka na kopercie poza krawędzią dekla mimo większego dekla 7 - w zasadzie to chyba nawet inne średnice kopert ( trzeba by pomierzyć, bo zdjęcia mogą klamać) Zatem z 3-ech różnic zrobiło się ich co najmniej 2x więcej a na pewno to nie wszystko .. -
Gdyby było to 2x dłużej, czy cieszyliby się 2x bardziej ? Nie robiłem tego zegara dla pieniędzy, co najmniej dwa razy spakowałem zegar ale nie zawsze pasował termin z różnych życiowych powodów. Mam wrażenie nawet, że tak miało być, bo zupełnie przypadkowy termin odwiedzin które się uskuteczniły pozwolił spotkać się w większym gronie rodziny niż myślałem pierwotnie, w gronie tych, których nie widziałem ponad 37lat a także tych których do tej pory nie znałem a też należą juz do rodziny. Po prostu tak miało być. Drętwe przytyki nic tu nie zmienią kolego @old time..
-
CO TO ZA ZEGAREK? TU PYTAMY O SWOJE ZNALEZISKA
zadra odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
pokazane na pewno nie są takie same. Ja nie znający się widzę co najmniej 3 roznice prócz wygietych uchów.. -
Kiedyś miał, ale robale zeżarły. Nie wiadomo do końca, czy skrzynka oryginalna, czy wtórna. Pewnych rzeczy się nie zmienia. Grunt, że ma swoje miejsce i cieszy na nowo. Naprawdę było widać radość i poruszenie związane z jego powrotem do domu. Bardzo mi było miło, że mogłem w tym uczestniczyć.
-
Ano-dodałem trochę własnej twórczości okołorenowacyjnej ..
-
zapewne tak, ale chodziło raczej o wielkość łebka a to nie jest we wszystkich ogłoszeniach opisane. Musiałbym zagłębiać się w normy dinn. Nie zrobiłem zdjęć szczegółowych, ale dobrałem wkręty historyczne z nalotem na rdzawych glówkach. Najpewniej mi nie mniej niż 50lat a z dużą dozą pewności mogły być nawet z czasów gdy zegar wychodził z linni produkcyjnej. Łebki wypukłe czyściłem z rdzy, nacięcia na śrubokręt miały ślady odkręcania co dodawał im trochę do uroku.. Nie były takie "nowe- lśniące".. Zegar rozpakowalem po podróży dziś(w sumie to wczoraj, bo juz po północy) przed wieczorną kawą, wyjąłem mechanizm ze skrzynki, żeby wujkowi i rodzinie zaprezentować efekty pracy jednocześnie opowiadając nieco o historii, o pomocy z Waszej strony o wężydłach których sam nie byłem w stanie wprasować a które "dostali" w darze od Kiniola (bardzo dziękuję za pomoc, Krzysztofie).. Pierwotnie zegar został rozpakowany w tym samym garażu z którego go zabrałem, ale po zainstalowaniu wahadła i uruchomieniu, gdy tylko zaczął tykać i kilkukrotnie dźwięcznie zabił gong od razu znalazło się miejsce na ścianie w jednym z pokoi - pojawił się zupełnie nowy kołek, nowy wkręt, chwilka wiercenia i zanim ja "opracowalem" do końca swoją kawę to zegar w magiczny sposób zawisł pośród obrazów.. W życiu nie ma nic za darmo.. Za przywrócenie zegara do sprawności zostaliśmy poczęstowani przepysznym rodzinnym obiadem a od stołu trudno było się oderwać bo co chwila trafiało na blat coś nowego i smaczniejszego od poprzedniego dania.. Tak oto zakończył się ten proces przywracania do życia zegara z Ziem Odzyskanych , może trochę nudnawy, może przydługi, ale dla mnie ciekawy i potrzebny. Być może kolejne pokolenie spojrzy kiedyś na ten czasomierz i zapyta o jego historię - może usłyszą moje imię, może odnajdą w czeluściach Internetu ten temat... Ostatnie już zdjęcie - wujek zgodził się trafić na łamy forum i swoją obecnością uświetnić końcowe wpisy..
-
Powoli kończy się opowieść o rodzinnym Gustawie. Przez ostatnie miesiące pracował nieustannie i nie było z nim żadnych problemów. Ze dwa miesiące odmierzal czas u mamy a w tym okresie udało mi się naprawić bicie w wahadłowym metronie, po czym wrócił do mnie na komodę i kilka tygodni cykał dla mnie. Dość trudno było mi znaleźć odpowiednie wkręty do drewna, by przykręcić uchwyt obciążnika od mechanizmu wymuszenia bicia- musiały być na śrubokręt płaski i najlepiej soczewkowe. Jak na złość- wszystko co dostępne to albo za długie i z niepełnym gwintem, albo łebki za male, albo na krzyzaki... Wybrałem w końcu najbardziej odpowiednie do moich założeń i umocowałem widelki. Jutro zegar trafi na powrót do swojego domu rodzinnego na Pomorzu. Oby chodził jak najdłużej i bez problemów. Cieszę się, że stałem się drobną częścią jego historii ale już czas się z nim pozegnać.
-
Indian jest nadal osobną marką, czy przejęty przez H-D ?
-
Jak poczytałem Wasze wpisy, to mi się poprawiło zegarki już u naprawcy- po weekendzie majowym odbiorę z nowymi szybami 👍
-
Aktualnie do zdjęcia wykorzystałem poliota... Wychodząc z garażu oczywiście zapomniałem zabrać że sobą zegarka. Co zatem dnia następnego? Na nadgarstku zawitał BWC . Oba zegarki nosiłem często na zmianę, dugena robiła przez ostatni kwartał +2 sek w dobę mimo uszkodzonej sprężyny głównej a BWC był równie precyzyjny i wymagał nakręcania .. W piątek na zawiasie wisiały już 2 zegarki, bo BWC dołozyłem do Dugeny.. W drugiej godzinie pracy bez żadnej znanej mi przyczyny BWC zsunął się z zawiasu obracając się specyficznie i trafiając centralnie, płasko jak naleśnik szkiełkiem na beton. Z 2 metrów patrzyłem na tę sytuację, ale nie zdążyłem nawet ręki wyciągnąć. Trzy kroki, schylilem się i podnioslem z betonu.. chodził, ale szkiełko rostrzaskane leżało w częściach na posadzce. Zdążyłem się podnieść, wyprostować i kątem oka widziałem jak tą samą ścieszką ku zagładzie podąża Dugena. Sytuacja identyczna- również jak naleśnik, jak pajda chleba która zawsze upadnie na ziemię usmarowaną masłem stroną tak oba moje ulubione czasomierze w ciągu 5 sekund jeden po drugim poleciały ku zagładzie.. Nie znam przyczyny. Wielokrotnie wieszałem tam zegarek. Miejsce fajne, można spojrzeć i zobaczyć aktualną godzinę, zawias poziomy, w garażu brak wentylatora, wibracji, nikt się nie kręci tylko ja... Jakaś zabłąkana złośliwa dusza z zawiści chyba te zegarki mi zrzuciła.. Gdzie ja teraz taką płaską szybkę do Dugeny znajdę.. ? Gdzie oryginalne szkielko do BWC szukać ?? Łacina pcha się przez usta, ale tragedii już po fakcie się nie uniknie. Stało się..
-
Zakładam temat bo myślę, że nie tylko ja mam pecha, że to co mnie spotkało spotkało też Was.. Może ktoś zgubił, przejechał samochodem, wyprał bo zapomniał wyjąć z kieszeni, albo jego ulubiony zegarek padł ofiarą psa, kuny czy sroki-złodziejki.. Dopisujcie swoje ZEGARKOWE TRAGEDIE - wspólnie jakoś sobie poradzimy z tą traumą.. Ostatnie dni ciężko pracowałem przy aucie. Spędziłem w garażu ponad 26rbh i od czwartku po każdej nocnej zmianie w robocie jechałem przygotowywać hondę do nowego sezonu(regulacja zaworów, wymiany płynu chlodzącego, oleju, uszczelnianie wycieków itp..) Wiadomo, że w trudno dostępnych zakamarkach przy silniku zegarek na nadgarstku nie pomaga. Czasami samą dłoń trudno wcisnąć i nawet rękaw koszuli to zbyt dużo. Nie chciałem również przerysować szkiełka czy zostawić śladu na kopercie, dlatego odwiesiłem zegarek korzystając z udogodnienia. Jako półka wykorzystane były drzwiczki szafki kuchennej i zachęcający zawias tych drzwiczek o fajnej średnicy.. W czwartek powiesilem dugenę w sposób jak na zdjęciu :
-
musiałbym mieć tam konto.. Od razu pomyślałem o bieliku, bo zanim fotkę zdążyłem spreparować, to gołym okiem zauważyłem jaśniejszy ogon a też "gabaryt" ptaka był zupełnie nie standardowy, atakowały go jakieś mniejsze "wróbliki" czy kawki latając mu nad głową gdy parkował na odległej brzozie.. Rok temu również jadąc autem około 5km od tego zalewu (stawy hodowlane) widziałem krążącego na niebie, ale nie było jak się zatrzymać i lornetki szukać, ale miałem wątpliwość, myślałem że przywidzenie bo na chwilkę tylko mi się ukazał.. Wynika z tego, że gniazduje w niedalekiej okolicy i korzysta z darmowego szwedzkiego stołu. Dawno również nie widziałem czarnego bociana, ale za dzieciaka pamiętam jak całe stada nad Wartą podchodziłem. Tu wczoraj był i bociek "czart" i czaple siwe a dodatkowo "ojeł" ... muszę namarać jakiś fotoaparat i zaczaić się na ptaka ..
-
Jadąc autem zobaczyłem "czarta".. że była dwupasmówka, to zanim zawróciłem i zaparkowałem jak trzeba to minęło z 10 min.. Bociek czarny "czart" uszedł był znad zalewu, ale wśród kaczek, jaskółek i czapli udało mi się "strzelić" coś czego się nawet nie spodziewałem. Zdjęcie telefonem, z ręki przez lornetkę bez dodatkowych mocowań nie jest proste a odległość - wybaczcie jakość .. sam nie wiem, między 300 a 600m jesli nie więcej, bo płaski obszar zmyli oko i zmniejsza optycznie odległość.. Przypatrzcie się proszę i napiszcie... Przecież nie mógł być ro orzeł.. ale chyba rybką w szponach trzyma.. Już wiem gdzie polować.. tylko dobrego sprzętu brak.
-
Pani wyliczyła mi AC na 5900zł(PZU) a za 66zł NNw ochrona opiewała na 10 000zł za 100% uszczerbku, zatem złamanie palca 100zł... Dodatkowo wg niej z polisy OC aktualnie wypłaca się teżodszkodowania zdrowotne do wys 5 mln E ... Tak, słownie : pińć miljunów ejro .. Tylko kierownik zwolniony jest z odszkodowania z OC.. Byłem w szoku.. po co to NNW?? Żimno się zrobiło, jeździć się chce.. encek odebrany po wymianie napędu. OOOjjjjj jak cicho.. negatywna sprawa - po wymianie nie działa ABS, lampka świeci non stop, nie zresetowała się w czasie jazdy.. pewnie czujnik się uwalił, może "majster" w tym pomógł - nie wiem, jak się cieplej zrobi będę -przyczyny szukał. Znacie filtry MEIWA (MIW) do motocyklów? To faktyczny japonczyk, czy chińskie wyroby z dobrym pijarem?
-
pewnie - już zapominam co jak się nazywało.. język nieużywany, słowa uciekają z pamięci..
-
było brać szpindla ..
-
czekam na niwy temat "jak Borussia wracala do zywych" udany zakup. A finansowo zabolało, czy lekko dla kieszeni ?
-
też widzę ich dużo mniej, a dawniej to cwierkaly w krzakach aż miło. Coraz mniej miejsc lęgowych, bo szopki i stare stodoły zostały wsparte przez ładne blaszki i inne hale dobrze uszczelnienie i zaizolowane, koty i inne kuny też robią swoje a przecież dla wróblika to i sikorka jest wrogiem o srokach już nawet nie wspominając. Środki ochrony roślin, może jakieś choroby zdziesiatkowaly tłuste stada podwórkowych krzykaczy. Powoli to samo będzie z jaskółkami bo dostęp do bezpiecznych lęgowisk nad korytami w oborach i stajniach Unia zablokowała restrykcjami higienicznymi.. Naturalnych miejsc lęgowych coraz mniej . Za dzieciaka pamiętam jak ganialem za jerzykami co w pobliskiej skarpie co rok zakładały kolonie w wygrzebanych w pionowej ścianie piachu jamkach - Już wiele dekad ich nie ma.. nawet pojedynczych sztuk w tym miejscu. Kto teraz znajdzie kuropatwę albo przepiórkę a były całe stada.. Tylko bażanty widuję, ale systematycznie wypuszczane są z hodowli zamkniętych, więc jakiś czas będąc na wolności cieszą oko..
-
Super. Teraz już wszystko jasne. Szkoda, że Twój GJ i problem nie został opisany w osobnym temacie (z opisem np "GJ - problem z biciem" ) bo jak ja za kilka lat wpiszę w wyszukiwarkę forumową mając taki mechanizm, to trudniej bedzie odszukać a osobny temat od razu by wyszukało.. Dziękuję Ci za poświęcony czas związany z końcowym opisem, ale teraz wszystko ma "ręce i nogi" - problem został zdiagnozowany i wyeliminowany a wiedza i nauka pozostanie dla potomnych. Życzę owocnego naprawiania kolejnych złomków i dawanie im szans na długie życie w naszym coraz bardziej elektronicznym i zautomtyzowanym wielce wirtualnym świecie.
-
Fredek Kiepski ?
-
taka jest u nas tradycja. nawet w filmie "Czarne Chmury" wskazano historyczne konotacje szlachty z widłami, bo jeśli się nie mylę w filmie tym dwukrotnie właśnie widłami pozbywano się "zbędnych graczy". Podobnie z nożami - każda "dama" potrafi u nas schaboszczaka zrobić a to łatwiej posługując się nożem niż gewerą idzie. Mamy w genach ostre żelazo a nie płynny olej w żyłach. Ja tam w przekazy medialne wierzę bardziej niż w gawędy byłych wojskowych chcących zabłysnąć jeszcze chwilę na świeczniku politycznym w blasku fleszy.. Chyba nie ma co drążyć tematu i rozwodzić się w kwestii niezbadanej przyszłości.. Będzie co ma być. Nawet jeśli nie spełnią się czarne scenariusze, to ja i tak nie zamierzam na tym łez padole siedzieć w zdrowiu dłużej niż kolejne 60 lat..
-
Z chęcią poczytam, ale chyba się domyślam...
-
Tak to Panie Tu nie rób.. Jeśli wyszedłeś na prostą, to uprzejmie proszę w imieniu swoim i cudzym, żebyś skrupulatnie opisał gdzie był błąd, co poprawiłeś i jak poszedłeś do ładu i odpowiedniego składu z mechanizmem. Jeśli nie odczytam tu kilku fraz wyjaśnienia z odpowiednimi zdjęciami, to już w Twoje tematy się angażować nie będę...
-
A co to za dzwigień? i dlaczego tak ?
