Adi- uważam, że niechcący dokonałeś nadinterpretacji.
W wypowiedzi Astrala nie było wzmianki, że nie szanuje ludzi chorych a nawet, że ma do nich obojętny stosunek.
Niepotrzebnie oboje naciągneliście "strunę" w złą stronę.
Ostatnio czytałem, że jest już lek wspomagający leczenie covida.
Podaje się go choremu z objawami - po zarażeniu.
Skuteczność określono na ok 50% (taki odsetek nie leczonych nowym preparatem pożegnało się z tym światem w stosunku do adekwatnej liczby ludzi leczonych w kontrolnej grupie chorych )
Cieszę się, że w końcu coś poszło do przodu w kwestii leku a nie tylko zapobieganiu, bo jak widać odporność zbiorowa możliwa jest dopiero w momencie gdy poumierają wszyscy nieodporni na wirusa bez względu na to, czy zostali wcześniej zaszczepieni, czy nie.
Ciekawi mnie również dlaczego lek - cokolwiek jeszcze nieśmiało, dopiero wchodzi do użytku w momencie gdy szczepionki już ponad rok są w użyciu, a dużo wcześniej zostały opracowane.
Czyżby w przeciwieństwie do szczepionek znanych od dekady nie było leku, czy (w związku z tym iż to temat o teoriach spiskowych) ich wejście na rynek było opóźniane aby np. zwiększać dodatkowo przychody ze sprzedaży szczepionek albo spowodować większą depopulację globu(była również taka teoria, że wirus miał ograniczyć ilość mieszkańców na ziemi)?
Teraz jeszcze ciekawostka z mojego podwórka (na faktach, chociaż pewnie zostanie przez niektórych uznana za wymyśloną jak kilka faktów wcześniej przeze mnie przytaczanych).
Znajoma rodzina 2 tygodnie temu wróciła z Zanzibaru.
Dwójka dorosłych i syn, 19-o latek.
Cała trójka została zaszczepiona przed wylotem aby ograniczyć możliwość zachorowania i zmniejszyć szansę na problemy typu kwarantanna czy dodatkowe testy kovidowe.
Cała rodzina wróciła do kraju chora (muszę dopytać kiedy mieli pierwsze objawy - dopiero w Polsce, czy już przed wylotem z Zanzibaru).
Lekarz POZ pomimo widocznych objawów zbieżnych z przypadkami covidowymi (gorączka, bóle mięśni, kaszel, utrata węchu i smaku) po wykonaniu wywiadu z ktorego wynikało, że rodzina jest w pełni zaszczepiona nie skierował ich na testy kovidowe i zalecił leczenie objawowe...
Choroba przebiega łagodnie - na razie nikomu stan zdrowia znacznie się nie pogarsza.
Dlaczego zaszczepienie się blokuje późniejszą możliwość wykonania testów na covid ?
Słyszałem z kilku źródeł, że takie stanowisko lekarzy jest coraz bardziej powszechne co mnie trochę niepokoi(różni lekarze z różnych placówek podobnie nie kierowali swoich pacjentów na testy po informacji, że pacjent jest w pełni zaszczepiony).
Może po prostu wykazanie, że osoby zaszczepione zachorowały na covid nie jest na rękę producentom szczepionek, bo obniżają statystyki odporności poszczepionkowej?
Jak to wg Was jest?
Spotkaliście się również z takim zachowaniem lekarzy?
Może są jakieś wytyczne związane z takimi przypadkami?