Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pmwas

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    6754
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Zawartość dodana przez pmwas

  1. pmwas

    Kwarcowy Moranbong

    Po lampce wina, przy drugiej, ale to raczej kwestia przedmiotu recenzji. Nie da się do końca poważnie zrecenzować zegarka z bransoletą wyglądająca jakby ktoś dorwał się do niej z pilnikiem i ją celowo oszpecil
  2. Moranbong to marka, o której mało kto słyszał. Zegarki Moranbong produkowała fabryka w Pyongyangu w KRLD, prawdopodobnie w latach 1970-80tych. Piszę prawdopodobnie, ponieważ KRLD to kraj raczej zamknięty i o rzetelne, sprawdzone informacje cieżko. Zegarki te byly wyposażone w kopię szwajcarskiego mechanizmu (bodaj ES 96) i - delikatnie mówiąc - nie słynęły z jakości. Cieżko to jednak zweryfikować, bo na "zachodzie" egzepmlarze oryginlanych zegarków z tamtych czasów w swoich kolekcjach mają nieliczni. Ostatnimi czasy pojawiły się natomiast nowe zegarki marki Moranbong, do kupienia np na aliexpresie, o któryuch wiadomo, ze są kwarcowe, że wyglądem przypominają dawną produkcję i że - choć niektóre mają nawet napis "MADE IN D P R K" - nie wiadomo właściwie skad pochodzą i kto je robi. Oczywiście głownymi podejrzanymi są - a jakże - Chińczycy. Zegarki mają wyglad - jak wspomniałem - zbliżony do dawnych Moranbongów, czyli mamy tu klasyczny "azjatycki" zegarek, w stylu żwychłych modeli Seiko czy (zwłaszcza) Orienta. Oczywiście zaraz nasuwa się pytanie czemu w ogóle ten wynalazek kupiłem. Odpowiedź? Nudzę się. A jak się nudzę to szukam wrażeń i tak napotkałem na swojej drodze markę Moranbong i dyskusję o współczesnych produktach tej marki, które jedni uważają za gadżet, drudzy za podróbę. Nie mogłęm zatem wytrzymać i chciałem jakoś dorzucić swoją cegiełkę do tej opowieści. Czas na zakup oryginału - mam nadzieję - nadejdzie, a póki co - TADAM! - wspólczesny kwarcowy Moranbong. Jest jeszcze (IMO atrakcyjniejsza) wersja z datownikiem (i napisem MADE IN D P R K), ale wybrałem toto, bo przeczytałem, że tej bransolety nie można przegapić. Tamten występuje na skórzanym pasku. Zatem wziąłęm wersję bez daty, za to z bransoletą. I jedziem z recenzją! Jak wspomniałem - klasyczny azjatycki zegarek na bransolecie. W klimacie najbliżej mu do mojego Citizena. Koperta stalowa z wyróżniającym się grubym i ciekawie - trójpłaszczyznowo - szlifowanym mineralnym szkliełkiem. Kształt i proporcje klasyczne, natomiastw kwstii wykończeń warto zwrócić uwagę na koliste szczotkowanie przedniej powierzchni koperty. Szczotkowany jest również dekiel, pozostałę powierchnie (w tym pierścień przy szkle) wypolerowano. Krawędzie - poza tymi między uszami koperty - mocno wyoblone, bez ostrych kantów. Jakosć szczotkowania jest co najwyżej przeciętna, natomiast daje to całkiem fajny efekt i - mimo raczej kiepskiego wykonania - uwazam to za dużą zaletę. Dekiel ma laserowy grawer i jest szczotkowany - również w kółko i również przeciętnie. Jest zakręcany, posiada uszczelkę, natomiast nie zakręca suię idealnie równo pozostawiając z jednej strony szczelinę szerokości włosa. Niby nic, ale nie za dobrze świadczy o precyzji wykonania czasomierza. Na koniec warto wspomnić o malutkiej koronce bardzo trudnej do wyciągnięcia. Fakt - to zegarek kwarcowy - do tego bez daty - wiec teoretycznie koronka będzie używana bardzo rzadko. Jednak osobiście uwazam, ze albo powinna mieć większą średnicę, albo mniejszą wysokość, bo taka, jak jest, wydaje mi się nieco nieforemna. tzn za mała do wielkości całego zegarka, a za wysoka by uznać to za celowo zastosowaną małą i płaską "schowaną" koronkę - jak choćby we wspomnianym Citizenie. Danych o wodoszczelnosci brak, ale obecnośc uszczelek wskazuje, że na pewno deszcz nie powinien zegarkowi zaszkodzić. Tyle o kopercie, pora na bransoletę. I od razu zrobię trochę "spoilera" - tak, warto było kupić wersję na bransolecie, bo bransolety tak złej nie widziałem nigdy, a widziałem (i wyrzucałem) ich trochę. Sam projekt bransiolety to również klasyka. Bransoleta ze zwijanej blachy, klamerka szczotkowana z naniesionym logo. Szczotkowane są również zewnętrzne częsci ogniw, centralne - polerowane. Szybko można zauważyćresztkipasty polerskiej na ogniwach, ponadto szczotkowane elementy mają paskudne zadrapania przy kantach, jakby maszyna wykonująca szczotkowanie zepsuła się i drapała metal (bo serio wygląda to jak po spotkaniu z pilnikiem do metalu...) : Mamy także widoczne zadziory pozostałe po obróbce, a boczne powierzchnie są po prostu niewykończone. Tylko spiłowane i już... Ponadto klamra nie ma zabezpieczeń, odpina się przy byle zahaczeniu o ubranie i jeśli mam znaleźć jakąkolwiek zaletę tej bransolety, to chyba tylko to, że nie jest ona zintegrowana z kopertą. Można ją odpiąć i dać pod walec. Jest to po prostu nieopisany dramat i naprawdę cieżko uwierzyć, ze ktoś w ogóle wypuścił takie coś z najpodlejszej nawet fabryki wyrobów zegarkopodobnych. I tym oto sposobem dotarliśmy do tarczy... I tu od razu powiem, że ta jest zaskakująco... dobra. Fakt - mamy tutaj uderzający brak odstępu między slowami PYONGYANG i KOREA (w oryginalnych mechnicznych Moranbongach odstep był), do tego w niektórych znanych egzemplarzach występuje literówka (PYONSYANG). Tym bardziej wskazuje to na chińskie pochodzenie współczesnych Moranbongów, bo gdyby były robone w PYONGYANGu, to chyba pisaliby to poprawnie, skoro kiedyś już umieli . Jeśli jednak pominiemy błąd w napisie, tarcza jest naprawde całkiem ladna. Ładne szczotkowanie, farba bez defektów, indeksy godzinowe wyglądają na nakładane (!!!), luma nałożona ładnie, wskazówki zupełnie przyzwoite, choć mogłyby być wypolerowanie nieco lepiej, ale ogólnie... ładna tarcza, naprawdę. Poza szkłem to drugi mocny punkt tego zegarka. Fakt - luma kiepściutka, ale ogólnie tarcza jest zupełnie dobra, podoba mi się. BTW - farfocel na szkle od wewnątrz, żebyśmy czasem nie zapomnieli, że to tandeta Czy czas na podsumowanie? Ano nie. Rzadko to robię, bo zegarek jest fabrycznie nowy, a te otwieram tylko gdy bardzo muszę. Tutaj w zasadzie nie muszę, ale kupiłem go w celach dokłądnych oględzin, więc od początku wiedziałem, ze zajrzę pod dekiel... Na wewnętrznej stronie dekla taka pieczątka, a pod deklem... ...o dziwo MIYOTA. Piszę o dziwo nie dlatego, ze to drogi mechanizm, bo drogi absolutnie nie jest, ale dlatego, że spodziewałem się jednak czegoś gorszego. Oczywiście, te podstawowe Miyoty trafiają raczej do tanich zegarków, ale nie nazwałbym ich szmelcem. Zdecydowanie jest to zaleta - jeśli już ktoś (nie wiem, po co) zdecyduje się na zakup współczesnego Moranbonga, przynajmniej nie powinien mieć z nim problemów. I co? I... szczerze mamy tu całkiem przyjemny z wyglądu azjatycki zegarek, który po zdemontowaniu tej abominacji, jaką jest fabryczna bransoleta, i założeniu np ładnego paseczka (co też zamierzam uczynić mimo pierwotnego zamiaru pozostawienia tego dzieła sztuki w nienaruszonym stanie) moze być zupełnie przyjemnym EDC. Przyzwoity mechanizm powinien być bezawaryjny, uszczelki posiada, to na deszczu nie zamoknie, a tarcza pod szlifowanym szkłem wygląda bardzo atrakcyjnie. Minusem jest tu jednak cena (ponad 350zł), którą - za tandetną kwarcówkę - nazwałbym zaporową. Oczywiście placimy sprzedawcy za "fajną" markę, bo realna wartość jest sporo mniejsza. Miło by też było, gdyby wśrodku cykało coś mechanicznego, choćby zwykły Tongji 7120, ale - po moich niekończących się przygodach z tanim Shanghaiem - uważam, że kwarcowa Miyota to pewniejszy napęd niż tani chiński badziew Ogólnie - pewnie znów usłyszę, że nie mam co z kasą robić - ale nie żałuję zakupu. Przeciwnie, dokupię mu pasek i ma to szansę być jedynym "kwarcokiem", którego polubię. Bo przy wszystkich oczywistych wadach i ogólnej tandetności on... ładny jest, po prostu Zdjęcia na pasku wkrótce, w poniedziałek pasek ma być w paczkomacie i mam nadzieję, że trafiłem z dopasowaniem
  3. pmwas

    Biżuteria męska

    Spinki z szafirami i zegarek z brylantami. Spinki kupiłem do slubnego garnituru. Ciężko było dostać spinki z szafirami, ale trafiłem na ebayu takie i mi się podobają... Wyrób rzemieślniczy, jakość roboty przeciętna, ale jak nie oglądać z bliska wyglądają ślicznie.
  4. Szczerze - tandeta, ale fajny. Zresztą odkąd oddałem żonie Fossila, to mój jedyny kwarcok
  5. Od razu powiem, że to nie mechaniczny oryginał, a kwarcowy, współczesny produkt... W sumie nie wiadomo, co to. Wg sprzedawcy są to pamiątki dla turystów z Korei Płn., prawdopodobnie robione w Chinach, bo ponoć fabryka Moranbong zamknęła się dawno temu. Jak kiedyś uda mi się dorwać mechanicznego Moranbonga, będę wniebowziety
  6. Świetne auto, ale ja za dużo jeżdżę. Auto jest używane relatywnie rzadko, głównie na trasy, a i tak w 2,5 roku zrobiło 52000km. Więc gdyby jeszcze doliczyć to, co zrobiłem UAZem i Kią, to na etapie wykupu po leasingu (5 lat) mogłoby się okazać wyeksploatowane, a chcę ją na dłużej
  7. To Rio żony... Mocarne 1,2... Ale fajne auto. Zwykle, bez współczesnych debi... przepraszam, innowacji, do tego na LPG, więcjezdzi się tanio... I łatwo to zaparkować. UAZ już chyba umarł na dobre, wiec żeby wszędzie nie jeździc alfą (bo szkoda auta i atmosfery) to jeżdżę tym Ingersoll... Jeszcze o nim coś wspomnę, bo kiedyś napisałem kiepska recenzję na gorąco i będę chciał to uzupełnić po latach...
  8. pmwas

    Biżuteria męska

    Ja akurat uważam, że czasy mamy takie, że coraz mniej przejmujemy się tym co wypada, a czego nie wypada i to akurat dobrze. Współczesny świat ma wiele wad w porównaniu z dawnymi czasami, ale akurat to, że możemy "wyrażać siebie" na różne sposoby to dobra rzecz. Nawet jeśli niektórzy mocno przesadzają... Sygnet rodowy "jeśli przysługuje" to oczywiście super, ale jeśli nie przysługuje, to ja osobiście uważam, że co kto lubi. Sam czasem występuję z "pierścieniem Nerona", który kupiłem, bo... bardzo mi się podobał. Piękny kawałek srebra... A jak mi brat mówi, że stylowa jak Elton John... Cóż, traktuję jak komplement
  9. Jest tam tymczasowy punkt obsługi turystów, więc zjeść i wypić się da...
  10. Wczorajszy wypad... Specjalnie zacumowalem u wejścia do Strążyskiej, bo postanowiłem... Pójść na Giewont! Zabawne, ale ogólna popularność Giewontu, tłum na szlaku oraz to, że wszyscy idą - a jakże - na Giewont, zawsze odwodziły mnie od pomysłu pójścia na ten szczyt, ale tym razem, po ponad 30 latach chodzenia w Tatry, postanowiłem, jak kazdy szanujący się Polak, pójść na Giewont. Nie żebym już kiedyś na Giewoncie nie był - byłem raz w przelocie schodząc z Kopy Kondrackiej. Ale co innego byc na Giewoncie przy okazji, a co innego pójść na Giewont - myślę że rozumiecie tą subtelną różnicę Chciałem wyjść bardzo wcześnie, ale zaspałem i wyszedłem o 6:30. Jak na Giewont, to zdecydowanie za późno i ludziska - mimo września, który niby jest luźniejszy - już tłumnie maszerują... Na "ceprostradzie" jak w markecie, troszku śmieszno, troszku straszno... Nagle za sobą słyszę "ty, patrz, koza hehehe MEEEEEEE!"... I już pamiętam, czemu wolę bardziej odludne zakątki Tatr... Jak widać 10:05, a ja w lesie... Albo tuż nad nim. Tak, tempo wolne, bo forma kiepsciutka.... Coraz wyżej i wyżej... Coraz ładniej i ładniej I jest szczyt! A skoro o markecie mowa, do szczytu - a jakże - kolejka. Ale nie było źle, tak 15 minut stania. Jak schodziłem że szczytu, kolejka urosła - na oko - dwukrotnie. Gdybym miał power, poszedłbym jeszcze na Kopę, ale mi już nogi w 4 litery właziły, więc zszedlem na Kondratową. A tam taki mały bonus Potem Kuźnice, Krokiew, droga pod reglami i wylot Strążyskiej. Razem 9,5 godziny. Średnio, ale też bez strasznej hańby. Ogolnie - zadowolniony
  11. pmwas

    Mój upragniony 🍊 UAZ...

    Ponoć skrzynia czeka w kolejce i nawet jeszcze do niej nie zajrzał. To nie mógł powiedzieć, że ma za dużo i nie zrobi? Znalazłbym kogos innego. Ze z tym autem się nie da to jedno, ale żeby auto miesiąc stało bez sensu w oczekiwaniu aż ktoś się nim w ogóle zajmie to jakieś nieporozumienie
  12. Zgodzę się, że tak wykonana zintegrowana bransoleta (mały zakres ruchu przy kopercie) na chudym nadgarstku może trochę odstawać. Dokładnie tak miałem kiedyś z ciasno pasowanym do koperty paskiem w Vostoku K-34. Pasek był fajny, ale totalnie mi nie pasował na rękę. Sam wygląd i wykonanie tej bransolety - moim zdaniem super. Piękna bransoleta, a bardzo mi się ten zegarek podoba 👍
  13. pmwas

    Mój upragniony 🍊 UAZ...

    Wiem. Obstawiam, że lipa z częściami, ale nie mogę jakiś uzyskać tej informacji
  14. Na wieczór odkurzyłem K-34... No bo dlaczego by nie?
  15. Witajcie! Dziś pragnę - po latach - przypomnieć zegarek, który niegdyś bardzo mi się podobał, a którego cena, wynosząca zawrotne 600zł, była dla mnie wówczas niemal zaporowa. Ot - studenckie czasy. Mowa o zegarku rosyjskim, konkretnie o modelu L-34 z Czystopola. Czyli po prostu Vostok. Zegarek pojawił się na ryknu w I dekadzie XXI wieku, gdy Vostok - można by rzec - wstawał z kolan. Między upadkiem ZSRR a włąśnie okresem powstania K-34, Vostok produkował głownie "klasyczne" komandiry i Amfibie, o nieco zabawkowym wyglądzie i totalnie "zabawkowej" jakości. Czasy "precyzyjnych" dawno już minęły i z poważnego producenta zegarków fabryka w Czystopolu sturlała się po równi pochyłej do formy, w jakiej dzisjaj mogłaby występować co najwyzej na - nie uwłaczajac - Aliexpress. Ale to się miało zmienić. Jaskółką zwiastująca powrót do "formy" był model Kremlowskie, zaprezentowany w okolicach roku 2000-go: A gdy dorosnę, chcę być Faberge! - Testy i recenzje - Klub Miłośników Zegarów i Zegarków (zegarkiclub.pl) Tu akurat wersja dośc współczesna, ale miałem też Kremlowskiego z tamtych czasów, którego pod presją rodziny (krzyczeli, że ohyda, a ja wówczas byłęm podatny na wpływy) sprzedałem za pieniążki tak psie, że do dzisiaj chcę i siebie i ich wszystkich puknąć za to w głowę Ale do rzeczy - K-34. Zegarek pierwotnie występował w kilku wersjach kolorystycznych (czarny, khaki i szary), w kopertach ze stali lub tytanu oraz w wersji tylko z datownikiem, oraz z datą i wskazaniem GMT w wersji 24h. Mój wybor (choć wahalem się srodze), poadł na wersję w stali i tylko z data, bo - nie wiem czemu - urzekła mnie szara tarcza. Szara jak blok, w którym się wychowałem. Tak, mozecie się śmiać, ale pasowała mi do ogólnego wyobrazenia ZSRR i bloku wschodniego. Industrialnie, szaro, tak... radziecko. I tak oto wszedłem w posiadanie K-34... Na zdjęciu zegarek już na pasku parcianym, widać tu natmiast eleganzkie, kartonowe pudełko i instrukcję. Pudełko jest - jak mówię - z kartonu, ale ma jedną zalete. Inne pudełka z imitacją skóry w środku dawno już mi się porozklejały, sparciały i - ogólnie - zbiodegradowały, a to jest dalej jak nowe. Nawet z tym wgnieceniem na kancie, bo takie przyszło Co do paska. Zegarki były dostępne na bransolecie lub na pasku... Oryginalny pasek był całkiem "niczego sobie", z ładnym czerwonym przeszyciem oraz fajnie dopasowany do koperty. Do tego miał zapięcie motylkowe. Niestety - własnie przez to dopasowanie do koperty był dośc gruby i niechętnie zaginał się w dół od uszu, i na moim chydym nadgastrku - po prostu - odstawał. Dlatego właśnie zmieniłem na inny... Sam pasek, koniec końców - w przypływie dobroci serca - oddałem (razem z pięknym zapięciem) za cenę wysyłki forumowiczowi z WUS - poszedł do Wielkiej Brytanii. A zegarek - jaki jest - w sumie widzicie już na zdjęciu powyżej. Można powiedzieć, że to "rasowy" wojak. Szara,prosta tarcza, czytelne wskazówki, luma na cyfrach, indeskach i wskazówkach. Napisy piękne, czerwone, datownik(który przykryłem wskazówką na sesji ) czarny. Skośny pierścien z minutami "robi robote", dając piękny, trójwymiaowy efekt. Z boku rzuca się w oczy duża i - chyba pierwszy raz w historii producenta - sygnowana koronka. Może mały minus, ze nie jest zakręcana, ale z drugiej strony to jedna potencjalna awaria mniej, a wodoszczelność - przynajmniej ta deklarowana - i tak jest na poziomie 10atm. Cała koperta ma matowe wykończenie - znów - w wojskowym klimacie. Szkiełko mineralne, lekko wypukłe. Wspomniana luma - katastrofalnie zła. Bardzo słaba i bardzo krótko świeci. Porażka na całej linii i jest to największa wada K-34. Dodatkowo ta szara tarcza (nie wiem, jak inne) ma nieco plastikowy wygląd. Zresztą - to chyba jest plastik, tak po prostu... Dekiel zakrecany, również satynowany. W tym miejscu małą uwaga techniczna - wadą parcianych pasków typu NATO jest to, że paskudnie rysują dekiel i mój K-34 nabawił się brzydkiego przetarcia od paska. Nie polecam!!! Jakośc wykonania koperty oceniam jako bardzo dobrą. Żywcem nie ma się do czego przyczepić. Dodatkowym plusikiem jest metalowy pierścien centrujący wewnątrz koperty, który jednak świetnie przewodzi dźwięki, skutkiem czego mechanizm jest głośniejszy niż w zegarkach z pierścieniem plastikowym... Ale i tak jestem fanem metalowych pierścieni, plastik to tandeta, zwłaszcza, ze nie jest wieczny... Wewnątrz zegarka znajdziemy mechanizm 2416B. Zaprojektowany jeszcze w latach 70-tych jako Rakieta, produkowany masowo w Czystopolu od lat 80-tych. Jest to automatyczna wersja mechanizmu 2414. Mechanizm cechuje się nieco tylko podwyższoną (19800bph) częstotliwością pracy balansu oraz "fałszywą" - i przez to często skacząca - centralną sekundą. Warto pamiętać, że Rosjanie nie opanowali do dzisiaj technologii szybkiej zmiany daty i datę zmienia się kręcąc wskazówkami między 21 a 24 tam i z powrotem... W dwukierunkowym automacie nakręcającym zastosowano sprzęgiełka z rubinowymi rolkami (teoretycznie bardziej trwałe niż zapadkowe) oraz łożysko kulkowe wahnika. Ponadto mechanizm posiada dodatkowe sprzęgiełko rozłączające automat przy naciagu ręcznym (1)... ...oraz zamontowane na spreżynce 1. koło naciągowe (2), odskakujące podczas nakręcania automatycznego (Sława 24xx np takowego nie miała i często kręci koronką podczas pracy ). Słowem - automat na wypasie, teoretycznie lepiej się tego zrobić nie da... Sęk w tym, że kuleje jakosc montażu i w praktyce ogromny odsetek tych mechanizmów ma usterki wynikające ze złego oliwienia. Poglady są różne, w instrukcji serwisowania tychże czytałem, że sprzęgiełka automatu się delikatnie oliwi, wg innych fabryka twierdzi, ze wcale nie, moze nawet i ich nie oliwią, bo większosc moich Vostoków ma problem z nakrecaniem. Albo któreś ze sprzęgiełek przepuszcza, albo się blokuje. W pierwszym przypadku wahnik potrafi rozkrecić się do nadświetlnej, w drugim - kręci się bardzo opornie i stuka. Receptą jest naoliwienie sprzęgiełek lekkim olejem po troszku. Z reguły działa wtedy pięknie, tylko trzeba uwazać, zeby rolek nie "zakleić" oliwą... A z cyklu "ruska jakosć", warto zwrócić uwagę na paskudną rysę przy śrubce na dole zdjęcia: Ja jej nie zrobiłem, wiec powstała w fabryce. Z drugiej strony w Vostokach bardzo widać "rękę człowieka", i mnie się to nawet w pewnym sencie podoba... Dokładność chodu to w Vostiokach loteria, można trafić egzemplarz bardzo dobry jak i bardzo zły. Dość powiedzieć, że moja limitowana Amfibia 1967 - z nazwiskiem składającego ją zegarmistrza w książeczce - "robi" minutę do przodu dziennie i po 2 dniach odkręcił się jej wahnik. Tyle w temacie ruskiej jakości - oni nawet limitki nie potrafią dobrze zrobić. Podsumowujac... W czasach gdy powstał, K-34 w zasadzie nie miał konkurencji, moze poza modelem Seiko Sports, w podobnej cenie i również nieco wojskowym (czy podrózniczym) w klimacie. Dziś Vostok ma silną konkurencję z Chin i cenowo nie prezentuje się tak atrakcyjnie jak kiedyś, ale te serie Komandirskich wciąż uwazam za zupełnie atrakcyjne zegarki, w zupełnie przyzwoitych cenach. Jest nawet werjsa - bodaj K-39 - z trytową iluminacją, co w kontekscie wspomnianej beznadziejnej lumy może być zbawienne. Dodam, że ten model tani już absolutnie nie jest... Konkludując - K-34 wciąz, po latach, bardzo mi się podoba. Ładny zegarek w wojskowym klimacie, do tego automat i nie za drogi. Może trochę z sentymentu, ale uważam, ze fajna rzecz i dobry zakup, mimo ruskiej jakości montażu. Dziś już nie tajk atrakcyjny, jak kiedys, głównie z powodu rosnącej chińskiej konkurencji, ale wciaż bardzo lubię ten zegarek. Materiały okazały się dobre, ani tarcza, ani luma nie zdegradowały się przez te lata. Fakt - tarcza nieco plastikowa, luma nie świeci a mechanizm szwankuje od nowości, ale Kamandir ma swój klimat. To już nie rosyjska zabawka z czołgiem na pstrokatej tarczy, to rasowy wojak. A ze jakość kuleje... cóż. Każdy, kto kupuje z Rosji cokolwiek bardziej skomplikowanego niż młotek, musi umieć to w pewnym podstawowym zakresie naprawić. Lub znać kogoś, kto umie. Tak to już z Vostokami jest, montaż po prostu kuleje i raczej się to już nie zmieni...
  16. Tzn można by kupić cały zegarek. Tylko w tych całkiem tanich łatwo trafić bubla, a poza tym zawsze szkoda zegarka. Musiałbym trafić jakiegoś mega-paskudka
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.