-
Liczba zawartości
1373 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Zaciekawiło mnie na którą wersję DJ się zapisałeś, ale to już może zapytam na prv. Co zaś do niebieskiego BigEye’a (właściwie „naftowego”, jak to wymyślił Longines), to - wbrew swoim zwyczajom - kupiłem go po stosunkowo krótkim czasie od premiery czyli chyba w następnym roku, bo tak bardzo mi się podobał. I muszę przyznać, że wciąż mi nie przeszło i chętnie go noszę, chociaż to spory i gruby zegarek. Za to bardzo lekki w stosunku do wymiarów. Jedyny „problem”, jaki z nim mam, to trudność w doborze paska. BigEye jest pod tym względem wymagający, albo może ja sam taki jestem. -
Dla mnie vintage to coś, co wygląda na vintage i zostało wyprodukowane "wystarczająco dawno". Oczywiście, że Piratron się łapie, nie tylko biurkowy. Tak w ogóle, zajmujemy się tutaj tak niszowymi rzeczami, że - przynajmniej w tym wątku - "większość" nie powinna mieć znaczenia ani decydującego głosu. Przecież muszą być jakieś miejsca, gdzie można sobie od tej "większości" odpocząć.
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
3861 ma istotne ulepszenia względem 1861, ale 1861 nie przestał być bardzo dobrym i niezawodnym mechanizmem. Różnice nie są dramatyczne, bo Moonwatch musi pozostać Moonwatchem zachowując swoje charakterystyczne cechy, ale mają znaczenie. Portale zegarkowe wszystko to już opisały w te i we wte. Osobne pytanie to na ile te modyfikacje uzasadniają wyższą cenę i czy są istotne dla danego nabywcy. Poprzednia bransoleta robi bardziej sportowe i surowe wrażenie. Jeśli ktoś woli taki efekt, to stara wersja będzie mu odpowiadać. Nowa jest subtelniejsza, ma mniejsze ogniwa i bardziej zwęża się przy zapięciu, co daje bardziej "lejące się" układanie na ręce. Mikroregulacja ma niewielki zakres, ale jest. Co kto woli. -
A ja tyle razy próbowałem zakładać małe zegarki i nie wychodziło. Na zdjęciach wyglądają nie najgorzej (ta Omega Genève ma 34 mm), ale w praktyce nie daję rady nosić mniejszych niż 36.
-
Wcześniej było trochę za dużo światła.
-
Mignęła mi ta książka w tle u jakiegoś youtubera, ale kiedy ją pokazałeś na zdjęciu, to się postanowiłem za nią rozejrzeć. Staram się ograniczać, bo o zegarki jeszcze się w domu nie przewracam, ale o książki już tak. Dzisiaj Amazon przysłał, świetna jest. Dobry zegarek to nawet skorupiak doceni
-
Cena akceptowalna. Jeśli bardzo Ci zależy na oszczędnościach, można poprosić o konkurencyjną ofertę w innej pracowni spośród polecanych na Forum. Ceny usług zegarmistrzowskich będą raczej rosnąć a nie spadać, więc nie warto z tym za długo czekać. Ja tymczasem zabieram się za czyszczenie koperty i bransolety mojego PRX-a. Mechanizm może jeszcze poczekać.
-
Z podziękowaniem dla @SPS za inspirację książkową.
-
Chyba tak i "sportowej marynarki w kratki w brązie" też bym na taką okazję nie wybrał.
-
No dobra, dobra, raz wystarczy 😀
-
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Nie namawiam, ale to właśnie o opiniach można dyskutować. O samych faktach nie ma sensu, wystarczy je poznać. Wiem, że taki miałeś cel. Bardzo ładnie Ci wyszło, tylko niepotrzebnie założyłeś że chodziło o "dyskredytowanie", które mnie nie interesuje. Co innego wyrażanie odmiennego zdania niż większość albo kwestionowanie popularnych klisz, to nie jest to samo. Gdybym np. napisał, że jakiś znany projektant to złodziej, albo że się znęcał nad dziećmi, to by było "dyskredytowanie niezależnie od osiągnięć". Chodziło o spojrzenie na te "osiągnięcia" z innej strony i w szerszym kontekście, a mój wniosek był taki, że mnie ten konkretny projekt nie przekonał. To są dwie różne rzeczy. -
Fajny. Cenię te zegarki za oryginalność, są jedyne w swoim rodzaju i rozpoznawalne natychmiast (nie dotyczy nowych, szpiczastych "1959 Re-creation" i "Re-interpretation", które miały być powrotem do korzeni). To wersja bez lupki, czy zdjąłeś?
-
Godło państwowe Syrii.
-
Ten GS i Explorer I to bardzo dobry zestaw.
-
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Janie! 😀 Wprawdzie „Geralt” to chyba postać znana szerzej jako „Wiedźmin” (nie mam pewności bo nie czytałem), ale poza tym sam bym tego lepiej nie napisał 👏 Największe zegarkowe sukcesy Geralda Genty kojarzą mi się bardziej z estetyką klucza francuskiego niż z morzem, ale mógłbym się śmiało podpisać pod określeniem „styl pseudomarynistyczny". Miłosiernie załóżmy, że wzięło mu się to z tęsknoty za odległym morzem. Ale po Jeziorze Genewskim można przynajmniej popływać statkiem (nawet sporym), a o prawdziwego kowboja w Bronksie raczej trudno (chyba, że to „Midnight Cowboy”). Nie muszę dodawać, że Lauren nigdy nie grał w polo. Chociaż do dorobku Genty mam stosunek ambiwalentny, nie sposób zaprzeczyć że wywarł gigantyczny wpływ na obecne wyobrażenie o zegarku naręcznym. Nie wiem tylko czy był to wpływ wyłącznie pozytywny, bo nie wiadomo jak zegarkowy design rozwinąłby się bez Genty, który totalnie zdominował branżę ponad stoma tysiącami swoich projektów, podobnie jak Le Corbusier „zapudłował” architekturę tak skutecznie, że nawet w niedawno powstałym Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie można odnaleźć jego wpływ, wywołujący zresztą kontrowersje podobne do tych, które kiedyś prowokowały projekty Le Corbusiera. Niezależnie od żartów i przejaskrawień, pewna „uświęcona sztuczność” rzeczywiście jest obecna w wielu projektach Genty i dlatego nie bardzo mi się one podobają (nie udaję, że znam ich choćby sto, bo to chyba nie w ludzkiej mocy). Ale Genta to zupełnie inna liga w porównaniu z Laurenem, który nie miał istotnego wpływu na trendy w projektowaniu zegarków. Żeby napisać coś pozytywnego o Laurenie, na pewno zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce najbardziej wpływowych projektantów mody. Z tym, że zegarki to tylko dodatek do jego „imperium”. Trzeba przyznać, że potraktowany znacznie solidniej niż typowy „zegarek modowy” ale nie aż tak poważnie, jak np. Hermès. Wpływ Laurena jest wyraźny i bez tego. Był nawet taki gang uliczny w Nowym Jorku, złożony głównie z Portorykanów, których „strojem organizacyjnym” były ubrania RL. Nazywali się „Lo-Lifes”. -
O, właśnie.
-
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
To prawda, nie trzeba być kowbojem A jeśli ktoś uważa, że kowbojem może zostać każdy, to też ma sporo racji. Tylko czy bilet na western o Winnetou produkcji NRD powinien kosztować tyle samo, co na western z Johnem Waynem? Myślę że niekoniecznie, ale na to pytanie każdy odpowiada sobie sam przy kasie. Nikomu nie zabraniam zachwycania się sztucznością ani wydawania pieniędzy na rzeczy udające coś innego, projektowane przez ludzi udających kogoś innego. W Stanach rzeczywiście mało co jest "autentyczne". Tak, "w takim kraju jak USA" być może "uśmiech politowania", i co? Oprócz popkultury powstał tam tylko jazz i blues, w dziedzinie architektury i designu Frank Lloyd Wright i jeszcze parę nazwisk, parę rzeczy do obejrzenia w MoMA, resztki zniszczonej kultury "Indian" amerykańskich i to w skrócie tyle. Jak na tak ogromny kraj, nie ma aż tak dużo rzeczy, które rzeczywiście powstały w USA i które można uznać za "autentyczne", o ile to dla kogoś ważne. Reszta to wspaniała przyroda, przedsiębiorczy ludzie i niewyczerpany ocean wspomnianej popkultury. Nikt nawet nie próbuje konkurować z aktywnym wulkanem, zasilającym ten ocean tysiącami kolorowych filmów (niektóre dobre), teledysków i piosenek (j.w.), a przy okazji pseudohistorycznych i pseudokulturowych "narracji" (tu już gorzej). Jednym z estetycznych filarów tego wszystkiego jest nurt "Country & Western", do którego amerykańskie elity mają stosunek mocno ambiwalentny, ale jeśli ktoś potrafi na tym dobrze zarobić to czemu nie, wtedy od razu zasługuje na podziw. Nie tylko w Ameryce. Pamiętam, że kiedy planowano pierwszy europejski Disneyland pod Paryżem, francuskie gazety pisały o "kulturowym Czernobylu" budowanym w sercu Francji. Teraz wszyscy już się przyzwyczaili a we Francji wyrosły zupełnie inne problemy, z których najmniej istotnym wydaje się kwestia co to właściwie znaczy "serce Francji" i czy coś takiego jeszcze istnieje. Ktoś mi opowiadał z piętnaście lat temu, że na dyskotece w Białymstoku widział same "Madonny", tzn. dziewczyny ubrane w niemal identyczne jasne kapelusze kowbojskie, buty "kowbojki" i oczywiście dżinsy, bo wtedy na topie był jakiś teledysk Madonny w takim właśnie stylu. Nie ma w tym nic złego, pokazuje to tylko jak nośne są takie rzeczy i jak globalny mają zasięg. A Białystok to ładne miasto, w którym mieszkają ładne dziewczyny. W każdym razie, żebym nie został źle zrozumiany, to że coś jest eklektyczne i wtórne nie znaczy, że automatycznie jest gorsze albo brzydsze. Czasem jest, czasem nie jest. Nie wybrzydzam też na to, że komuś podoba się styl lansowany przez Laurena/Lifszyca i że ktoś nosi rzeczy tej marki. Biznesowa sprawność tego projektanta również budzi moje uznanie (podobnie jak jego kolekcja samochodów), tylko po prostu nie kupuję takich numerów jak z tym zegarkiem. Dla mnie rymarstwo czy kaletnictwo Hermèsa to jednak coś innego niż "strzemię" R. Laurena. Za to pierwsze byłbym gotów zapłacić, za to drugie raczej nie, chociaż to ładny projekt. Ale jeśli western, to jednak z Waynem albo Garym Cooperem. Pisałem o własnym odbiorze estetyki proponowanej przez markę Ralph Lauren w odniesieniu wybranych faktów z biografii zalożyciela, a nie "na podstawie cv w sieci". Weźmy inny przykład, żeby nie robić fałszywego wrażenia, że w tej dyskusji istotne jest dla mnie akurat pochodzenie żydowskie a nie jakiekolwiek inne. W Polsce działa kilka "wiosek indiańskich", jedna znajduje się np. gdzieś w okolicy Ozorkowa. Może jej powstanie wiąże się z historią Sat-Okha, który był świetnym gościem i bohatarem AK, przyznam że nie wiem, nie wgłębiałem się w szczegóły. W każdym razie, można wybrać się do takiej wioski z dziećmi, kupić bilet i pewnie jakieś pamiątki, fajna sprawa. Wyobraźmy sobie, że w takiej wiosce powstają również zegarki, niechby i na dobrych mechanizmach, może ze starannym ręcznym wykończeniem. Posłużyłem się pewną przesadą, jak to mam w zwyczaju, ale chciałem przez to powiedzieć, że zegarek "RL Western Cushion" (z piękną tarczą z turkusa ale o wiele za duży) wzbudził we mnie właśnie tego rodzaju skojarzenia. -
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Tak się zastanawiam, czy naprawdę nikt się tym nie przejmuje, że "historia" tego zegarka jest w całości wykreowana. W oryginalnym opisie można znaleźć górnolotne deklaracje w rodzaju "ucieleśnia połączenie doskonałego szwajcarskiego rzemiosła i kultowego stylu Ralpha Laurena, który definiuje kolekcję, zainspirowaną głębokim podziwem pana Laurena dla amerykańskiego Zachodu". Tymczasem Ralph Lauren, prawdziwe nazwisko Ralph Rueben Lifshitz, jest synem polskich Żydów urodzonym w Nowym Jorku i nigdy nie miał nic wspólnego z Dzikim Zachodem, kowbojami, zawodami rodeo ani kompletnie niczym co definiuje "amerykańską tradycję". Chyba, że byłaby to zupełnie inna bajka estetyczna czyli "tradycja" Żydów z Bronxu, którzy przybyli tam z Europy środkowej i wschodniej. "Pseudokolonialny" styl Lifszyca powstał raczej w wyniku prób wykreowania stylu, który będzie się dobrze sprzedawał w Ameryce, a nie z jakichkolwiek własnych doświadczeń czy fascynacji z dzieciństwa, chyba że mówimy o oglądaniu w kinie westernów z Johnem Waynem. To wszystko fake, wykreowany i podtrzymywany dzięki dużym pieniądzom i wysiłkom anonimowych fachowców od projektowania i marketingu. Pomijając powyższe, w rozmiarze powiedzmy 32 x 32 mm byłaby to może fajna propozycja w ciekawej estetyce "zamków błyskawicznych" (czyżby aluzja do Billa Clintona?), ale ten zegarek ma 42 x 42. Jestem na nie. -
Ale właśnie gorączka była pewnie wywołana jaraniem się Explorerem. Mnie też się ten zegarek podoba, moim zdaniem jeden z najlepszych Rolexów do codziennego noszenia, ale gdyby mi zagrażały "kosmate myśli" żeby sobie takiego kupić, to jeszcze kilkanaście zdjęć i na pewno doznam uzdrowienia.
-
Nie zapomniałem, w to też nie uwierzyłem. Spox, są droższe. Z jeszcze słabszą "ideologią", naciągniętą jak guma. W przypadku "Blancpain-x-Swatcha" wiadomo, że chodzi o eksploatowanie legendy Blancpaina metodą "na krzywy ryj" ale przynajmniej nie jest to bezwstydna chińska kopia, więc wszyscy nabywcy zgadzają się zapłacić odpowiednio zawyżoną cenę.
-
Nosisz zegarek z limitowanej lub specjalnej edycji, albo unikalną sztukę? Pokaż go w tym wątku.
ireo odpowiedział AK&AK → na temat → FORUM GŁÓWNE
Radosny dzień, więc zegarek również. Paul Picot nie jest „microbrandem”, więc można uznać że to prawdziwa edycja limitowana, numerowana na tarczy. Egzemplarz nr 40 ze stu wyprodukowanych. Oryginalnego aligatorka zastąpiłem czerwonym Eulitem, który dobrze nosi się latem. -
Ahaa, a ja myślałem, że przekreślony znaczek z napisami "Scuba" i "No Radiations" właśnie ostrzega żeby nie próbować nurkowania z powodu tej promieniotwórczości, żeby nie zaszkodziła ślimakowi Dendronotus Frondosus, wielorybom, fokom, wczasowiczom w wodzie, a nawet Pameli Anderson czuwającej na brzegu (i w razie potrzeby wyławiającej tonących). Potwierdzają to napisy na drugiej stronie, PROTECT WHAT YOU LOVE oraz IMMERSE YOURSELF, znaczy "chroń wszystko co kochasz" (i nie wchodź z tym zegarkiem do wody) oraz "zanurz się" (ale sam, bez zegarka). Ja bym nie ryzykował. Swatch twierdzi również, że "indeksy godzinowe oraz wskazówki godzinowa i minutowa, a także skala na bezelu mają powłokę Super-LumiNova® klasy A, zapewniającą im znakomitą widoczność w ciemności" i tu to już na pewno kłamie. Ale kolor jest fajny i widok od strony dekla też im się udał.
-
Ale za to promieniotwórczy jest, co potwierdza znaczek na tarczy.
-
To zdanie to u mnie mocny kandydat w kategorii „Życiowa Mądrość Roku”.
-
To się rozumie samo przez się. Trudno znaleźć inny powód zainteresowania tym zegarkiem. Longines LD niewiele gorszy, też mu się wskazówka godzinowa średnio udała.
