-
Liczba zawartości
1508 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Sam sekundnik również. Pozostałe wskazówki też. Zabawne w zegarkowym hobby jest to, że tyle w nim rozmaitych indywidualnych preferencji. Np. motocykliści są raczej zgodni co do tego, że motocykl jest po to, żeby nim jeździć. A wśród "zegarkowców" jest bardzo liczna grupa takich, którzy lubią chronografy ale uważają, że ta komplikacja jest po to, żeby jej nie używać. Próżno dociekać dlaczego, to chyba sprawa osobowości. "Pamiętaj, że kiedy włączasz swój chronograf, gdzieś na świecie umiera mały kotek" - dla mnie coś w tym rodzaju. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Przecież Moon ma centralny sekundnik, wystarczy włączyć chronograf. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Raczej przeszorowane czymś, bo pasuje do wytarcia lunety na odcinku 1-2. Przynajmniej widać, że zegarek jest noszony a nie trzymany w szufladzie. -
Fajne zdjęcie. Jabłoń?
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Tak jest dobrze, prawie podwójne odbicie dolnej dwunastki na lunecie. A najlepiej byłoby zatrzymać datę na 6. -
Teraz dobrze.👍 Ciekawy projekt, takiego Seiko jeszcze nie widziałem. Jakby starsza wersja Ingenieura IWC tylko "bardziejsza" (jak w kawale o wróbelku).
-
Ja tylko tutaj. To i tak za dużo, muszę sobie robić dłuższe przerwy. Jeśli więc był to cytat z jakiegoś ludowego celebryty albo kandydata na prezydenta, to niestety nie miałem przyjemności. Najpierw pomyślałem, że ten "przekozak" to pewnie jakiś grzyb (ukraiński?), ale zaraz... grzyby wiosną? W ogóle jestem daleko za wszelkimi trendami, nawet telewizora nie mam.
-
To chyba koncentrat pomidorowy... Czy podmiot liryczny tej relacji miał w ogóle zegarek?
-
Dziewczynom powysyłaj Tylko lufę polecałbym raczej kierować w stronę kulochwytu...
-
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Fajne. Dzięki, nie znałem tej marki. Ręcznie wykańczany Księżyc ma buźkę trochę jak z horroru, ale w końcu japońskie kino słynie z horrorów. Reszta robi wrażenie inspirowanej Chopardami L. U. C, w ofercie firmy znalazłem także "wyrób longinesopodobny". W każdym razie, nie są to złe wzory. -
Niekoniecznie. Mnie np. nie imponuje posiadanie "Rolka czy Patka", mieć drogi zegarek potrafi byle raper czy gangster. Pieniądze same w sobie nie imponują mi zupełnie. Lubię spotykać i poznawać ludzi, nie ich przedmioty czy wyciągi bankowe. Ale jeśli właściciel zegarka ma coś ciekawego do powiedzenia, np. o zegarkach ale nie tylko, to przy takim spotkaniu okazuje się, że Seiko 5 potrafi przewyższyć wartością Nautilusa albo Submarinera z białego złota. Oryginalny i rzadki zegarek jest potencjalnie ciekawszym tematem konwersacyjnym ale tylko teoretycznie, w praktyce różnie bywa. Może tak, ale decydujące wydaje mi się co właściwie komunikujemy przez przedmioty, którymi się otaczamy. Komu, to sprawa wtórna, zależnie od tego kto się akurat znajdzie w "strefie rażenia" - naszej i naszego zegarka. O stereotypowych "komunikatach" związanych z markami zegarkowymi mówił niedawno Mike z kanału "This Watch, That Watch"; mam na myśli ten filmik (o Cubitusie też wspomina): W innym materiale ten sam Mike zrobił uwagę, że jedyny "komunikat", jaki "wysyła" Rolex na ręce, jest taki, że właściciela na niego stać. Na pewno dla niektórych wielbicieli tej marki jest to opinia krzywdząca, ale - po doświadczeniach zebranych na wątkach dotyczących Rolexa - muszę przyznać, że coś w tym jest. Na wszelki wypadek lepiej przy nich nie żartować z Rolexa. Kiedyś w roleksowym dziale zamieściłem parę wpisów, parodiujących sposób myślenia i pisania roleksiarzy, z którymi się zetknąłem albo których twórczość poznałem. Robię czasem różne rzeczy dla kawału i cieszę się potem, kiedy ludzie piszą "ale grafomania!" itp. Spodziewałem się więc, że ktoś mnie wyśmieje a ktoś inny nie zrozumie ni w ząb o co chodziło, ale nie przewidziałem oburzenia, które wybuchło w reakcji na tamte wpisy. Jeeej, dobrze że nie dostałem wtedy bana (albo niedobrze, zależy jak na to spojrzeć). Z dalszych wpisów zaraz zrezygnowałem, bo nie chodziło mi o to żeby kogoś z premedytacją denerwować, ale nauczyłem się wtedy że z fanami Rolexa nie ma żartów, na punkcie swojej ulubionej marki są wręcz "osobami wysokowrażliwymi". Na amerykańskich forach zegarkowych powraca przekonanie, że najgorsi są "fanboye" Omegi, ale to może działa tylko w USA. W przypadku innych zegarków jakoś tego zjawiska nie zauważyłem, albo nie aż tak. Chyba, żeby niechcący podważyć czyjeś przekonanie o byciu wybitnym ekspertem, wtedy zdarza się że taki "ekspert" zapieni się i wyskoczy z kapci. Są liczne przykłady, ale to już nie ma związku z konkretną firmą zegarkową.
-
Dziękuję, bo pisałem bez specjalnych nadziei, że ktoś to zechce przeczytać i rozwinąć. Porównanie do gorączki tulipanowej nader trafne, z tym że zegarkomania trwa już drugie stulecie. A jeszcze na początku XX wieku poważni dżentelmeni zarzekali się, że „prędzej kieckę nosić będą niźli zegarek naręczny”. Początkowo lekceważony "wristlet", czyli zegarek na rękę, mógł być łatwiej dostępny i stale widoczny, nie tylko dla właściciela lecz również dla publiczności. Ludzie robią wiele dziwnych rzeczy dla wywołania wrażenia, np. kupują kabriolet, auto mniej praktyczne i droższe od zwykłego, w polskich warunkach używalne przez najwyżej dwa miesiące w roku, żeby było widać kto nim jedzie. Ja to rozumiem, sam lubię kabriolety, ale kiedy przychodzi do kupna samochodu to jednak wybieram zwykły ze stałym dachem, bo szkoda by mi było utraconego miejsca w bagażniku i w garażu. Byłoby mi jednak szkoda jeszcze bardziej, gdyby kabriolety na dobre zniknęły z rynku pod naporem różnych SUV-ów, minivanów i absurdalnych "regulacji UE". Podobnie mam nadzieję, że zegarki przetrwają, mimo rozwoju "smartłoczy", indywidualnych GPS-ów i elektronicznych wszczepów do mózgu. Jeśli nie, to trudno, pewnych rzeczy nie sposób powstrzymać, bo swego czasu moda na zegarki ręczne dobiła kamizelki jako część codziennego ubioru. Skoro wydobywanie zegarka z kieszeni kamizelki stało się zbędne, to w dużej mierze przestała być potrzebna sama kamizelka. Co co Krayona, myślę że nie jest to najlepszy "symbol statusu", bo po prostu mało kto wie co to za zegarek i ile mniej więcej kosztuje. To raczej coś w rodzaju "if you know, you know". Do pokazania "how rich you are" służą raczej marki znane z tego, że są drogie, przede wszystkim Rolex. Zauważcie, że nawet nabywca nowego Cubitusa zamieścił niedawno na Forum zdjęcie swojego zegarka z odpowiednim podpisem, bo chociaż kupuje się taką rzecz głównie dla własnej satysfakcji, to jednak miło się z kimś podzielić swoimi emocjami. A z kim tu się dzielić, kiedy większość populacji nie odróżnia najnowszego modelu Patka za straszną kasę od zegarka za 500 zł? Właścicieli zegarków Patek Philippe nie ma wielu, ale jest odpowiedni wątek na Forum i dzięki temu można (z pewnym trudem) znaleźć kogoś, kto zrozumie zachwyt szczęśliwego nabywcy, który inaczej zostałby ze swoim Cubitusem sam jak Tom Hanks z piłką marki Wilson na bezludnej wyspie. Wnioski: 1) zegarki żyją, 2) jesteśmy tu potrzebni.
-
Podziwiać trzeba raczej Czytelników. A ja, gdyby mnie było stać, najchętniej kupiłbym sobie Mosera Infinite Reboot albo Haldimanna H9 Reduction.
-
Może nie chciał jeździć tym Lamborghini tylko w nim mieszkać. Nie byłoby to praktyczne, ale do jazdy po normalnych drogach to auto też zbyt praktyczne nie jest. W ten sposób doszliśmy do fundamentalnego pytania, do czego właściwie służy zegarek. Upraszczając można powiedzieć, że do niczego. Właściwie zawsze to wiedzieliśmy ale się nie przyznawaliśmy (tzw. wyparcie czyli zjawisko, któremu być może poświęcimy inny odcinek). Za przedmiot doskonale bezużyteczny można zapłacić dowolną kwotę, ponieważ im wyższa cena zegarka, tym bardziej jego współczynnik bezużyteczności dąży do granicy nieskończoności. Cytowana pani sprzedawczyni doskonale to wyczuła, ponieważ jeśli zarówno Piaget jak R.Mille są produktami o wysokiej bezużyteczności, to cieńszy Piaget, kosztujący mniej, zyskuje wyższą wartość pozorną. A wartość, niechby pozorna, to już coś co można próbować sprzedać, może ktoś się nabierze. W rzeczywistości obydwa zegarki warte są tyle ile wynosi ich wartość użytkowa, dążąca do zera. R.Mille dodatkowo charakteryzuje się odpychającym wyglądem, szczególnie cenionym przez ludzi bogatych, więc kosztuje więcej (chyba, że zielony, bo "zielony jest alegorią kosztowania złotówkę" https://youtu.be/ldEDkxfNw7o?si=eTLGIRBzhv1RP0TO). Ale nie jest tak, że każdy może sobie kontemplować brzydotę zupełnie za darmo. Oczywiście, potem trzeba to jeszcze serwisować.
-
Ee, niee, nadgarstka paskiem raczej byś nie złamał 🙂 Ten Piaget to czad, wygląda jak z innego świata.
-
Daniel, ale jeszcze z boku nie sfotografowałeś 🙂
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Prawda uniwersalna, szczególnie w odniesieniu do Omegi. Niedawno wspominałem chronografy regatowe, te prawdziwe, które stopniowo poznikały z oferty marki. Seamastery też kiedyś były inne, choćby w takim eleganckim wydaniu. -
Złote lata ’60
-
Klub Miłośników Zegarków Patek Philippe
ireo odpowiedział Matt2405 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Niezły patent. Jak niektórzy sprzedawcy vintage’ów z OLX, którzy podają „średnicę” z koronką. Następnym etapem będzie podawanie grubości bez dekla. Na pewno najbardziej zyskuje, kiedy się go już kupi. Znaczy, Patek Philippe SA zyskuje. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
ireo odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Tissot i tak lepszy 🙂 -
Źle dobrane paski mnie nie niepokoją. Zresztą, to nie jest takie ważne, Samuraj będzie dobrze wyglądał nawet na sznurowadle. Twój wpis wskazuje, że to nie NATO tylko tzw. French Marine, który zawsze będzie trochę uciekał z koperty o takim kształcie.
-
Gingina raczej nie oglądam, ale to sympatyczne że się komuś przydał. Pewnie zabiega o zasięgi, więc zjechał już z poziomu cenowego Rolexa i AP, który miał ambicję atakować na początku. Tymczasem, w trakcie oczekiwania na zegarek, mógłbyś się postarać o jakiś odpowiedni outfit do kompletu.
-
Mocne. Lata ’70, era disco. Zupełnie nie ma powodu, żeby tego nie nosić na co dzień 🙂
-
Oprócz tego, że paradoks czasem dobrze brzmi, rzeczywiście tak odbieram Twoją kolekcję. „Kolekcja” to pojemne pojęcie, można zbierać wyłącznie G-Shocki albo zegarki z byłego ZSRR, albo wyłącznie zegarki naśladujące inne zegarki. Albo ciągle ten sam model w różnych wersjach. Albo nieustannie dążyć do tego, żeby „kolekcja” nie przekraczała dwóch egzemplarzy. Kolekcjonowanie jest dziwactwem, a dziwactwo przybiera rozmaite formy. Twój zbiór ma pewne unikalne cechy, zawiera dwie-trzy wyselekcjonowane kategorie zegarków, ale przede wszystkim poraża ilością. Same tylko „chińczyki”, gdybyś miał ich kilka, nie robiłyby takiego wrażenia. Ale dzięki temu, że uzbierałeś ich kilkadziesiąt, kolekcja uzyskała „next level”. Niektóre projekty artystyczne robią wrażenie dlatego, że wykorzystują elementy podobne ale wielokrotnie powtórzone. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że taka kolekcja ma coś z Andy’ego Warhola albo z Ai Wei-Wei’a („Ziarna słonecznika”).
-
O, powrót sprawdzonej „patelni” 🙂 Trzeba przyznać, że udały im się te indeksy i ich rozmieszczenie na tarczy. Świetny zegarek.
