Jest mnóstwo fajnych zegarków, szczególnie w ofercie Omegi 🙂 i ciągle pojawiają się nowe.
Są trzy strategie, żeby nie "żałować" zakupu:
1) nic nie kupować (niezła metoda, z której się wcale nie śmieję tylko podziwiam, jeśli ktoś potrafi),
2) kupować wszystko na co się ma ochotę (dla zamożnych i jednocześnie mających dużo czasu, mimo to mało realistyczne i w sumie mało satysfakcjonujące),
3) pogodzić się z faktem, że kupowanie wszystkiego jest nieracjonalne, a posiadane zegarki oceniać po dłuższym czasie.
W punkcie 3), stosowanym w praktyce przez większość znanych mi pasjonatów, bardzo ważna jest druga część, która może dotyczyć nie tylko rozczarowania po zakupie lecz także po sprzedaży zegarka z własnej kolekcji.
To takie ogólne uwagi, może będą dla kogoś pomocne a może nie.
Odnośnie sytuacji z Seamasterem 300M vs. AT, to się jeszcze okaże. Daj sobie parę miesięcy i ponownie porównaj obydwa modele. To nie są rzadkie zegarki, każdy z nich da się ponownie kupić lub sprzedać. Oczywiście ze stratą, ale jeśli nie porównujemy nowego z używanym (tylko nowy z nowym albo używany z używanym), to zwykle strata wynika z realnej inflacji plus zużycie zegarka.
Zresztą, w ciągu paru miesięcy Omega wypuści całą ławicę kolejnych modeli, wśród których może znajdziesz następną fascynację, i obecny "problem" zostanie zastąpiony innym ale bardzo podobnym.
W moim przypadku, ewolucja upodobań zmierza w kierunku zegarków mniej nastawionych na doraźny efekt, a bardziej "ponadczasowych" i dyskretnych. Może dlatego, że na ogół jestem bardziej zwolennikiem klasyki niż ektrawagancji, ale z czasem (i z wiekiem) zacząłem jeszcze bardziej cenić stonowaną estetykę. Wolę przedmioty, na które trzeba zwrócić uwagę, żeby je docenić niż takie, które z kilometra krzyczą jakie są wyjątkowe, a z bliska okazuje się, że co najwyżej pretensjonalne. Tak samo mam z samochodami, ubraniami, architekturą, i z ludźmi chyba też. Dlatego wolałbym lakierowaną AT, to zegarek który wg mnie lepiej przetrwa próbę czasu i będzie cieszył dłużej.
To tylko moje zdanie, nie każdy musi mieć takie samo i nie o to mi chodzi. Chciałem tylko zwrócić uwagę na czynnik czasu w odniesieniu do kolekcji. Nie wiemy co będzie nam się podobało za rok czy za pięć lat, ale można spróbować to sobie wyobazić. Od kiedy tak robię, kupuję znacznie mniej zegarków. Z drugiej strony, prawie wcale nie sprzedaję tych, które już mam.