Wrzucę dzisiaj coś o mojej kolejnej Alpinie, żeby trochę poprawić "różnorodność genetyczną" w Klubie Heritage.
W założeniu Radka, re-edycje historyczne miały tu występować w towarzystwie swoich pierwowzorów. W przypadku tej Alpiny może to być trochę skomplikowane, ale spróbuję. Zdjęcia własne oraz ze strony wornandwound.com (o ile dały się wkleić, zaraz zoabczymy).
Przodkami serii Alpina Alpiner Heritage Manufacture, złożonej z trzech modeli, były naręczne zegarki wojskowe o oznaczeniach KM-586, KM-592 i KM-593 z okresu II wojny światowej. Zewnętrznie wyglądały podobnie, różniły się mechanizmami (cal. 586, 592 albo 593), osadzonymi w niewielkich kopertach rozmiaru najwyżej 33 mm. Były to przydziałowe zegarki w niemieckiej Kriegsmarine (stąd litery „KM”). Współczesna re-edycja modelu KM-592 otrzymała oznaczenie KM-710 (oba zegarki widać na wspólnym zdjęciu). Werk 592 został zastąpiony przez manufakturowy cal. AL-710, ładnie wykonany mechanizm typu bumper, ze zwiększonym zakresem ruchu nietypowego wahnika. Więcej o mechanizmie napiszę za chwilę.
Do historycznych wersji Alpiny KM odnosiła się bezpośrednio tylko KM-710 ale, ze względu na wspólny rodowód, także dwie elegantsze wersje nazywane są niekiedy „Kriegsmarine”, chociaż literek „KM” już na nich nie ma. Wszystkie trzy modele ukazały się na rynku jakieś 10 lat temu i były krótko dostępne również w Polsce, w cenie ok. 10 tys. zł. Widać je obok siebie na kolejnym załączonym zdjęciu. Zasadnicza różnica w stosunku do historycznego pierwowzoru to nie tylko nowy werk lecz także rozmiar koperty, powiększony do 41,5 mm (mój pomiar wykazał 41,3 mm średnicy i 13,1 mm grubości).
Wersja w moim posiadaniu to ta po prawej stronie, z białą tarczą, zmierzająca w stronę eleganckiego „dresłocza” i najbardziej odbiegająca od militarnego charakteru pierwowzoru. To mi odpowiada, również dlatego, że we wrześniu 1939 r. mój dziadek walczył na Wybrzeżu w obronie Oksywia, więc nazwa „Kriegsmarine” i litery „KM” na tarczy nie kojarzą mi się jakoś szczególnie sympatycznie. Podoba mi się natomiast sam zegarek, sposób w jaki został zaprojektowany z odniesieniami do tradycji szwajcarskiej marki, uratowanej przed odejściem w niebyt przez holenderskie małżeństwo Stasów czyli założycieli Frederique Constant. Alpina, jak wiele szwajcarskich firm, pracowała w czasie wojny „na dwie strony”, dzięki czemu Szwajcaria mogła spokojnie się bogacić, bo przedtem standard życia w tym kraju nie był szczególnie wysoki. Wersja środkowa, z kremową tarczą, też jest fajna. Gdybym w swoim czasie miał okazję obejrzeć te wszystkie trzy Alpiny naraz, to pewnie wybór nie byłby łatwy.
W oficjalnych nazwach współczesnych modeli powstało trochę zamieszania, co utrudnia znalezienie konkretnego zegarka, jeśli któregoś poszukujemy. Nie podejmuję się zacytowania wszystkich wariantów nazw i referencji, które powynajdywałem na różnych stronach internetowych, musiałbym zrobić w tym celu osobny research. Wersję białą widziałem w Polsce pod nazwą „Alpina Alpiner Heritage Manufacture Automatic AL-710S4E6”. W każdym razie, wszystkie trzy pokazane modele mają mechanizm KM-710 albo AL-710 (to dokładnie ten sam werk, zwany również FC-710).
Mechanizm powstał w firmie Frederique Constant, która przejęła Alpinę w 2002 roku, ale nie zdarzyło mi się dotąd spotkać żadnego zegarka FC wykorzystującego ten wek, może jakieś istnieją. Mechanizm jest naprawdę fajny, pracuje bardzo cicho, a działanie wahnika jest kompletnie bezgłośne i niewyczuwalne. Miałem w tej sprawie chwilę niepewności, bo po założeniu zegarka usłyszałem jakieś metaliczne postukiwanie przy poruszaniu ręką. Okazało się, że to metalowa szlufka od paska NATO obijała się o zapięcie tegoż paska. Poza tym wydawało mi się, że jeżeli coś działa na zasadzie odbojnika, to musi generować przynajmniej jakieś minimalne wibracje, ale nic takiego nie występuje. Wygląd werku również sugeruje dużo wyższą półkę cenową: perlage, termicznie barwione śrubki, côtes de Genève, itd. Mechanizm pracuje z częstotliwością 28 800 bph, ma 26 kamieni i rezerwę chodu ok. 42 h.