Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1509
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. Jedno drugiego nie wyklucza. Pojęcia nudy wprawdzie nie znam, nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek w życiu się nudził, ale kiedy po raz trzeci w ciągu miesiąca widzę ten sam zegarek na zdjęciach różniących się tylko wzorem sweterka i kostki brukowej w tle, to jednak zaczynam w tym dostrzegać pewną monotonię. Tak, wątek jest fajny, łatwy w użytkowaniu i dobrze że jest, inaczej nie byłoby się z kim podzielić pozytywnymi emocjami wywołanymi przez zegarki, które poza nami nikogo nie obchodzą. Ale jeśli już chcecie o tym rozmawiać w tak bezproblemowym wątku, to wolałbym trochę więcej "wkładu własnego", np. parę słów opisu albo moment refleksji czy to naprawdę wniesie coś nowego, jeżeli tydzień temu pokazałem tu podobne zdjęcie tego samego zegarka, tylko poprzednio z koszulą w misie a tym razem w świnki.
  2. Zanurkowałem w internecie i wyszło mi że jednak tak. Nie tylko wskazówka ale cała subtarcza rezerwy wykonuje obrót. Skądś musiała się wziąć zwyczajowa nazwa tego modelu ("Comet"). Wersja 3710/1A podobno występuje rzadko, nic dziwnego że nigdy jej nie widziałem. Na tym zdjęciu może nie wygląda aż tak koszmarnie, ale te rozsypane byle jak rzymskie indeksy i jeszcze okienko daty, jakieś takie ni w pięć ni w dziewięć... No, naprawdę.
  3. Ale po co pokazywać stale ten sam zegarek? Chyba że z jakimś ciekawym komentarzem, bo np. wrócił z serwisu gdzie naprawiono jedno a zepsuto drugie, albo przynajmniej z nowym paskiem. Lubię to miejsce na forum ze względu na możliwość poznania różnych zegarków, o których nie wiedziałem że istnieją, ale gdybym codziennie widział tu tego samego Rolexa albo to samo Seiko na tej samej ręce, to raczej przestałbym obserwować wątek.
  4. Był już raz (staram się nie powtarzać zegarków w tym wątku), ale tym razem na fabrycznej bransolecie. Wyblakły, seledynowy kolorek odpowiada mi bardziej niż w pierwowzorze, czyli w Roleksie OP o podobnym odcieniu. Trudno porównywać oryginał z projektem otwarcie go naśladującym, ale kiedyś miałem chęć kupić sobie OP tylko myślałem, że gdyby trochę rozjaśnili kolor i wyróżnili indeks na 12 zamiast tych podwójnych batoników na 3, 6 i 9, to wszystko by było OK. Ale że Rolex koniecznie musi mieć na dwunastce żabią łapkę, która w przypadku OP trochę ginie w tle, to jakoś nigdy się na OP nie zdecydowałem. Dziwnymi drogami chadza moje zegarkowe hobby, bo raczej mi się nie zdarza stawiać kopii przed oryginałem, ale w tym przypadku projekt Traski miał akurat te cechy, których brakowało mi w OP.
  5. Skadrowałbym inaczej, ale ogólnie fajne zdjęcie pod względem koloru i faktury. Doceniam, bo nie jest to zegarek łatwy do sfotografowania. Jasne światło wydobyło blask tytanu na tle zgaszonego beżu i brązu. Bardzo przyjemnie to wygląda. Domyślam się, że zegarek otrzymał od Partii zadanie udawania Nomosa, ale wyszedł nawet trochę ładniejszy. Pasek mocno dziwny w tym zestawie, wydaje mi się że np. biała guma wyglądałaby lepiej.
  6. Dziękuję, widzę że muszę jeszcze poćwiczyć. Może to zegarek dla kogoś, kto intensywnie żyje od VII do IX, a w pozostalych godzinach czas mu się raczej dłuży. Zastanawiałem się chwilę czy to możliwe,(!) że ten projekt wygląda tak okropnie tylko na zdjęciach a na żywo jest całkiem znośny, ale chyba nie. Jedna rzecz mnie w nim intryguje, mianowicie czy ten rogalik od rezerwy chodu zmienia pozycję. Wskazóweczka najwyraźniej działa normalnie czyli pokazuje rezerwę chodu, ale czyżby oprócz tego cała tarczka wykonywała obrót?
  7. To prawda, i to mnie niebezpiecznie zbliża do najbardziej szkodliwych ludzi naszych czasów. Czy to znaczy, że powinienem kandydować w jakichś wyborach? Już tak dawno był ten wywiad u Kammela i link na Forum, że nie wpadłem na to, że ktoś go może jeszcze szukać. Coż, skleroza i zawężone myślenie (kolejne nieodzowne cechy polityka, coraz bardziej jestem sobą przerażony).
  8. Powinni do tego Nautilusa dodawać specjalne akcesorium. Niedawno w wątku PP wyżywałem się na Cubitusie, ale gdyby tak fani Cubitusa zobaczyli ten "Jumbo Comet", czy jak on się tam nazywa, na pewno puściłyby im zwieracze z zachwytu. Nie sposób zaprzeczyć, że przyciąga uwagę Gdyby nie @beniowski, nie wiedziałbym nawet, że istnieje takie arcydzieło (nie mam pewności co do pierwszego przecinka).
  9. Kurde, ta dzisiejsza młodzież... Przecież był ledwo na poprzedniej stronie. https://youtu.be/eUBJXrlebas?si=vc8ebebnNPs1SmND
  10. Parmigiani chyba zapatrzył się w Globemastera. Efekt jest całkiem fajny.
  11. Póki temat gorący - w książce bardzo podoba mi się obecność nieoczywistych wątków i mnóstwa informacji niszowych, zgromadzonych w jednym miejscu niejako przy okazji. Takie podejście mile mnie zaskoczyło, bo spodziewałem się bardziej typowego zbioru historii firm zegarmistrzowskich i ich osiągnięć, o których czytałem już sto razy w innych źródłach i językach, ale "nic to" - myślałem - "najwyżej przeczytam to sobie po raz sto pierwszy, w trochę innym ujęciu i z innymi obrazkami". Okazało się, że wcale nie; książka jest usiana ciekawostkami, które okazały się dla mnie nowe, np. obecność linii paryskich nie tylko w zegarmistrzowstwie lecz również w krawiectwie, w takim samym zastosowaniu czyli na oznaczenie rozmiaru niewielkich przedmiotów. Albo krótka historia tzw. skóry rosyjskiej, której nie spodziewałem sią znaleźć w książce o tematyce zegarkowej. Od tekstu, który czytam, oczekuję żeby nie wyglądał jak praca gimnazjalisty, który pogryzł trzy długopisy zanim dobrnął do połowy strony, ani jak produkt tzw. sztucznej inteligencji. Niestety obydwa te "style" pisania występują dość często w recenzjach zegarkowych (również tych na YT; w tym miejscu celowo pominę pewien przykład, znany przeważającej większości), co potwierdza, że jest to hobby niezwykle demokratyczne, uprawiane zarówno przez umiejących pisać i mówić, jak i przez pozostałych. Produkty AI to osobna kategoria, dla mnie bardziej denerwująca niż treści tworzone przez kompletnych matołów, bo ludzkie ułomności traktuję wyrozumiale ale "szczytowe dzieło technologii", które okazuje się bublem, już nie. Skoro wspomniałem o tych rosyjskich skórach z książki "Zegarki Mechaniczne", to pokażę dla przykładu jak wygląda informacja na ten sam temat, serwowana przez AI: "Skóra rosyjska, zwana także cielęciną rosyjską lub cuir de Russie, to specjalny rodzaj skóry, która charakteryzuje się procesem garbowania roślinnego i dodatkowym etapem, w którym tylną powierzchnię skóry naciera się olejem brzozowym". "Cielęcina rosyjska", po prostu mistrzostwo świata. "Cuir de Russie" to z kolei pojęcie stosowane w przemyśle perfumeryjnym, typ zapachu, który AI bezmyślnie wrzuca do jednego worka z gatunkami skór. To była dygresja, wracam do książki. Otóż książka - a przynajmniej wybrane fragmenty, które zdążyłem przeczytać - nie wykazuje śladu wymienionych wad. Nie zdziwiłbym się, gdyby autorzy korzystali z pomocy AI ze względu na ilość informacji, które zamieścili, ale nawet jeśli używali tego rodzaju narzędzi, to nie widać tego w tekście. Język książki jest daleki zarówno od nieporadności, jak od branżowego żargonu, a momentami nawet piękny. Przykład: "Kiedy sprężyna płaska zapewniła już przenośne źródło energii dla mechanizmu zegarkowego, a bęben wyrównawczy dał mu równy moment napędowy, na drodze do dalszego rozwoju zegarków stanęło kolejne wyzwanie technologiczne". Kto to napisał? Nie dość, że to ładnie sformułowane po polsku zdanie, to jeszcze z mało ciekawych technicznych pojęć buduje w wyobraźni historię, którą nieomal można przeczytać dziecku zamiast bajki na dobranoc. Jeśli to dziecko pasjonata zegarków, to jest szansa, że będzie zadowolone. Ja jestem.
  12. 👌Już widzę ten pasek, "Tomasz Miler de Philippe Chimagnac edition" (albo odwrotnie).
  13. Zgadzam się. BigEye jest świetny, ale trudno mu zrobić dobre zdjęcie. SPS dobrał też fajny pasek (struś?). Oryginalny pasek od Longinesa ma niezły kolor ale jest jakiś taki sflaczały.
  14. To prawda i spodziewałbym się, że tak pozostanie. Taki jest styl bycia obydwu panów i jednocześnie formuła filmików, że ekspasywny Miler "jest wszędzie", a introwertyczny Filip pomaga kiedy mu się uda, czyli sporadycznie. Na ogół czekam na wypowiedzi Filipa, który ma lepszą polszczyznę i więcej do powiedzenia o zegarkach, ale doceniam również, że Tomasz Miler "ciągnie" rozmowę i dba o jej tempo. Dzięki temu filmik ma odpowiednią dynamikę. Efekt uboczny jest niestety taki, że Tomasz nieustannie przerywa Filipowi, co przeszkadza w odbiorze treści. Np. w 20. minucie Filip zaczyna zdanie "To w ogóle jest bardzo ciekawa część..." i nie jest w stanie go dokończyć, bo Miler znów wchodzi w słowo ignorując sygnał, że Filip właśnie zamierzał zrobić jakieś ciekawe uzupełnienie. Takich momentów jest w tej rozmowie wiele, więc adresatem tej recezji jest raczej Tomasz Miler, który zwyczajnie mógłby sobie robić przerwy na oddech w chwilach, kiedy Filip usiłuje zabrać głos. Równowagi w tym mało, ale widocznie obydwaj autorzy jakoś się w tej formule odnajdują. Dla lepszego odbioru całej rozmowy chętnie widziałbym więcej takich zwrotów akcji, jak wejście Filipa w 15. minucie ze słowami "czyli to było takie przydługie wprowadzenie?". Bardzo fajny moment, w którym zaskoczony Miler zamilkł na sekundę, zanim ponownie wypłynął na powierzchnię. Mogło to być świetne "przełamanie serwisowe", ale Filip zaraz wycofał się ponownie do defensywy i w tej pozycji pozostał aż do wyraźnej zachęty "Filip, no to opowiedz, jak ją napisałeś to opowiedz". Wtedy MIler, zdeterminowany w postanowieniu "zrobienia miejsca" Filipowi, miał swój moment chwały i wytrzymał całe osiem sekund. Wyobrażacie sobie czym dla tego człowieka musiało być tych osiem niesamowicie dłużących się sekund, podczas których wytrwale cierpiał, patrząc w sufit (zamiast na rozmówcę) i starając się nie odzywać? Żarty żartami, ale obydwaj Koledzy wykonali i cały czas wykonują świetną robotę, którą bardzo doceniam. Na recenzję książki jeszcze nie czas, bo dopiero zacząłem czytać, ale sfilmowaną rozmowę obejrzałem z przyjemnością i zainteresowaniem. Ustalony wcześniej scenariusz nie jest potrzebny. Proponowałbym tylko, żeby Filip i Tomasz usiedli zwróceni nieco bardziej do siebie niż do kamery, żeby mogli widzieć swoje twarze podczas rozmowy. Byłoby im wtedy łatwiej zachować naturalność, a rozmowa nabrałaby bardziej dialogowego charakteru.
  15. Może właśnie dlatego. Za kulturalnie było.
  16. Nie słyszałem o takiej historii z AP, ale że niniejszy temat dotyczy Patka, to mogę przypomnieć dosyć znaną sprawę sprzed dwóch lat, kiedy niejaki Ali Rezaei pozwał Shreve & Co., autoryzowanego przedstawiciela PP, do sądu w San Francisco. W ciągu kolejnych zakupów, dokonywanych przez pana Alego, firma Shreve & Co. utraciła przedstawicielstwo Patka. Od tej chwili butik nie miał już żadnej możliwości sprzedania klientowi upragnionego Nautilusa 5980/1R-001 ale podobno zataili to przed klientem, który kupował dalej w nadziei, że w końcu mu tego Nautilusa sprzedadzą. Do zjawiska „historii zakupowych”, „profili klienta”, zapisywania się i czekania latami na zakup jakiejś rzeczy tylko dlatego, że ta rzecz jest droga i niedostępna, podchodzę w taki sam sposób jak do kolejek i „list kolejkowych” z czasów PRL. Jeśli naprawdę nie muszę, to ani mi w głowie zapisywać się na jakieś listy, pielgrzymować do sprzedawców i przekonywać ich, żeby zgodzili się łaskawie przyjąć moje pieniądze i coś mi sprzedać. W imię zasad.
  17. Najelegantsi magazynierzy. To by dobrze brzmiało po francusku, np. "Les préparateurs de commandes plus élégantes". Janie, o tym samym pomyślałem. W ogóle nie dopuszczam innej możliwości niż taka złota tablica na ścianie.
  18. Należy mu się jako Ojcu Założycielowi słynnego tematu "Żarty".
  19. Bardzo się cieszę i podziwiam, że doprowadziliście to przedsięwzięcie do końca. Nawet nie pamiętam czy zdążyłem odznaczyć ten newsletter, w każdym razie opłaciłem przesyłkę i teraz zajmuje mnie przede wszystkim kwestia czy książka zdąży do mnie dotrzeć przed wyjazdem w poniedziałek. Przypuszczam, że nie, więc będą komplikacje, przekładanie odbioru albo odsyłanie i przysyłanie z powrotem. Cóż. Jak powiedział Lord Farquad ze "Shreka": - Ryzyko jest ogromne, ale jestem na nie gotów.
  20. Aha, już rozumiem. "Oryginalna" w tym sensie, że to prawdziwa bransoleta od Omegi. Tylko że nie od tej.
  21. Możliwe, że "oryginalna" w tym sensie, że była założona kiedy zegarek został kupiony Właściwa bransoleta do tego modelu wyglądała tak (zdjęcie z Allegro):
  22. Bardzo fajny zegarek i w ładnym stanie, prawdziwy klasyk. Wyglądałby jeszcze lepiej na odpowiednio dobranej bransolecie.
  23. Zważywszy, że to dopiero 30. urodziny, proponowałbym nie robić śmiałych założeń o „zostawaniu do końca” (chyba, że chodzi o „koniec” zegarka, bo np. masz zwyczaj szybko doprowadzać przedmioty do destrukcji; wówczas polecałbym coś tańszego produkcji chińskiej). Poza tym pomogłoby określenie przynajmniej typu zegarka, bo wśród zamieszczonych przykładów znalazły się i modele sportowe, i eleganckie klasyczne, i jeszcze jakiś diver… Jeśli wciąż jesteś na etapie ogólnego dociekania co Ci się podoba i jakiego rodzaju zegarek chciałbyś nosić (podkreślam wagę wyobrażania sobie siebie z tym zegarkiem w różnych sytuacjach, bo „mieć” a „nosić” to zupełnie co innego), to proponuję przeznaczyć więcej czasu na research i nie zakładać, że zakup musi się koniecznie odbyć przed datą urodzin. Rozpracowywanie własnych preferencji czasami trwa dosyć długo. Jeśli chciałbyś, żeby zegarek został z Tobą na dłużej, to opłaca się nie spieszyć z wyborem. Na początek proponuję przewertowanie ostatnich kilku czy kilkunastu stron wątku „Jaki zegarek masz dziś na ręce?”. To może trochę zamącić Ci w głowie ale to nie szkodzi, bo być może wpadnie Ci w oko jakiś zegarek, o którym do tej pory nie wiedziałeś, że istnieje.
  24. Obydwa są fajne, ale mnie nieco bardziej podoba się ten Edmunda, biały z niebieskim. To bardziej konwencjonalna kolorystyka lecz również bardziej elegancka. Trwa jeszcze moda na "łososiowe" tarcze (w cudzysłowie, bo prawdziwy dziki łosoś jest raczej szary a nie "łososiowy"), więc ten drugi jest może popularniejszy, ale na mnie robi wrażenie jakby go trochę za późno wyjęli z piekarnika. Trzecia wersja, najciemniejsza, już ewidentnie wygląda na przypaloną. Nawet krytykowany napis "Chronometre" na białej tarczy wydaje mi się najmniej nachalny.
  25. To pierwsza jasna i konkretna odpowiedź na pytanie o przydatność komplikacji, że wskazówka GMT służy do nauki działania komplikacji GMT. Trudno się nie zgodzić, bo przecież można sobie tę różnicę czasu bez problemu przeliczyć w pamięci. Kompletna odpowiedź jest dość trudna, bo jeśli się naprawdę dobrze przyjrzeć, to w rzeczywistości wszystkie te komplikacje „przydają się” mniej więcej tak, jak sam zegarek, czyli wcale. Można uznać, że odczyt godziny i minuty na urządzeniu niezależnym od smartfona i autonomicznym, takim jak zegarek, może mieć jakiś aspekt praktyczny, ale to tylko „nice to have” a nie „must have”. Ja nawet nie próbuję uzasadniać poszczególnych funkcji zegarka, który w dzisiejszych czasach jest przedmiotem całkowicie zbędnym, poza zupełnie wyjątkowymi sytuacjami, kiedy zamaskowany oddział SWAT czai się w mroku aby odbić zakładników i musi polegać na zegarkach, żeby zaatakować w tej samej chwili, bo z uszu powypadały im interkomy i utonęły w bagnie, itp. fantastyczne scenariusze. W codziennym życiu zegarek to fanaberia, która pełni mniej więcej taką funkcję jak kolejka elektryczna tylko lepiej, bo zajmuje mniej miejsca i można go zabrać wszędzie, a zmiana zegarka na inny zajmuje tylko chwilę. Nikt normalny nie twierdzi, że naprawdę potrzebuje mieć na nadgarstku funkcje astronomicznego zegara wieżowego, to po prostu fajny bajer. Im fajniejszy tym droższy, oczywiście. Najlepiej żeby wszystko było uruchamiane ręcznie dekorowanymi dźwigienkami i sprężynkami, bo z jakiegoś powodu przyjęło się, że bateryjka to dyshonor. Mój wpis nt. chronografu był o czymś innym. Akurat chronograf jest jedną z nielicznych komplikacji, które da się wyłączyć i nie używać. Wiele osób trzyma chronograf unieruchomiony prawie przez cały czas, ale nie bardzo rozumiem, po co im w takim razie zegarek z chronografem. Ekstremalną perwersją wydaje mi się zaś zakup chronografu rattrapante tylko po to, żeby nigdy go nie używać. Kojarzy mi się to z krowami w orszaku cesarza Hajle Sellasje; Etiopia głoduje, a za cesarzem prowadzą 300 krów mlecznych, nigdy nie dojonych. Albo Bohun, co u Sienkiewicza wskakiwał do beczki dziegciu ubrany w kosztowny żupan i inne modne ciuchy, żeby zademonstrować pogardę dla własnego bogactwa i że mu nie zależy, bo on jest „dżygit” albo inny „przekozak” (wg niedawnego cytatu Lincolna Six Echo). Dzisiaj taki Bohun na 100% postarałby się mieć jna ręce co najmniej IWC Perpetual Calendar, i dopiero wtedy do tej beczki.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.