Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1382
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez ireo

  1. Dziękuję, bo pisałem bez specjalnych nadziei, że ktoś to zechce przeczytać i rozwinąć. Porównanie do gorączki tulipanowej nader trafne, z tym że zegarkomania trwa już drugie stulecie. A jeszcze na początku XX wieku poważni dżentelmeni zarzekali się, że „prędzej kieckę nosić będą niźli zegarek naręczny”. Początkowo lekceważony "wristlet", czyli zegarek na rękę, mógł być łatwiej dostępny i stale widoczny, nie tylko dla właściciela lecz również dla publiczności. Ludzie robią wiele dziwnych rzeczy dla wywołania wrażenia, np. kupują kabriolet, auto mniej praktyczne i droższe od zwykłego, w polskich warunkach używalne przez najwyżej dwa miesiące w roku, żeby było widać kto nim jedzie. Ja to rozumiem, sam lubię kabriolety, ale kiedy przychodzi do kupna samochodu to jednak wybieram zwykły ze stałym dachem, bo szkoda by mi było utraconego miejsca w bagażniku i w garażu. Byłoby mi jednak szkoda jeszcze bardziej, gdyby kabriolety na dobre zniknęły z rynku pod naporem różnych SUV-ów, minivanów i absurdalnych "regulacji UE". Podobnie mam nadzieję, że zegarki przetrwają, mimo rozwoju "smartłoczy", indywidualnych GPS-ów i elektronicznych wszczepów do mózgu. Jeśli nie, to trudno, pewnych rzeczy nie sposób powstrzymać, bo swego czasu moda na zegarki ręczne dobiła kamizelki jako część codziennego ubioru. Skoro wydobywanie zegarka z kieszeni kamizelki stało się zbędne, to w dużej mierze przestała być potrzebna sama kamizelka. Co co Krayona, myślę że nie jest to najlepszy "symbol statusu", bo po prostu mało kto wie co to za zegarek i ile mniej więcej kosztuje. To raczej coś w rodzaju "if you know, you know". Do pokazania "how rich you are" służą raczej marki znane z tego, że są drogie, przede wszystkim Rolex. Zauważcie, że nawet nabywca nowego Cubitusa zamieścił niedawno na Forum zdjęcie swojego zegarka z odpowiednim podpisem, bo chociaż kupuje się taką rzecz głównie dla własnej satysfakcji, to jednak miło się z kimś podzielić swoimi emocjami. A z kim tu się dzielić, kiedy większość populacji nie odróżnia najnowszego modelu Patka za straszną kasę od zegarka za 500 zł? Właścicieli zegarków Patek Philippe nie ma wielu, ale jest odpowiedni wątek na Forum i dzięki temu można (z pewnym trudem) znaleźć kogoś, kto zrozumie zachwyt szczęśliwego nabywcy, który inaczej zostałby ze swoim Cubitusem sam jak Tom Hanks z piłką marki Wilson na bezludnej wyspie. Wnioski: 1) zegarki żyją, 2) jesteśmy tu potrzebni.
  2. Podziwiać trzeba raczej Czytelników. A ja, gdyby mnie było stać, najchętniej kupiłbym sobie Mosera Infinite Reboot albo Haldimanna H9 Reduction.
  3. Może nie chciał jeździć tym Lamborghini tylko w nim mieszkać. Nie byłoby to praktyczne, ale do jazdy po normalnych drogach to auto też zbyt praktyczne nie jest. W ten sposób doszliśmy do fundamentalnego pytania, do czego właściwie służy zegarek. Upraszczając można powiedzieć, że do niczego. Właściwie zawsze to wiedzieliśmy ale się nie przyznawaliśmy (tzw. wyparcie czyli zjawisko, któremu być może poświęcimy inny odcinek). Za przedmiot doskonale bezużyteczny można zapłacić dowolną kwotę, ponieważ im wyższa cena zegarka, tym bardziej jego współczynnik bezużyteczności dąży do granicy nieskończoności. Cytowana pani sprzedawczyni doskonale to wyczuła, ponieważ jeśli zarówno Piaget jak R.Mille są produktami o wysokiej bezużyteczności, to cieńszy Piaget, kosztujący mniej, zyskuje wyższą wartość pozorną. A wartość, niechby pozorna, to już coś co można próbować sprzedać, może ktoś się nabierze. W rzeczywistości obydwa zegarki warte są tyle ile wynosi ich wartość użytkowa, dążąca do zera. R.Mille dodatkowo charakteryzuje się odpychającym wyglądem, szczególnie cenionym przez ludzi bogatych, więc kosztuje więcej (chyba, że zielony, bo "zielony jest alegorią kosztowania złotówkę" https://youtu.be/ldEDkxfNw7o?si=eTLGIRBzhv1RP0TO). Ale nie jest tak, że każdy może sobie kontemplować brzydotę zupełnie za darmo. Oczywiście, potem trzeba to jeszcze serwisować.
  4. Ee, niee, nadgarstka paskiem raczej byś nie złamał 🙂 Ten Piaget to czad, wygląda jak z innego świata.
  5. Daniel, ale jeszcze z boku nie sfotografowałeś 🙂
  6. Prawda uniwersalna, szczególnie w odniesieniu do Omegi. Niedawno wspominałem chronografy regatowe, te prawdziwe, które stopniowo poznikały z oferty marki. Seamastery też kiedyś były inne, choćby w takim eleganckim wydaniu.
  7. Niezły patent. Jak niektórzy sprzedawcy vintage’ów z OLX, którzy podają „średnicę” z koronką. Następnym etapem będzie podawanie grubości bez dekla. Na pewno najbardziej zyskuje, kiedy się go już kupi. Znaczy, Patek Philippe SA zyskuje.
  8. Źle dobrane paski mnie nie niepokoją. Zresztą, to nie jest takie ważne, Samuraj będzie dobrze wyglądał nawet na sznurowadle. Twój wpis wskazuje, że to nie NATO tylko tzw. French Marine, który zawsze będzie trochę uciekał z koperty o takim kształcie.
  9. ireo

    Twoja kolekcja!

    Gingina raczej nie oglądam, ale to sympatyczne że się komuś przydał. Pewnie zabiega o zasięgi, więc zjechał już z poziomu cenowego Rolexa i AP, który miał ambicję atakować na początku. Tymczasem, w trakcie oczekiwania na zegarek, mógłbyś się postarać o jakiś odpowiedni outfit do kompletu.
  10. ireo

    Twoja kolekcja!

    Mocne. Lata ’70, era disco. Zupełnie nie ma powodu, żeby tego nie nosić na co dzień 🙂
  11. ireo

    Twoja kolekcja!

    Oprócz tego, że paradoks czasem dobrze brzmi, rzeczywiście tak odbieram Twoją kolekcję. „Kolekcja” to pojemne pojęcie, można zbierać wyłącznie G-Shocki albo zegarki z byłego ZSRR, albo wyłącznie zegarki naśladujące inne zegarki. Albo ciągle ten sam model w różnych wersjach. Albo nieustannie dążyć do tego, żeby „kolekcja” nie przekraczała dwóch egzemplarzy. Kolekcjonowanie jest dziwactwem, a dziwactwo przybiera rozmaite formy. Twój zbiór ma pewne unikalne cechy, zawiera dwie-trzy wyselekcjonowane kategorie zegarków, ale przede wszystkim poraża ilością. Same tylko „chińczyki”, gdybyś miał ich kilka, nie robiłyby takiego wrażenia. Ale dzięki temu, że uzbierałeś ich kilkadziesiąt, kolekcja uzyskała „next level”. Niektóre projekty artystyczne robią wrażenie dlatego, że wykorzystują elementy podobne ale wielokrotnie powtórzone. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że taka kolekcja ma coś z Andy’ego Warhola albo z Ai Wei-Wei’a („Ziarna słonecznika”).
  12. ireo

    Klub HERITAGE

    O, powrót sprawdzonej „patelni” 🙂 Trzeba przyznać, że udały im się te indeksy i ich rozmieszczenie na tarczy. Świetny zegarek.
  13. Z „Sennika zegarkowców”: Samuraja na za szerokim pasku widzieć - na drodze na linie ciągłe uważaj. Zamaskowane patrole krążą bowiem wszędzie.
  14. ireo

    Twoja kolekcja!

    Taka ilość to już nowa jakość.
  15. Zgadza się, "tropic-proof" to nie tyle odporność na zanurzenie w wodzie, co na wilgoć w powietrzu i rozwój grzybów/pleśni. Wystarczy do tego podstawowe uszczelnienie koperty, a pasek powinien być albo impregnowany, albo wykonany z materiału odpornego za zawilgocenie. Pasek tej Alpiny jest z alcantary czyli z plastiku, więc raczej nie zapleśnieje, chyba żeby go uprzednio zamoczyć w rosole albo upaprać innymi substancjami organicznymi. Zapewnienie odporności na warunki tropikalne w przypadku zegarków i innego sprzętu, szczególnie wojskowego, to był istotny problem pierwszej połowy XX wieku, kiedy prowadzenie kampanii np. w prowincji Milne Bay w Papui Nowej Gwinei stawało się niemożliwe. Wilgoć wykańczała amunicję, radiostacje, wykrywacze min, że o butach i umundurowaniu nie wspomnę. Była taka historia australijskiego batalionu czołgów, które wpakowały się na pole minowe i już tam zostały, bo detektory min zwariowały pod wpływem wilgoci i uparcie sygnalizowały, że "min niet". Nawet granaty ręczne przestawały działać. Nie wybuchały, więc rzucający granatem miał jakieś szanse, o ile udało mu się trafić wroga w czoło. Dzisiaj nazwa "tropic-proof" ma znaczenie historyczne a przy okazji fajnie wygląda na zegarkach. Miałem kiedyś Dugenę model Tropica z lat '50, jeszcze parę linii zegarków różnych producentów powstało właśnie wtedy na fali walki z tropikalnym klimatem. Były to czasy, w których chodziło o praktyczne rozwiązywanie konkretnych problemów, w odróżnieniu od dzisiejszej "walki z klimatem", tyleż zażartej co bezsensownej, za pomocą "ministerstw klimatu", bojówek "ekologów" i handlu opłatami za emisję dwutlenku węgla, zdzeranymi od co słabszych i mniej rozgarniętych krajów (jakby ten dwutlenek był jakąś straszną trucizną w rodzaju cyjanku potasu a nie związkiem niezbędnym do istnienia życia na Ziemi). W ten sposób zegarki stały się po raz kolejny reliktem minionej epoki, kiedy obowiązywały inne zasady. Nowa-stara Alpina wyszła im bardzo ładnie, tylko zgadzam się, że 34 mm to już dzisiaj nie jest rozmiar do noszenia. Na pewno nie dla mnie. Mam jedną Omegę tej wielkości, piękna jest, ale na mojej ręce wygląda trochę śmiesznie. Akceptowalny rozmiar koperty zaczyna się dla mnie w okolicy 36 mm.
  16. Uznaję tę opinię za Komplement Roku. Jasne, głównym celem było podejście do zegarka niedostępnego „na żywo”, ale przy okazji wpadłem na pomysł projektu do samodzielnego pokolorowania i wykończenia. Zestaw zawierałby kopertę z mechanizmem i tarczą „blank”, zdejmowane szkło i parę różnych kompletów indeksów i wskazówek, do tego parę farbek w różnych kolorach.
  17. Z cyklu „Projekty niskobudżetowe”.
  18. O, Seafarer. Niezła odpowiedź na pytanie, "jak wydać straszną kasę na TAG Heuera?". W ogóle fajny pomysł na zegarek, tylko bałbym się, że nacisnę przypadkiem ten specjalny przycisk, i przyjdzie Wielka Fala, i wszystko zmyje.
  19. Wersją srebrnoszarą podniecają się ludzie na internetach, mnie się wydaje jakaś taka blaszana. Może na żywo prezentuje się lepiej, bo monochromatyczne zegarki nie są zbyt fotogeniczne. Z grubym zapięciem można sobie do pewnego stopnia poradzić zamawiając krótszą bransoletę. Druga wersja bardzo ładna kolorystycznie, tylko mam smutną refleksję, co nam zostało z dawnych, prawdziwych chronografów regatowych Omegi, takich jak Regatta albo Seamaster Apnea. Był jeszcze Seamaster Chrono Regatta Racing, Racing America’s Cup Chronograph i inne modele ze skalą regatową. Gdzie to wszystko jest?
  20. Pies świetny, ale widać, że nie za bardzo mu się podobała ta wycieczka.
  21. ireo

    Klub HERITAGE

    Wrzucę dzisiaj coś o mojej kolejnej Alpinie, żeby trochę poprawić "różnorodność genetyczną" w Klubie Heritage. W założeniu Radka, re-edycje historyczne miały tu występować w towarzystwie swoich pierwowzorów. W przypadku tej Alpiny może to być trochę skomplikowane, ale spróbuję. Zdjęcia własne oraz ze strony wornandwound.com (o ile dały się wkleić, zaraz zoabczymy). Przodkami serii Alpina Alpiner Heritage Manufacture, złożonej z trzech modeli, były naręczne zegarki wojskowe o oznaczeniach KM-586, KM-592 i KM-593 z okresu II wojny światowej. Zewnętrznie wyglądały podobnie, różniły się mechanizmami (cal. 586, 592 albo 593), osadzonymi w niewielkich kopertach rozmiaru najwyżej 33 mm. Były to przydziałowe zegarki w niemieckiej Kriegsmarine (stąd litery „KM”). Współczesna re-edycja modelu KM-592 otrzymała oznaczenie KM-710 (oba zegarki widać na wspólnym zdjęciu). Werk 592 został zastąpiony przez manufakturowy cal. AL-710, ładnie wykonany mechanizm typu bumper, ze zwiększonym zakresem ruchu nietypowego wahnika. Więcej o mechanizmie napiszę za chwilę. Do historycznych wersji Alpiny KM odnosiła się bezpośrednio tylko KM-710 ale, ze względu na wspólny rodowód, także dwie elegantsze wersje nazywane są niekiedy „Kriegsmarine”, chociaż literek „KM” już na nich nie ma. Wszystkie trzy modele ukazały się na rynku jakieś 10 lat temu i były krótko dostępne również w Polsce, w cenie ok. 10 tys. zł. Widać je obok siebie na kolejnym załączonym zdjęciu. Zasadnicza różnica w stosunku do historycznego pierwowzoru to nie tylko nowy werk lecz także rozmiar koperty, powiększony do 41,5 mm (mój pomiar wykazał 41,3 mm średnicy i 13,1 mm grubości). Wersja w moim posiadaniu to ta po prawej stronie, z białą tarczą, zmierzająca w stronę eleganckiego „dresłocza” i najbardziej odbiegająca od militarnego charakteru pierwowzoru. To mi odpowiada, również dlatego, że we wrześniu 1939 r. mój dziadek walczył na Wybrzeżu w obronie Oksywia, więc nazwa „Kriegsmarine” i litery „KM” na tarczy nie kojarzą mi się jakoś szczególnie sympatycznie. Podoba mi się natomiast sam zegarek, sposób w jaki został zaprojektowany z odniesieniami do tradycji szwajcarskiej marki, uratowanej przed odejściem w niebyt przez holenderskie małżeństwo Stasów czyli założycieli Frederique Constant. Alpina, jak wiele szwajcarskich firm, pracowała w czasie wojny „na dwie strony”, dzięki czemu Szwajcaria mogła spokojnie się bogacić, bo przedtem standard życia w tym kraju nie był szczególnie wysoki. Wersja środkowa, z kremową tarczą, też jest fajna. Gdybym w swoim czasie miał okazję obejrzeć te wszystkie trzy Alpiny naraz, to pewnie wybór nie byłby łatwy. W oficjalnych nazwach współczesnych modeli powstało trochę zamieszania, co utrudnia znalezienie konkretnego zegarka, jeśli któregoś poszukujemy. Nie podejmuję się zacytowania wszystkich wariantów nazw i referencji, które powynajdywałem na różnych stronach internetowych, musiałbym zrobić w tym celu osobny research. Wersję białą widziałem w Polsce pod nazwą „Alpina Alpiner Heritage Manufacture Automatic AL-710S4E6”. W każdym razie, wszystkie trzy pokazane modele mają mechanizm KM-710 albo AL-710 (to dokładnie ten sam werk, zwany również FC-710). Mechanizm powstał w firmie Frederique Constant, która przejęła Alpinę w 2002 roku, ale nie zdarzyło mi się dotąd spotkać żadnego zegarka FC wykorzystującego ten wek, może jakieś istnieją. Mechanizm jest naprawdę fajny, pracuje bardzo cicho, a działanie wahnika jest kompletnie bezgłośne i niewyczuwalne. Miałem w tej sprawie chwilę niepewności, bo po założeniu zegarka usłyszałem jakieś metaliczne postukiwanie przy poruszaniu ręką. Okazało się, że to metalowa szlufka od paska NATO obijała się o zapięcie tegoż paska. Poza tym wydawało mi się, że jeżeli coś działa na zasadzie odbojnika, to musi generować przynajmniej jakieś minimalne wibracje, ale nic takiego nie występuje. Wygląd werku również sugeruje dużo wyższą półkę cenową: perlage, termicznie barwione śrubki, côtes de Genève, itd. Mechanizm pracuje z częstotliwością 28 800 bph, ma 26 kamieni i rezerwę chodu ok. 42 h.
  22. Dobrze Ci wyszedł odcień zieleni, bo na większości zdjęć jest zbyt jaskrawy.
  23. Kiedyś widziałem zdjęcie takiej Alpiny na Forum. Ciekawe czy właściciel nadal ma ten zegarek.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.