Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2621
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Cześć, solowego Gilmoura znam słabo, dużo lepiej - Watersa. A koncert Pink Floyd w Pompejach jest dokładnie taki, jak piszesz - fenomenalny. Ja szczególnie lubię tamte wersje "One Of These Days" i "A Saucerful Of Secrets". Teraz słucham sobie koncertu King Crimson z Filadelfii z 1982, a wcześniej argentyńskiego "B'Boom", gdzie jest najwspanialsza moim zdaniem wersja "Larks' Tongues In Aspic, Part II" (choć tę z "Absent Lovers" też uwielbiam). No właśnie, może mała zabawa? Jakie są Wasze ulubione studyjne (wybór koncertów chyba zbyt karkołomny) płyty King Crimson? Powiedzmy pięć. Ja wskazałbym na: 1. THRAK 2. Red 3. Discipline 4. Larks' Tongues In Aspic 5. In The Court Of The Crimson King W sumie to częściej niż debiutu słucham np. "the construKction of light", ale przecież to na tej cudownej płycie wszystko się zaczęło. A najrzadziej sięgam natomiast chyba po "Islands". Pozdrawiam!
  2. Świetny zestaw, bardzo ładnie ten mankiet "gra" z zielenią Submarinera.
  3. A więc to byłeś Ty! Gratulacje, niech cieszy.
  4. Dwa Oscarowe filmy, nowy i stary. 1. "Klient" - nie spodziewałem się, że będzie tak dobry. Prawdę mówiąc, usiadłem z nastawieniem w rodzaju "no dobra, obejrzę film, który niesłusznie zabrał "Toniemu Erdmannowi" Oscara". I choć nadal chyba dałbym statuetkę Toniemu, to jednak "Klient" wcale nie jest zwycięzcą niezasłużonym. Konstrukcja mistrzowska, aktorzy poprowadzeni rewelacyjnie. Problemy bardzo mocno osadzone w świecie arabskim, ale i tak niepozbawione prawdy o człowieku w ogóle. 2. "Czerwoni" - no w końcu musiałem to obejrzeć, choć rozbiłem sobie na dwa razy. Mam dość mieszane uczucia. Zderzenie idealizmu bohatera z rzeczywistością nawet przekonuje, choć - abstrahując od naszej wiedzy o bolszewizmie itp. - jakoś trudno jest się przejąć tym wszystkim. Metraż jest zdecydowanie za długi, a z Beatty'm mam pewien paradoks - lubię go, lubię wiele jego filmów, ale on sam nie przekonuje mnie jako aktor. Na tle kolegów z lat 70. (w filmie widać to np. w porównaniu z naprawdę dobrym Nicholsonem) jest zawsze monotonny, jednostajny, jakby grał wciąż tę samą postać. Widać, że "Czerwoni" to film zrobiony pod Oscary (Akademia zawsze miała słabość do Warrena, czego dowodem np. absurdalna ilość nominacji dla "Heaven can wait" i "Bugsy'ego"), nie ma przez to autentyzmu, jakiegoś wewnętrznego napięcia, które rozerwałoby gładki wizerunek idealistów przekonujących się, że rewolucja zjada swoje dzieci. Do tego nadmierny melodramatyzm i zdjęcia Storaro, tak dopieszczone i monumentalne, że aż nudne. Wypowiedzi "świadków" to natomiast interesujący zabieg, choć - wstyd mi za siebie - skojarzył mi się z późniejszym "Kiedy Harry poznał Sally"... Na pewno jednak oddają stan umysłu tych ludzi, rozbijają też nieco klasyczną konwencję - więc na plus. Ciekawy też Kosiński jako Zinowjew.
  5. Jacku, dawno tu nie rozmawialiśmy Właśnie tak coś podejrzewałem, że tu będzie. Ja akurat z 40th mam tylko "Red", a pozostałe głównie 30th ("Lizarda" mam wcześniejszego, a od "VROOOM" oczywiście pierwotne wydania). Nie jestem audiofilem i mnie jakość dźwięku z 30th wystarcza, a oprawa graficzna wydaje mi się wręcz ciekawsza (i pudełka wygodniejsze ). Może kiedyś też skompletuję sobie wszystkie 40th, ale na razie nie potrzebuję. "Red" z edycji na czterdziestolecie wydaje mi się najciekawszy ze względu na materiały dodatkowe, zwłaszcza wideo z francuskiej telewizji. A Ty masz wszystkie 40th? Posłucham, choć jak kilka razy już tu pisałem, jak(k)oś się nie mogę na razie przekonać... A na koniec weekendu:
  6. Oooo!!! A zrobisz zdjęcia? I czy masz słowa Bruforda na końcu, wycięte na edycjach CD? (nie wiem, jak jest z tym na 40th, bo ja mam 30th)
  7. Dziś wspaniałe lata 1981-1984: Tony i Adrian dali temu zespołowi niesamowitą energię. Widok Billa grającego z kamiennym wyrazem twarzy na zestawie Simmonsa - bezcenne. A nad wszystkim czuwa pan, który wygląda jak anglikański pastor:
  8. Gdyby nie adaptacja Wajdy, to "Ziemia obiecana" Reymonta byłaby dziś tak samo popularna jak jego "Wampir". A dziś jednak ktoś po "Ziemię..." sięga. Wszystkie wybitne adaptacje swą wielkość zawdzięczają odejściu od oryginału, jakiejś polemice, "twórczej zdradzie" - tak to się zazwyczaj nazywa. Wajda i tak po mistrzowsku odnalazł się w tym tłumie postaci i wątków (mówię tu oczywiście o pierwotnej wersji kinowej, rozpoczynającej się w dworku, a nie tej przemontowanej później). I zaktualizował ją, np. - jeśli dobrze pamiętam - inaczej pokazując lojalność między Karolem, Maksem i Morycem. Trzeba też docenić maestrię wszystkich elementów produkcji, od szalonego tempa realizacji po genialne aktorstwo. Porównanie dwóch tekstów należących do zupełnie innych systemów jest dość karkołomne - bo w czym nie ustępuje? W wykorzystanej muzyce? Zupełnie inne rzeczy budują wielkość książki i filmu. Ale pisząc o "Ziemi..." masz całkowitą rację, to wyjątkowy film. Kilka lat już nie oglądałem, po tych wpisach muszę sobie przypomnieć. Ale jeszcze coś - przykładów, w których film przewyższa rangą artystyczną książkę, na podstawie której został zrealizowany, jest mnóstwo. Czasami nawet nie pamięta się, że film jest czegoś adaptacją. Hehe, chyba aż taki prosty nie jest, bo nie ma jednego modelu adaptacji. Poświęcono temu mnóstwo książek, ale nie ma jednej "recepty". Moim zdaniem Reymont napisał świetną powieść, ale jej współczesne życie dał jej Wajda, tworząc arcydzieło przynależące do innego systemu - kina.
  9. A tu jest fragment tego filmu, o którym wspomniałem: I link do informacji na IMDb: http://www.imdb.com/title/tt2095019/
  10. W serii ESPN 30 for 30 powstał dobry film o Wepnerze.
  11. Ja sam boksu nie lubię, ale lubię jego historię i filmy o nim. A powstało ich całe mnóstwo, ostatnio w kinach też było kilka ("Kamienne pięści", "Olli Maki"). Wśród opracowań na ten temat jest m.in. ta książka, we fragmentach dostępna przez google.books: A szczególnie lubię kilka filmów polskich, zwłaszcza fabularyzowany dokument "Papa Stamm" oraz dokument "Temat sportowy". Fabularne "Klincz" i "Bokser" też wypadają nieźle - pierwszy jako typowe środowiskowe kino moralnego niepokoju, a drugi jako opowieść o olimpijskim etosie (film wzorowany oczywiście na historii Kasprzyka). No i tę scenę z "Przepraszam, czy tu biją?":
  12. No tak, między "bo" (a tak przeczytałem) a "by" jest istotna różnica. Zatem powodzenia w znalezieniu tego optymalnego (oczywiście - na jubilee, prawda?).
  13. Trochę pada, więc może coś pogodnego: https://www.youtube.com/watch?v=7QBFMmIZTVs
  14. A jaki? Bo szybko przejrzałem forum i jeszcze nic nie ma. Czyżby Rolex Datejust?
  15. Dziś warto szczególnie: Bardzo dobra robota, chwyta za gardło ten film.
  16. Piękna galeria, na poziomie Hodinkee. Widać, że pasjonat
  17. Zdjęcie płyty jak zwykle zachęciło mnie do posłuchania. Ciekawa muzyka, choć Floating Points był mi jednak znacznie bliższy i do dziś co jakiś czas sobie ich słucham. A skoro aparat pod ręką to - no właśnie, odgadnięcie, czego teraz słucham, nie sprawi chyba nikomu większego problemu:
  18. Ależ Ty fajne te nadgarstkowe zdjęcia robisz. A zegarek - cudo. Też fajnie, choć jam abstynent. A w poziomie nie próbowałeś tego zdjęcia zrobić? (wychowany na Hollywood lepiej widzę panoramicznie ) Chyba Ci jeszcze nie gratulowałem I choć ja tam bym i tak wolał zielonego Submarinera, to naprawdę cieszę się, że się cieszysz - to najważniejsze w naszym hobby.
  19. Kilka filmów w tym miesiącu widziałem, zacznę od tego, który obejrzałem dziś wieczorem. - "I Knew It Was You. Rediscovering John Cazale". Króciutki hołd dla jednego z najwspanialszych amerykańskich aktorów, jednego z symboli wspominanej przez nas niedawno złotej dekady tego kina. Wielkie sławy (Pacino, Lumet, związana z nim Streep, Dreyfuss, De Niro, Coppola) wspominają go jako wielkiego aktora i fajnego człowieka. W sumie nic odkrywczego, ale to świetnie, że taki film powstał - bo okazuje się, że niestety nie wszyscy Cazale'a dziś pamiętają. A na napisach końcowych fajną anegdotkę opowiada Steve Buscemi. Bardzo przyjemny film, będę do niego wracał, bo Cazale to obok Pacino i Robinsona mój ulubiony aktor. - "Pokot" - w sumie podobało mi się, ale jednak ideologicznie "subtelne" jak kino socrealistyczne... - "Pustka" z Bogartem, w reżyserii Nicholasa Raya. Noir przechodzący w kameralny dramat samotności i agresji, ostentacyjnie porzucając efektowne rozwiązanie kryminalnej intrygi. Bogart wypadł naprawdę świetnie, do tego mnóstwo hollywoodzkich smaczków: frustracje scenarzystów, zapomniani aktorzy-alkoholicy, seks. Dobre kino. - "Milczenie" - nie sądziłem, że tak mi się spodoba. Jestem miłośnikiem kina Scorsese, ale obawiałem się trochę tego filmu. Odważne i mądre kino, zostaje na długo w głowie widza. Scorsese jest jednym z najwybitniejszych twórców kina religijnego, z "Nędznymi ulicami" na czele. - "Będziesz legendą człowieku" - miałem go chyba z 3 lata na DVD w folii, zanim rozpakowałem. Zamysł ambitny, ale jednak porażka. Intymność portretu bohatera w filmie sportowym nie może oznaczać nudy. Do tego fatalne animacje, które chyba mają dociągnąć metraż do tych 70 minut. Grzegorz Lato ukazany na poziomie dziennikarstwa onetu czy sport.pl. Mamroczący masażyści. Jaki występ na Euro 2012, taki film. No i "Shoah", ale to temat na oddzielny wpis.
  20. Ot taki pop-rock z tego wyszedł. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że bez Adriana ten skład mnie nie przekona, nawet z Tony'm... Bo Belew to był nr 2 w całej historii zespołu dla mnie. Z "Heroes" potrafił stworzyć coś ekscytującego, neurotycznego i poruszającego. A Jakszyk ściąga brzmienie na poziom komercyjnych amerykańskich zespołów poprockowych. Akurat po wielu miesiącach daję znów szansę "A Scarcity..." - i wciąż najbardziej podoba mi się okładka P. J. Crook...
  21. Pokazuje też czas, logo wydaje mi się znajome:
  22. Scott Kelly też chyba lubi dobre zegarki. W pracy oczywiście Speedmaster X-33: Na emeryturze - Breitling SuperOcean Heritage Chrono: A tu na zdjęciu z Michaiłem Kornijenko: Kelly ma Breitlinga Emergency, a Kornijekno - Fortis Official Cosmonauts Chronograph.
  23. Uwielbiam ten box, zwłaszcza dwa pierwsze dyski:
  24. Obejrzałem sobie po kilku latach znowu super dokument "Mundial. Gra o wszystko". No i cóż, zostaje w głowie... Ok, to teraz coś dla równowagi:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.