Kilka filmów w tym miesiącu widziałem, zacznę od tego, który obejrzałem dziś wieczorem. - "I Knew It Was You. Rediscovering John Cazale". Króciutki hołd dla jednego z najwspanialszych amerykańskich aktorów, jednego z symboli wspominanej przez nas niedawno złotej dekady tego kina. Wielkie sławy (Pacino, Lumet, związana z nim Streep, Dreyfuss, De Niro, Coppola) wspominają go jako wielkiego aktora i fajnego człowieka. W sumie nic odkrywczego, ale to świetnie, że taki film powstał - bo okazuje się, że niestety nie wszyscy Cazale'a dziś pamiętają. A na napisach końcowych fajną anegdotkę opowiada Steve Buscemi. Bardzo przyjemny film, będę do niego wracał, bo Cazale to obok Pacino i Robinsona mój ulubiony aktor. - "Pokot" - w sumie podobało mi się, ale jednak ideologicznie "subtelne" jak kino socrealistyczne... - "Pustka" z Bogartem, w reżyserii Nicholasa Raya. Noir przechodzący w kameralny dramat samotności i agresji, ostentacyjnie porzucając efektowne rozwiązanie kryminalnej intrygi. Bogart wypadł naprawdę świetnie, do tego mnóstwo hollywoodzkich smaczków: frustracje scenarzystów, zapomniani aktorzy-alkoholicy, seks. Dobre kino. - "Milczenie" - nie sądziłem, że tak mi się spodoba. Jestem miłośnikiem kina Scorsese, ale obawiałem się trochę tego filmu. Odważne i mądre kino, zostaje na długo w głowie widza. Scorsese jest jednym z najwybitniejszych twórców kina religijnego, z "Nędznymi ulicami" na czele. - "Będziesz legendą człowieku" - miałem go chyba z 3 lata na DVD w folii, zanim rozpakowałem. Zamysł ambitny, ale jednak porażka. Intymność portretu bohatera w filmie sportowym nie może oznaczać nudy. Do tego fatalne animacje, które chyba mają dociągnąć metraż do tych 70 minut. Grzegorz Lato ukazany na poziomie dziennikarstwa onetu czy sport.pl. Mamroczący masażyści. Jaki występ na Euro 2012, taki film. No i "Shoah", ale to temat na oddzielny wpis.