To niezwykły film, porusza mnie za każdym razem, gdy go oglądam. I wzrusza jak chyba żaden inny. Zwłaszcza scena na dworcu i rozmowa Merricka z Trevesem przed snem na samym końcu filmu. I bardzo lubię też Gielguda - jego Carr-Gomm pozostaje szorstkim wiktoriańskim dżentelmenem, ale doświadcza prawdziwej przemiany, której dowodem jest - jak to u Gielguda, zagrana mistrzowsko - krótka scena, w której odpowiada Trevesowi, że nie możemy sobie wyobrazić tego, co czuje Merrick. Mnie też udało się obejrzeć kilka ciekawych rzeczy. - "Happy End" - oglądam, oglądam, minuty mijają, a tu wciąż nie ma Zbyszka i Danusi... a tak serio - Haneke niby niczym nie zaskakuje, robi wręcz "kino familijne", ale ogląda się świetnie. W lutym będzie w kinach - polecam. - "Na karuzeli życia" - szedłem z obawami, mając w pamięci koszmary pt. "Zakochani w Rzymie" i "Blue Jasmine" (ostatnich dwóch filmów Woody'ego nawet nie widziałem). A tu proszę - świetnie zagrany film, zaskakująco dynamiczny. Każdy dialog ma sens, w tle zmierzch Coney Island. Storaro daje popis jako wielki stylista. A Kate Winslet - doskonała! - "Obsesja" i "Wybuch" - dwa stare filmy De Palmy. Nie jestem jego fanem, choć zrobił dwa filmy, które ubóstwiam - ale miał w nich Ala. "Wybuch" ogląda się dziś lepiej. W "Obsesji" męczy pompatyczna muzyka Herrmanna, ale przy odpowiednim nastawieniu też wypada nieźle. Oba garściami czerpią z Hitchocka, trochę też z Roega, a "Wybuch" oczywiście z Antonioniego i Coppoli. - "Cicha noc" - dobry film. Problemy polskiej wsi bez odzierania jej mieszkańców z godności. - "Zła od urodzenia" - wiadomo, "moje" kino. Noir, ale bez zbrodni. Nicholas Ray, tak jak w "Pustce" w ciekawy sposób podjął konwencję i osiągnął dobry efekt. - "Minnie i Moskowitz" - nie jestem fanem tych przegadanych, chaotycznych filmów Cassavetesa. Ten jest łatwiejszy w odbiorze. No i pojawia się Timothy Carey - "Sieranevada" - miałem kryzys w drugiej godzinie, ale przetrwałem. Jest w tym filmie coś, co sprawia, że co jakiś czas wracam do niego myślami. Warto. Poprawiłem tytuły - pomyliłem dwa filmy z Ogrodnikiem.