Bardzo lubię filmy Roberta Altmana z lat 70. W tym temacie umieściłem już sporo scen z tej dekady, w tym kilka zakończeń - wtedy bywały naprawdę niezwykłe. Z filmów Altmana pisałem już o finale "McCabe i pani Miller", a dziś chciałbym polecić kolegom inny film tego reżysera - "Złodzieje jak my" ("Thieves Like Us"). U nas nieco mniej znany, ale bez wątpienia zaliczający się do największych osiągnięć Altmana. W kulminacyjnej, przedostatniej scenie mamy fenomenalnie zbudowane napięcie, a to, co najważniejsze, pozostaje poza kadrem. Dopełnia się też wątek... koca, który w XIX wieku uszyła babcia bohaterki granej przez znakomitą Shelley Duvall. Bardzo lubię tę aktorkę, szkoda, że tak nagle zniknęła z ekranów, a dziś kojarzy się ją głównie z powodu problemów, z jakimi się zmaga. Poniżej kadr z tej sceny (obok Shelley - Louise Fletcher). Mam nadzieję, że nie zdradzi za wiele tym, którzy chcą obejrzeć film: Drugi film, który chcę przypomnieć, to niemal całkowicie zapomniany "The Red House" Delmera Davesa z geniuszem ekranu Edwardem G. Robinsonem. Moim zdaniem to obok "Szkarłatnej ulicy" i "Domu ludzi obcych" jego najwspanialsza rola. Scenę, którą lubię szczególnie, zawarł w swym słynnym dokumencie o kinie amerykańskim Martin Scorsese. To rozmowa (czy raczej monolog) przy pomoście nad jeziorem. Dwa kadry: