Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2621
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. @dopeman, @paul221 - dzięki! Pasek to K. Reda. Wcześniej długo nosiłem tego Blonexa z paskami w różnych odcieniach koloru brązowego, ale było jakoś nudno. Eksperymentalnie przełożyłem ten niebieski z innego zegarka i tak już zostało, a następne paski do niego raczej też będą niebieskie.
  2. I niech cieszy! Początkowo byłem trochę zdziwiony, że zmieniłeś AP akurat na ten model, ale takie zdjęcia, jak powyższe, przekonują, że to też niesamowity zegarek. A czy na lato masz jakąś alternatywę dla paska? A przy okazji - pytanie do miłośników Patka: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/160566-co-nosz%C4%85-znani-ludzie/page-519?do=findComment&comment=2265213
  3. To dorzućmy jeszcze trochę klasy - Cannes 1974 (czy jest lepsze miejsce i lepszy czas?) i Jean Paul Belmondo. Czy na nadgarstku ma Patka 1518?
  4. Ooo, Wang Chung - dla mnie to zawsze autorzy jednego z moich ulubionych soundtracków wszech czasów :)
  5. Ciekawy artefakt. Ten zawodnik to Henry Carlsson, na ilustracji oczywiście w stroju AIK Solna, grał też z powodzeniem w Atletico. U mnie dziś:
  6. @watchmeen, było chyba inaczej: Twój HC jest naprawdę super, tylko już na konkretny nadgarstek. A nowy HC może rzeczywiście stracił nieco swój wyraz. Najbardziej zastanawia zbytnie przesunięcie (trochę mniejszych?) punktowych indeksów w stronę skraju tarczy. Wskazówki chyba bez zmian, więc super - bo świetnie się z nich odczytuje czas. Mnie tam aluminiowy bezel nie przeszkadzał, ale ceramiczny idzie z duchem czasu. Na zdjęciach na żywo wypada chyba zresztą lepiej niż na renderach:
  7. Bardzo fajny widok. Świetny jest ten Le Locle. @oprzemyslaw, @denver47 - bardzo fajne zegarki i dobre zdjęcia, tylko moim zdaniem pokazują, że jednak przeszklony dekiel nie w każdym zegarku jest dobrym rozwiązaniem. 1966... jak Bobby Moore wśród zegarków
  8. Na watchuseek pisali kiedyś, że to Timex:
  9. Oczywiście, z rozpędu napisało mi się aż zbyt fajnie Jasne, w wielu przypadkach to się sprawdza, ale tu akurat jest to dla mnie zbyt naiwna próba uczynienia czegoś bardziej "szlachetnym" (czyli po prostu wystylizowanym) niż jest w rzeczywistości. Nie wiem, jak wyglądała luma w nowym oryginalnym Skin Diverze przed pół wieku - jedynie katalogowa fotografia każe przypuszczać, że była jednak jaśniejsza i... po prostu nowa:
  10. Ja bardzo lubię linię Heritage i jest w niej kilka modeli, które uważam za duży sukces Longinesa (oczywiście LLD, Conquest, Flagship, 1967 Diver, chrono 1973, ostatnio Avigation). Jest też kilka niezłych, ale bez rewelacji dla mnie (1945, kwadratowy 1969, Military COSD 2 czy Railroad). Dwa ostatnie - tegoroczny Military i Skin Diver - nie podobają mi się przede wszystkim ze względu na sztuczną patynę na tarczy i sztucznie postarzane indeksy. Moim zdaniem to zabieg kiczowaty i "na siłę".
  11. Marcel Cerdan i zegarek ze świetną bransoletą - ciekawe, czy to ten Boucheron Reflet podarowany przez Edith Piaf?
  12. Współczesne Longinesy świetne (VHP, HC, Master, Record), za to linia Heritage ostatnio niestety w kryzysie: https://www.hodinkee.com/articles/longines-heritage-skin-diver-hands-on Przypomina mi się scena z "Nocy amerykańskiej", gdy na planie filmu "Przedstawiam wam Pamelę" do sztucznego śniegu mają dodać trochę sztucznego brudu.
  13. Edmund Exley

    Ulubione sceny filmowe

    William Holden - dziś setna rocznica urodzin tego giganta amerykańskiego kina. Jest wiele niezapomnianych scen z jego udziałem, moim zdaniem rolą jego życia był Max Schumacher z "Sieci": A najbardziej pamiętna kwestia to ta z samego początku "Dzikiej bandy" - "If they move... Kill 'em!":
  14. W ostatnich latach nie oglądałem dużo LM, ale w tym sezonie trochę więcej. Kilka spostrzeżeń: 1. Z jednej strony szkoda mi Barcy, bo kiedyś jednak ten klub znaczył dla mnie wiele (a i dziś nie jest mi obojętny), ale... awans Romy mnie ucieszył. Przede wszystkim to jakaś odmiana w tych rozgrywkach. To dla mnie kolejny przykład przesytu hermetyzmem LM. Natomiast Roma to wielki klub, choć bez spektakularnych sukcesów - fajnie byłoby, gdyby zdobyli puchar. 2. W ostatnich latach częstsze niż kiedyś stają się przypadki odrabiania wielkich strat z poprzednich meczów - mam nadzieję, że to tylko boisko, a nie bukmacherskie gabinety. 3. Tempo gry i presja są tak duże, że tradycyjne sędziowanie już nie wystarcza. 4. Trudno jest od razu kupić sukcesy, co potwierdzają przypadki PSG i MC. Ale od prawdziwej fanki City dostałem sympatyczną pamiątkę - odznakę z pięknym starym herbem:
  15. Na Hodinkee bardzo udany Master z wiecznym kalendarzem: https://www.hodinkee.com/articles/longines-master-collection-annual-calendar-introducing A także limitacja HC (chyba niespecjalnie potrzebna): https://www.hodinkee.com/articles/longines-hydroconquest-us-exclusive-limited-edition-introducing
  16. Ciekawie piszesz o tym, co oglądasz (tylko że nie pogadamy, bo oglądamy zupełnie inne rzeczy) Wczoraj obejrzałem "Kraftwerk - Pop Art", który był pokazywany na TVP Kultura. Jest tu sporo muzyki Kraftwerk, co samo w sobie czyni film interesującym - nawet gdyby zrobili film o tym, co muzycy zespołu gotują i jedzą, a zilustrowaliby to ich muzyką, to byłoby to godne uwagi Ale "Pop Art" z kilku powodów rozminął się z moimi oczekiwaniami: 1) historia krautrocka jest w nim podana zwięźle, bo nie jest to temat filmu. Nie ma słowa o Schulze, Tangerine Dream, Ash Ra Tempel czy Grobschnitt. Jest za to fajny fragment o Can, łącznie z materiałami ze wspólnego koncertu. Ale geneza nurtu podana jest ogólnikowo, bez kontekstu historyczno-politycznego. Nie ma o tym, że powojenna kultura popularna w Niemczech bała się jakiejkolwiek inwencji i wieloznaczności, produkując tylko heimatfilmy i rzeczy w stylu Heino. Nie ma też o tym, że kontrkultura późnych lat 60. radykalnie zrywała z obciążonym hitleryzmem pokoleniem ojców. Fenomen krautrocka zostaje przez to mocno zredukowany. 2) główny ciężar opowieści to wpływ Kraftwerk na muzykę techno, w szczególności tę z Detroit. Pada dużo (aż za dużo...) peanów wygłaszanych przez ciemnoskórych wykonawców. To interesujący pomysł na opowieść o Kraftwerk, ale mnie akurat interesuje mniej, dlatego troszkę mnie znudził. Pada przy okazji kilka haseł wziętych żywcem z humanistycznych zajęć na zachodnich uniwersytetach, łącznie z postkolonializmem... Filmowi eksperci pomijają przy tym całkowicie tę część anglosaskiego rocka, która nie czerpała z tradycji czarnej muzyki, lecz z dziedzictwa muzyki europejskiej. 3) Paul Morley. W Wielkiej Brytanii uznawany za ważnego dziennikarza muzycznego, u nas mógłby chyba co najwyżej odkurzać gabinet Wiesława Weissa (tylko żeby niczego nie poprzestawiał). Morley mógłby wystąpić w "The Square" ze swymi napuszonymi sentencjami. Ale najbardziej irytują jego wypowiedzi o The Beatles. Na początku filmu mówi, że Kraftwerk jest zespołem "ważniejszym i piękniejszym" od The Beatles, zaznaczając, że nie jest to już tylko jego opinia, a ogólna prawda. Później rozwija tę myśl wskazując, że wpływ Kraftwerk jest aktualny (co owszem, jest zgodne z prawdą), tymczasem The Beatles mieli wpływ na Eltona Johna i Electric Light Orchestra - i na tym ich wpływ się skończył. Nie wiem, czy to potrzeba "zabłyśnięcia" w stylu ludzi z "The Square" czy tylko jego ignorancja. Na plus: 1) fragmenty koncertów. 2) bardzo dobra część o wizualnej stronie Kraftwerk (image, okładki płyt itp.).
  17. Dzięki To może jeszcze jedna dramatyczna postać z włoskiej historii - sędzia Giovanni Falcone. Jak łatwo się domyślić - żaden Rolex czy AP, tylko Camel Trophy GMT za kilkadziesiąt dolarów:
  18. W Wielkanoc jeden film sobie obejrzałem - "Pana Holmesa" z Ianem "Ryszardem III" McKellenem w roli głównej. To wysmakowany, dopieszczony w wizualnych szczegółach obraz ostatnich lat życia Sherlocka. Fajnie powiązany z opowiadaniami Conan Doyle'a (ale filmowy Holmes odnosi się do tego, co pisał o nim Watson - pozostajemy zatem w sferze fikcji, bez ujawnienia rzeczywistego autorstwa). Przede wszystkim to film o śmierci i schyłku pewnej epoki, a to akurat jeden z moich ulubionych filmowych tematów, więc "Holmes" jako świąteczne kino familijne mi się podobał.
  19. Ray Wilkins - przed laty poznałem go dzięki temu artykułowi z "PS":
  20. A na Hodinkee w ciekawej fotorelacji z Baselworld taki unikat: Nosi go facet, który na drugim nadgarstku ma Richarda Mille'a. https://www.hodinkee.com/articles/street-style-baselworld-2018
  21. @Lincolnie, akurat Sciascii nic nigdy nie czytałem. Zdjęcie Moro znalazłem kiedyś przypadkowo i teraz postanowiłem je tu wrzucić, aby w tym temacie czasem pojawiał się jednak ktoś ciekawy. Na mojej prywatnej liście najważniejszych książek włoska literatura jest jednak reprezentowana bardzo mocno - to głównie "Pustynia Tatarów", "Ogród rodziny Finzi-Continich" i "Lampart". Każda z tych powieści doczekała się zresztą świetnych adaptacji. Trochę nawet dziwne, że nie sięgnąłem nigdy po Sciascię, ponieważ Włochy lat 70. to dla mnie mroczna i burzliwa, ale fascynująca epoka. Polityka, sztuka i kultura zlewają się w jeden pulsujący organizm. Lubię kino polityczne tego okresu, którego emblematem jest dla mnie niepokojące spojrzenie wielkiego Volonte. Ale włoskie lata 70. to dla mnie również Zoff, Museo Rosenbach, Goblin (choć giallo, jak już wspominałem, nie lubię), oczywiście Moro i dworzec w Bolonii, ale też... Rita Calderoni Do moich ulubionych scen otwarcia w historii kina należy zresztą początek "Boskiego", doskonała kwintesencja atmosfery tego czasu (a przynajmniej w takim ujęciu, w jakim dziś go sobie wyobrażamy):
  22. Ale dla Moro oczywiście całkiem współczesny - bo zdjęcie najprawdopodobniej z pierwszej połowy lat 70., gdy Patek zrobił Calatravy z bezelem z "Clous de Paris" (tutaj jednak może jest to niewidoczne).
  23. Aldo Moro i chyba Calatrava 3520 (z gładkim bezelem?):
  24. "The place" w reż. Paolo Genovese. Nie jest to film tak przebojowy, jak "Dobrze się kłamie...", ale to też dobre kino. Całość się dzieje właściwie przy kawiarnianym stoliku, ale jest to tak poprowadzone, że do końca ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem. Owszem, zdarzyło się kilka słabszych punktów, tym niemniej - moim zdaniem warto. "Borg/McEnroe" - już jest na DVD, bardzo mi się podobał, bo to świetne kino sportowe. Właściwie jest tu wszystko, co powinno być: wyraziste charaktery, emocjonujący scenariusz, szacunek dla faktów i realiów epoki oraz samej dyscypliny, fajna muzyka, Rolex Datejust na jubilee. Po tym filmie naprawdę można pokochać (i zrozumieć) tenis. Przypomniałem też sobie po ładnych kilku latach "Fotoamatora". Listy Geneweina do AGFA to taka mała esencja metodycznej banalności zła, niczym suche rozważania o skuteczności "przerobu jednostek" w ciężarówkach Saurer, zawarte w dokumentach odczytywanych u Lanzmanna.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.