Ciekawie piszesz o tym, co oglądasz (tylko że nie pogadamy, bo oglądamy zupełnie inne rzeczy) Wczoraj obejrzałem "Kraftwerk - Pop Art", który był pokazywany na TVP Kultura. Jest tu sporo muzyki Kraftwerk, co samo w sobie czyni film interesującym - nawet gdyby zrobili film o tym, co muzycy zespołu gotują i jedzą, a zilustrowaliby to ich muzyką, to byłoby to godne uwagi Ale "Pop Art" z kilku powodów rozminął się z moimi oczekiwaniami: 1) historia krautrocka jest w nim podana zwięźle, bo nie jest to temat filmu. Nie ma słowa o Schulze, Tangerine Dream, Ash Ra Tempel czy Grobschnitt. Jest za to fajny fragment o Can, łącznie z materiałami ze wspólnego koncertu. Ale geneza nurtu podana jest ogólnikowo, bez kontekstu historyczno-politycznego. Nie ma o tym, że powojenna kultura popularna w Niemczech bała się jakiejkolwiek inwencji i wieloznaczności, produkując tylko heimatfilmy i rzeczy w stylu Heino. Nie ma też o tym, że kontrkultura późnych lat 60. radykalnie zrywała z obciążonym hitleryzmem pokoleniem ojców. Fenomen krautrocka zostaje przez to mocno zredukowany. 2) główny ciężar opowieści to wpływ Kraftwerk na muzykę techno, w szczególności tę z Detroit. Pada dużo (aż za dużo...) peanów wygłaszanych przez ciemnoskórych wykonawców. To interesujący pomysł na opowieść o Kraftwerk, ale mnie akurat interesuje mniej, dlatego troszkę mnie znudził. Pada przy okazji kilka haseł wziętych żywcem z humanistycznych zajęć na zachodnich uniwersytetach, łącznie z postkolonializmem... Filmowi eksperci pomijają przy tym całkowicie tę część anglosaskiego rocka, która nie czerpała z tradycji czarnej muzyki, lecz z dziedzictwa muzyki europejskiej. 3) Paul Morley. W Wielkiej Brytanii uznawany za ważnego dziennikarza muzycznego, u nas mógłby chyba co najwyżej odkurzać gabinet Wiesława Weissa (tylko żeby niczego nie poprzestawiał). Morley mógłby wystąpić w "The Square" ze swymi napuszonymi sentencjami. Ale najbardziej irytują jego wypowiedzi o The Beatles. Na początku filmu mówi, że Kraftwerk jest zespołem "ważniejszym i piękniejszym" od The Beatles, zaznaczając, że nie jest to już tylko jego opinia, a ogólna prawda. Później rozwija tę myśl wskazując, że wpływ Kraftwerk jest aktualny (co owszem, jest zgodne z prawdą), tymczasem The Beatles mieli wpływ na Eltona Johna i Electric Light Orchestra - i na tym ich wpływ się skończył. Nie wiem, czy to potrzeba "zabłyśnięcia" w stylu ludzi z "The Square" czy tylko jego ignorancja. Na plus: 1) fragmenty koncertów. 2) bardzo dobra część o wizualnej stronie Kraftwerk (image, okładki płyt itp.).