Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2621
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Dostałem dziś tę płytę w prezencie i dobrze mi się słucha. Zwłaszcza pierwsza część mi się podoba, bo ma klimat i brzmienie, które przywodzi na myśl "THRAK" - płytę, którą szczególnie lubię. Zresztą, David Bottrill (współ)produkował obie.
  2. Jeśli pierwsza bramka to był popis Suareza i Cavaniego, to jak nazwać czwartą?
  3. Do przerwy 3:0 powinno być już spokojnie.
  4. Suarez do Cavaniego, cóż za akcja, w 20. min. Urugwaj prowadzi z Paragwajem 1:0
  5. Dzięki, jak zwykle świetne zdjęcia bardzo ciekawych modeli. Chciałbym kiedyś stworzyć sobie taką małą kolekcję vintage'owych Longinesów.
  6. "The Red House" - i chyba znowu Gruen? Sugeruje to napis na pudełku (Cased and Timed in U.S.A.), ale - logo podobne, choć trochę inne, w dodatku skąd data 1848? To chyba nie Omega?
  7. @mayor, bardzo dziękuję za wartościowy i ciekawy wpis - nie znałem tych faktów. Obejrzałem "The Red House" nareszcie i... to jeden z najbardziej ekscytujących filmów, jakie ostatnio widziałem, a repertuar od dłuższego czasu mam starannie selekcjonowany i mocny. Najpierw wypada wspomnieć o Robinsonie, który daje tu kolejny koncert gry. To chyba top 5 spośród znanych mi jego ról. Jest naprawdę niesamowity, właściwie wyprzedza swym aktorstwem epokę - tak grało się dopiero w latach 70. To on oczywiście "trzyma" ten film, ale nie jest osamotniony. Ma dobrych partnerów, w tym - na drugim planie - seksowną piosenkarkę Julie London. Ale ciekawe jest też nagromadzenie freudowskich tropów - dużo erotyki, zawsze tłumionej, figura ojca, przenoszenie pożądania z matki na córkę (z wręcz kazirodczym kontekstem), wypieranie przeszłości i odkrywanie okruchów wspomnień z przeszłości - a wszystko ujęte w zgrabnie napisany i świetnie poprowadzony thriller. A strach budowany jest w sposób, który zawsze mi odpowiadał - amerykańska prowincja, farma na pustkowiu, z jedną drogą dojazdową i otoczona lasem, a tam... Innymi słowy - to, czego dziś nie da się już pokazać bez fałszu ("Detektyw"), bo jest już tylko konwencją. A w latach 40. bywało jeszcze rzeczywistością. I jest też wątek zegarkowy, o którym napiszę w stosownym miejscu. Świetne kino, nie dziwię się, że w swej osobistej historii kina amerykańskiego Scorsese wymienia ten film jako jeden z pierwszych.
  8. No wreszcie go tu zamieściłeś To teraz jeszcze prosimy o zdjęcia divera z 1960 i (archiwalne?) Wittnauera chrono oraz Recorda
  9. Oczywiście, "Ojciec Chrzestny III" nie ma siły i precyzji dwóch pierwszych części. Sofia Coppola to obsadowa pomyłka, a fryzura Pacino - charakteryzatorska... Bardzo brakuje też Hagena (Duvall miał chyba w tym czasie kontrakt na inny film). Ale to jednak wciąż ciekawe kino, nawiązujące do struktury i klimatu poprzednich części, a przy tym rozwijające perspektywę opowieści o mafii i jej działaniach. Do tego bardzo dobry Mantegna, no i miło jest zawsze zobaczyć Richarda Brighta. A ja właśnie obejrzałem coś, co z czystym sumieniem mogę polecić fanom "Ojca chrzestnego", ale i "Wściekłego byka" czy, oczywiście, kina noir. Choć, wbrew tytułowi, noir to wcale nie jest. A mianowicie "House of Strangers" Josepha Mankiewicza (w Polsce znany zwykle jako "Dom ludzi obcych"). Ten film jest doprawdy zachwycający pod każdym względem! Niedawno pisaliśmy tu o Robinsonie, który nigdy nie dostał Oscara, a powinien. Za ten film chyba najbardziej. Musiał się jednak zadowolić "tylko" nagrodą w Cannes, ale zobaczcie, jak mocna była tamtego roku stawka: http://www.imdb.com/event/ev0000147/1949?ref_=ttawd_ev_1 By się nie rozpisywać za bardzo, w skrócie napiszę, dlaczego "House of Strangers" jest tak godny uwagi: - świetnie rozegrana konfrontacja wyobrażeń i rzeczywistości starego świata z nowym (oraz z "amerykańskim snem"), - wiarygodny portret italo-amerykańskiego obyczaju i rytuałów, - dobitny obraz rozpadu rodziny w obliczu zasad kapitalizmu, ponad dwie dekady przed Puzo i Coppolą, - zdjęcia Miltona Krasnera, które mogły zainspirować Gordona Willisa, - aktorstwo nie tylko Robinsona, ale i Susan Hayward i Richarda Conte (Barzini z "Ojca chrzestengo", kolejny smaczek dla fanów sagi Coppoli). Na zachętę jeszcze zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=VlyPOGoD2H8
  10. To dlaczego nie kupisz Espady? (nie wiem, czy nieużywane są jeszcze dostępne, ale na stronie Apartu jeszcze są pokazywane). Moim zdaniem to jeden z najfajniejszych zegarków w ogóle, a zarazem potwierdzenie tendencji Zenitha do psucia swojej świetnej oferty - w tym przypadku mam na myśli wycofanie Espady i zastąpienie jej brzydkim Synopsisem.
  11. "Niespodziewane" zmiany, będzie "więcej emocji": http://www.sport.pl/pilka/1,65041,20601413,liga-mistrzow-uefa-potwierdzila-spore-zmiany-najlepsze-ligi.html#indeks_news
  12. A dziś, po dłuższych poszukiwaniach, "Podwójne życie" George'a Cukora z oscarową rolą Ronalda Colmana. I ten Oscar w pełni zasłużony. Bardzo dobre kino, w którym najciekawsze są rozważania na temat skali identyfikacji aktora z odtwarzaną postacią (i to jeszcze zanim metoda Stanisławskiego zdominowała Hollywood), a także portret nowojorskiej sceny teatralnej i jej zaplecza. I fajne wkomponowanie Szekspira w to wszystko. No to może jeszcze, na zachętę dla innych miłośników klasycznego amerykańskiego kina, fragment:
  13. "Raw Deal" (1948) - Claire Trevor ma na ręku zegarek Gruen Veri-Thin:
  14. Po tygodniu przerwy odświeżę temat - obejrzałem właśnie bardzo dobry noir w reżyserii Anthony'ego Manna "Raw Deal" (chyba nawet nie ma polskiego tytułu). Niewiele ponad godzina, ale pełno treści, wątków, znaczeń (jak to w noir, także symbolicznych), świetne portrety kobiecych bohaterek, doskonały klimat i niebanalna narracja spoza kadru. A finałowe napięcie i fatalizm losu ma coś - przy zachowaniu wszelkich proporcji - z "Życia Carlita". Do tego wszystkiego świetne zdjęcia: Jako czarny charakter wystąpił Raymond Burr, znany z "Okna na podwórze" i serii "Perry Mason" (pamiętam z lat 90. w TV).
  15. Giuseppe Bergomi, słynny obrońca całą karierę związany z Interem. Na ręku chyba Rolex Explorer II z czarną tarczą: To dobra okazja, by w jednym poście umieścić duet obrońców trudny do pobicia. Czyli kto jeszcze? Oczywiście Franco Baresi. Dedykowano mu modele TAG Heuer i Omegi, ale dziś smakowity epizod z zamierzchłej przeszłości: http://www.tecata.it/index.php/dettaglio-video/mediaitem/2161-sakura-orologio-1983
  16. Nie widziałem jeszcze tego filmu, ale czytałem o nim i postaram się niedługo obejrzeć. Myślę, że jeśli Ci się podobała ta konwencja, to docenisz również znakomity angielski "City!" z 1981 roku: https://www.youtube.com/watch?v=35MplfaY77E
  17. Co nie zmienia faktu, że pisząc o Ipswich bardzo się pomyliłeś
  18. Urugwajczyk Enzo Francescoli. W przeszłości wybitny piłkarz, dziś działacz River Plate. Na ręku TAG Heuer Formula 1 Indy 500 Chronograph:
  19. @desmo, po pierwsze warto odróżnić dwie rzeczy - ligę i reprezentację. Anglia miała bardzo silną reprezentację, ale tylko na papierze - rzeczywiście, jak niemal zawsze z kretesem przegrywała wielkie imprezy. Za to angielskie kluby nie miały sobie równych w Europie, tylko kluby z Bundesligi mogły od połowy lat 70. aż do połowy lat 80. rywalizować z Anglikami (Borussia M-G, Bayern, Koeln, HSV, Eintracht). Później doszedł jeszcze Juventus, a tylko i wyłącznie konsekwencje tragedii na Heysel sprawiły, że Everton nie ma dziś dwóch albo trzech Pucharów Europy. Zresztą, oto zdobywcy Pucharu Europy od 1977 do 1984: 1977 Liverpool 1978 Liverpool 1979 Nottingham 1980 Nottingham 1981 Liverpool 1982 Aston Villa 1983 HSV 1984 Liverpool 1985 to Juve w szczególnych okolicznościach, gdyby nie to, to pewnie aż do 1989 roku i Milanu Sacchiego w Europie rządziłby Everton. Dodam, że Ipswich bywał w Anglii na początku lat 80. nazywany "First Class Second Team" - podkreśla to jego klasę, ale i pecha - trafianie na jeszcze mocniejszych rywali w Anglii (NF, LFC, AV, w Pucharze Anglii minimalna porażka z MC w półfinale). Holandia była potęgą reprezentacyjną, choć po 1978 już w fazie zmierzchu, który trwał mniej więcej do Euro 88. Kluby były jednak mocne, zwłaszcza Alkmaar, Feyenoord, PSV i Twente. Pierwsze zdanie Twojego posta można więc traktować wyłącznie w kategoriach żartu lub prowokacji, ale o to drugie Cię nie posądzam. A zdanie - "PS " tractor boys" i " town" nie pozostawiają złudzeń jak traktowani byli panowie z ipswitch na salonach" - to czemu ma właściwie służyć - tezie, że piękne w futbolu są tylko "salony"? Że mały klub jest gorszy i zasługuje na pogardę? Jeśli tak, to wpisuje się w najgorszą tendencję trawiącą współczesny futbol, prowadzącą do jego hermetyzacji i popsucia. p.s. pisze się "Ipswich" - nie ma tam czarownic.
  20. @desmo, Ipswich przełomu lat 70. i 80. to była jedna z najlepszych drużyn w lidze angielskiej, czyli - jedna z najlepszych na świecie. Dwa razy z rzędu byli wicemistrzami Anglii, w składzie mieli takich graczy, jak Muehren, Thijssen, Mills, Wark, Mariner, Osman, Butcher, Brazil... To była drużyna zbudowana mozolnie przez Bobby'ego Robsona, w klubie, który nigdy nie miał budżetu Liverpoolu, MU, Tottenhamu czy Arsenalu. Guardiola i Mourinho bez swoich milionów nic by nie ugrali w takim klubie. Pseudonim klubu to "Traktorzyści", a nie "wieśniacy" (to chyba Hoffenheim). A kelnerami na pewno nie byli. Co więcej - tego możesz też nie wiedzieć - Ipswich był mistrzem Anglii na początku lat 60., to właśnie wtedy swoją pozycję budował Alf Ramsey. Wiadomo, że takie kluby nie są w stanie utrzymać się dekadami na szczycie, ale co najmniej dwa razy w swej historii Ipswich zadziwiał Anglię. Myślę, że należy im się dużo szacunku. A i Eintracht nie był aż taki przeciętny, jak piszesz (widziałem te mecze w TV). W składzie byli m.in. Yeboah, Uli Stein czy mistrz świata Uwe Bein.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.