Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2621
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. Tak, to adaptacje powieści autorki, która napisała też pierwowzór "Nieznajomych z pociągu". "Utalentowanego pana Ripleya" jednak nigdy nie widziałem.
  2. Edward G. Robinson to jeden z moich ulubieńców. Sprawdziłem nawet, że sporo już o nim tu na forum pisałem: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1517739 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1478290 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1271275 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1252014 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1212546 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1204217 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1192182 http://zegarkiclub.pl/forum/topic/28103-w%C5%82a%C5%9Bnie-obejrza%C5%82em-film/?view=findpost&p=1140556 Bo naprawdę lubię tego aktora. Mam też "Red House", w Polsce nieznany, ale kultowy (nie cierpię tego słowa...) m.in. dla Martina Scorsese. Czekam jednak na odpowiedni czas i nastrój, by go obejrzeć. Robinson był też świetny np. w "Zielonej pożywce", swoim ostatnim filmie. Niektórzy mówią, że to najlepszy aktor bez Oscara i chyba się z tym zgadzam. Co do Lauren Bacall - oczywiście, niesamowita osobowość, choć dla mnie nie była taką typową femme fatale, zazwyczaj bowiem okazywała się "dobra". Femme fatale nr 1 to dla mnie chyba Barbara Stanwyck, Francuskie, a zwłaszcza włoskie stare kino potrafi mnie zauroczyć. O włoskim już tu nie jeden raz pisaliśmy, więc nie będę się powtarzał. Z francuskimi filmami mam mniej wspomnień, nowa fala mnie nieco drażni, choć doceniam jej wpływ na późniejsze kino. Lubię "Windą na szafot", "W pełnym słońcu", "W kręgu zła" i oczywiście "Dublera"
  3. Obawiam się, że Leicester może mieć mistrzowski kryzys, jak Blackburn w 1996, a nawet - oby nie - jak Leeds w 1993. Ale i tak dokonali wielkiej sztuki. Chciałbym, żeby tytuł zdobył Everton, choć szans nie ma właściwie żadnych. Za to City po raz pierwszy od lat zaskoczyło mnie czymś pozytywnym - zmianą logo. Nowe nie przypomina już herbu USA, za to ładnie nawiązuje do tradycji: Fajnie byłoby jeszcze, gdyby Aston Villa wróciła do tego: Chociaż ta uwaga nie jest na razie w temacie Premiership, niestety.
  4. A ja gdy czytałem "Sokoła maltańskiego", to "widziałem" w wyobraźni Piotra Machalicę ze spektaklu teatru TV, który obejrzałem przed filmem Hustona i lekturą powieści. Nasza Brigid dużo ładniejsza od Mary Astor "Children's Hour" nie widziałem, w ogóle w filmach Wylera mam jeszcze sporo luk, choć bardzo go cenię, szczególnie za "Najlepsze lata naszego życia". A znasz filmy Powella i Pressburgera? Widziałem zaledwie kilka, są bardzo specyficznie zainscenizowane i sfotografowane, jest tam wiele świetnych pomysłów. Scorsese jest ich fanem. W planach mam "Red Shoes" i "Życie i śmierć pułkownika Blimpa", ale jeszcze nie znalazłem czasu i nastroju. Za to widziałem kilka lat temu "Czarnego narcyza" i zrobił na mnie świetne wrażenie. "Podglądacz" (samego Powella) też był intrygujący. W ogóle, angielskie kino lat 40. i 50. to złoty okres tej kinematografii, muszę dokładniej się przyjrzeć tym filmom. Większość z tych, które widziałem, bardzo mi się podobały (np. "Niepotrzebni mogą odejść", "Trzeci człowiek"), ale gdy mam czas, to na ogół zawsze sięgam po coś z Hollywood.
  5. Edmund Exley

    Twoja kolekcja!

    Robi wrażenie, trudno wybrać najfajniejszego. Jak wyżej, do tego zdjęcie nadające się na okładkę kalendarza albo książki o Heuerach. Ale to nie wszystkie chyba? Nie widzę niebieskiego Silverstone'a. A może jeszcze zdjęcie Longines/Wittnauer?
  6. Tak, widziałem kiedyś tę wersję, ale nie pamiętam już jej zbyt dobrze. Co ciekawe jednak, chyba wszystkie książki Chandlera czytałem wcześniej i mimo, że filmu z Mitchumem jeszcze wtedy nie widziałem, to jednak podczas lektury to właśnie jego wyobrażałem sobie jako Marlowe'a (oczywiście, wiedziałem, że go grał). Obejrzałem "Trzy oblicza Ewy" z oscarową, dobrą rolą Joanne Woodward. Solidne kino, mimo iż kilka narracyjnych zabiegów nieco się już chyba zestarzało. Przez prawie cały seans oglądałem z uwagą, ale jednak bez większych emocji, aż do momentu, gdy wyjaśniają się przyczyny psychicznych problemów bohaterki. I to mną naprawdę wstrząsnęło, aż sam jestem zaskoczony, jak bardzo. [spojler] Głupi rytuał kultywowany przez dorosłych w starciu z dziecięcą wrażliwością - bardzo przejmująca scena. A dziś nareszcie obejrzałem całe "Ministerstwo strachu". Bardzo Hitchcockowski ten Lang! Podobne konstrukcje bohaterów, relacje między nimi, intryga, "mcguffiny". W sumie porządna rozrywka, wartka akcja, kilka świetnych scen - z przywoływaną już tu niedawno sceną w pociągu i okolicznych ruinach. I sporo niuansów potwierdzających reżyserski kunszt Langa. W ogóle, amerykański okres jego twórczości bardzo lubię i znam dużo lepiej niż niemiecki. Każdy z jego amerykańskich filmów bardzo mi się podobał, w szczególności "Szkarłatna ulica", ale też "Kobieta w oknie", "Ponad wszelką wątpliwość", a nawet uznawany za słabszy "U progu tajemnicy".
  7. A wkrótce nadejdą gorsze - http://www.sport.pl/pilka/1,65041,20519534,liga-mistrzow-la-gazzetta-dello-sport-zapowiada-duze-zmiany.html#MT_2Zdjecia Ale, jak wiesz, mnie to już niezbyt interesuje od kilku lat.
  8. Cieszę się, dzięki. No tak, zapomniałem, bo nie widziałem - tak jak wszystkich innych Bondów
  9. O Longinesach w filmach: http://zegarkiclub.pl/forum/topic/53601-klub-longines/?do=findComment&comment=1797857
  10. Kontynuując ciekawe fakty z historii Longinesa warto wspomnieć o filmach. Na pewno Longines nie ma na koncie tak wyrazistych ekranowych "występów" jak Rolex albo Heuer, jednak w paru filmach dał się zauważyć. Najsłynniejszy film, w którym bohater nosi Longinesa, to "Casablanca", chociaż zegarka nigdy nie widać w nim w zbliżeniu: Stosunkowo często Longinesy pojawiały się w filmach wojennych lub o lotnictwie. Nieznany w Polsce jest "Island in the Sky" z Johnem Wayne'm: Bardziej znany to "Diabelska brygada", a tu Longinesa nosi sam William Holden: Strona watchesinmovies.info podaje też m.in. film "Płetwonurkowie" ("The Frogmen"), w którym zagrali Dana Andrews i Richard Widmark: Oraz biopic "Amelia Earhart": A ja podawałem już w innym dziale przypadek filmu "The Gumball Rally", w którym wyraźnie widoczny jest elektroniczny zegar Longines:
  11. Ale nam się fajne dni amerykańskiej klasyki na forum zrobiły Bartoszu, oczywiście, wszechstronność Curtiza idealnie wpasowywała się w czasy, gdy większość reżyserów była przecież rzemieślnikami w Hollywood. Ale może właśnie w tej niewidoczności stylu był... jego styl? Natomiast co do klimatów Hammettowsko-Chandlerowskich, polecam jeszcze "Żegnaj laleczko" Dmytryka. To nieco zapomniany film, ale jest wręcz kwintesencją obrazu L.A. w kinie noir (obok podsumowującego i właściwie kończącego nurt "Kiss Me Deadly" Aldricha). Kilka kadrów i gif z ujęcia willi nad oceanem: Mam też wreszcie "Tajemnicę jeziora" (całą w perspektywie POV), ale jeszcze nie obejrzałem. Za to dziś widziałem bardzo dobry dramat "Dziewczyna z prowincji", już z lat 50. Jest pełen bardzo gęstej atmosfery, pokazuje kameralne dramaty i tragedie na tle showbiznesu - bardzo lubię takie filmy. Do tego świetne aktorstwo - wspomniana przez nas niedawno Grace Kelly, Bing Crosby i jeden z moich ulubionych aktorów William Holden. I fajny, gorzki tekst, jaki wypowiada Holden: "Kobiety na początku są jak Julie, a później są jak Lady Makbet".
  12. Dzięki! Zegarek jest u mnie już ponad dwa lata, nosi się go bardzo wygodnie. Bardzo podoba mi się to zdjęcie. Hehe, Pawle, mamy więc polskie dni [tzn. z pominięciem mechanizmów - bo u Ciebie w środku też radziecki?]
  13. Bartoszu, to naprawdę była właśnie ta scena? Co za zbieg okoliczności A "Ministerstwo..." niebawem chcę obejrzeć w całości. Wczoraj obejrzałem "Mildred Pierce" i się nie zawiodłem. Nie znam chyba w kinie lat 40. innego tak dobitnego portretu toksycznej relacji matki i córki. Ciekawe podejście do kina noir. Przyjemnie mi się oglądało, tym bardziej, że jest tu też fajny obraz LA lat 40. Co ciekawe, tak jak w "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy" - innej adaptacji prozy Caina - ważny jest wątek restauracji i biznesu w tej branży. A co do Curtiza, to dla mnie (zresztą, nie tylko dla mnie) jest to wzorowy rzemieślnik Hollywood epoki studyjnej. Niemal w każdym gatunku się sprawdzał. Film gangsterski? Proszę bardzo - utkani z archetypów, legendarni "Aniołowie o brudnych twarzach". Melodramat? Najsłynniejszy w dziejach kina. Film bokserski (to przecież istotny podgatunek w Hollywood lat 30.-50.) - "Kid Galahad", bardzo dobry. Biopic? "Yankee Doodle Dandy", w Stanach do dziś kultowy. Do tego przygodówki, kostiumowe, jakiś western, bardzo ciekawa romantyczna wariacja na temat egzotycznej historii ("Szarża lekkiej brygady"), a "Mildred..." potraktować można jako udaną próbę noir. Myślę, że jakby miał nakręcić jakiegoś undergroundowego hollywoodzkiego pornosa (a zdaje się, że w latach 40. nie były one rzadkością), to też by sobie poradził.
  14. Bartoszu, rzeczywiście, "Gasnący płomień" jest trochę niedoceniony. Jestem też ciekaw angielskiego pierwowzoru - niebawem może uda mi się go obejrzeć (bo, jak zapewne wiesz, mieli go zniszczyć, lecz do tego nie doszło), ale teraz nr 1 do obejrzenia to "Mildred Pierce" Curtiza. "M jak morderstwo" widziałem i nawet chyba napisałem tu kiedyś kilka słów o tym seansie. A skoro jesteśmy na forum zegarkowym - zauważyłeś, że podobnie jak w "Nieznajomych z pociągu" zegarek w tym filmie został całkowicie pozbawiony napisów? (zapewne z powodów finansowo-reklamowych) http://watchesinmovies.info/img/f/DialMForMurder_Unknown.jpg Nie wiadomo więc, co Milland nosił w tym filmie. Za to w "Nieznajomych..." zakryty (ale dużo mniej enigmatyczny) zegarek Roberta Walkera to, jak mi się wydaje, Rego Sport: http://watchesinmovies.info/movies/strangers-on-a-train-1951/ "Stracony weekend" oczywiście znam i bardzo cenię, za to "Ministerstwa strachu" nie widziałem w całości jeszcze. W dzieciństwie jednak (to było chyba w 1992 albo 1993) przypadkiem natknąłem się na ten film i obejrzałem scenę z "niewidomym" kradnącym ciasto w pociągu i odebrałem ją jako bardzo mroczną i dość straszną, na tyle, że do dziś mam ją mocno zapisaną w pamięci. Za jakiś czas trzeba będzie uzupełnić całość "Skutki miłości" widziałem, ale chyba bardziej podobał mi się łatwiejszy w odbiorze (i bardziej nostalgiczny) "O jednego więcej". W planach mam też "Przyjaciela rodziny".
  15. I obejrzałem. Super film! Wiktoriańska Anglia oczywiście w całości wykreowana w studiach MGM, ale ja lubię tę lekką sztuczność filmów z lat 30. i 40. A Ingrid gra kryształową postać, ale naprawdę doskonale oddaje jej stan psychiczny. Oscar zasłużony. Polski akcent to muzyka Bronisława Kapera. A na koniec gif z pierwszej sceny filmu:
  16. I do tego bardzo ładne zdjęcie. Yoda, jesteś właścicielem Patka i 300SL, więc może zainteresuje Cię ten artykuł: https://www.hodinkee.com/articles/the-incredible-watches-and-cars-of-briggs-cunningham
  17. Bartoszu, fajnie, że napisałeś Co do Ingrid: - "Osławioną" widziałem, nawet niedawno. I raz jeszcze nie odmówię sobie przyjemności wklejenia gifa z jednym z najładniejszych ujęć z tego filmu: - mój plan nr 1 na najbliższe dni to "Gasnący płomień" (czyli "Gaslight", polski tytuł wygląda nieco zabawnie) - chcę zobaczyć obie wersje, ale oczywiście największy apetyt mam na tę hollywoodzką. Mam nadzieję, że już wkrótce napiszę tu o tym filmie, - neorealizm szanuję, choć w ostatnich latach wolę już ten późniejszy, który zmieniał się w kino autorskie Felliniego i Viscontiego. Ale akurat tych filmów z Ingrid nie widziałem - muszę to kiedyś nadrobić, - no i oczywiście - i dla mnie Ingrid jest jedną z ulubionych twarzy Kazan: - akurat wszystkie wymienione przez Ciebie jego filmy widziałem (oraz "Ostatniego z wielkich"). A "Układ" lubię chyba najbardziej, głównie ze względu na znakomity początek (do momentu, gdy Eddie po powrocie do firmy na zebraniu mówi, że to wszystko jest bez sensu) - rytm montażu powala! Do tego Faye w basenie... I choć powieść portretuje Eddie'ego głębiej, to jednak film to też klasyk (choć opinie u krytyki miewał zawsze bardzo różne). W liceum miałem ten film nagrany z polsatu, a jako że oszczędzałem na kasetach, to filmy nagrane z reklamami po obejrzeniu kasowałem. I pamiętam, że jak musiałem już zmazać "Układ", to go jeszcze dwa razy obejrzałem Wczoraj natomiast obejrzałem "Kapitał ludzki" - solidne kino z bardzo zgrabnie opowiedzianą historią. Te same sytuacje z kilku punktów widzenia, wszystko ładnie poprowadzone, choć jest też trochę stereotypów w wizerunkach postaci. Aha, i fajna młoda włoska aktorka - Matilde Gioli.
  18. @DLC, ciekawy link. @Filipeczek, fajny egzemplarz. Który to rok? @cyryl99 - też fajny, ale czy datownik nie jest zbyt ciasno przy indeksie? Takie wrażenie miałem, jak go kiedyś przymierzałem. Natomiast co do lumy, a właściwie czasu jej świecenia - to chyba jedyna rzecz, na którą mogę narzekać w moim HC: Zdjęcie zrobione w trakcie Copa 2015. A przy okazji jeszcze jedno, tym razem już sprzed kilku dni:
  19. Krygo, nie zawsze się z Tobą zgadzam jeśli chodzi o piłkę, ale tu - zgoda jest całkowita. Kwoty płacone za piłkarzy (i piłkarzom) są dziś absurdalnie wysokie.
  20. A ja nareszcie obejrzałem dwa kolejne filmy z listy "koniecznie trzeba zobaczyć". W obu bardzo fajnie zagrał Gregory Peck. "Urzeczona" - Hitch zajął się freudyzmem. Może nieco naiwnie z dzisiejszej perspektywy, ale co z tego, skoro tak fajnie się to ogląda? Świetna rozrywka: piękna Ingrid Bergman, scenariusz z niespodziankami, trochę humoru, a do tego palce maczał w tym Salvador Dali. "Dżentelmeńska umowa" - Elia Kazan też był Kimś, ale jednak nigdy nie miał takiej zgrabnej ręki w reżyserii jak Wyler, Wilder czy wspomniany już Hitchcock. Trochę tu ciężkawego dydaktyzmu, a optymizm zakończenia narzucony. Ciekawe, że w filmie o antysemityzmie z 1947 roku nie pada ani jedna aluzja do Zagłady. Zagrane jednak bardzo dobrze, a film ważny w historii kina amerykańskiego.
  21. Teraz Grobschnitt i "Solar Music Live" - już chyba kilka razy umieszczałem tu tę płytę, bo bardzo ją lubię. Dla mnie to top 5 niemieckich płyt. A w poprzednich dniach kilka razy z przyjemnością wysłuchałem soundtracku z "Pięknego i złego". To jeden z filmów, które od wielu lat chcę obejrzeć, ale jak dotąd wciąż mi się nie udało. Muzykę jednak mam. Nie wyróżnia się może ona jakoś szczególnie na tle hollywoodzkiej czołówki lat 50., ale słucha się jej bardzo dobrze, ma klimat klasycznego Hollywood. David Raksin był chyba mniej "pompatyczny" niż Rozsa czy Tiomkin, których też lubię, ale którzy zazwyczaj lepiej brzmią z filmem, a nie oddzielnie.
  22. Erich Maria Remarque Jr. - "Na nadgarstku bez zmian"
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.