Lincoln, oglądałeś "Wybierz mnie"? ja teraz obejrzałem dwa nowsze filmy. "Mój brat jest jedynakiem" - opowieść o dwóch braciach uwikłanych w fascynacje zbrodniczymi ideologiami - faszyzmem i komunizmem. Tylko że w włoskim wydaniu są one jakieś takie... niegroźne. Faszyści są tępawi i robią tylko w sumie niegroźne zadymy, a komuniści to leniwi niechluje. Najlepsza scena filmu to "Oda do radości" zmasakrowana muzycznie i tekstowo, ze słowami o Leninie, Mao i Stalinie kroczącymi w promieniach słońca. Wykonują tego potwora intelektualiści, którzy rzecz jasna nigdy nawet nie powąchali komunizmu. Sam film jest jednak poprawny... i tyle. A to mało, zwłaszcza, że temat pozwalał na dużo więcej. Ale współczesne włoskie kino tkwi w marazmie - poza Sorrentino oczywiście - i powstają filmy poprawne i nic więcej. Kupiłem sobie na DVD i obejrzałem. Muzyka - wiadomo, broni się sama. Sam film przyjemny, ale Curtis - którego twórczość lubię - ma dwa poważne problemy, które tu ujwaniły się z całą mocą. Po pierwsze - kłopot z metrażem. To historia na max. 90-100 minut. A na DVD jest jeszcze jakieś 40 minut niewykorzystanych scen! No i drugi, ważniejszy problem - jest lepszym scenarzystą niż reżyserem. Nieprzypadkowo spod znaku jego kina powstało jedno arcydzieło - "Cztery wesela i pogrzeb" (tak!) - i zostało wyreżyserowane przez Mike'a Newella, fachurę, który wie, co trzeba pokazać w całej scenie, a co wystarczy zasugerować jednym zdaniem. Curtis kończy swe filmy gigantyczną serią kulminacji wszystkich wątków, przez co traci napięcie. A "Cztery wesela..." Newell skończył serią fotografii. Gdyby Curtis reżyserował, to pewnie każda stałaby się sceną... Ale "Radio na fali" i tak warto obejrzeć - jest klimat, ś.p. Philip Seymour Hoffman no i ta genialna muzyka!