Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2607
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. No to miłego męczenia ale ja jakoś nie rozumiem "idei" ogladania seriali (przebrnąłem tylko przez "Detektywa", nawet niezłego, choć im dłużej od oglądania, tym gorzej oceniam jego zakończenie). Rozmawiałem o tym wczoraj z przyjaciółmi - zwykle jest tak, że 2, no dobra - może nawet 3 czy 4 sezony są dobre (i to niezależnie od formatu - poważnego czy komediowego), a później już zaczyna się brnięcie w ślepe uliczki, gmatwanie wątków, "jump-sharks" itp. Poza tym sezon trwa zawsze kilka-kilkanaście godzin. Można w tym czasie obejrzeć 6-7 filmów Np. bardzo lubię film "Fargo" Coenów - ale to jest dla mnie kompletny film, po co opowiadać tę historię raz jeszcze, nawet jeśli z dodatkowymi wątkami (?). Ale to tylko moje zdanie - miłego oglądania, Cook
  2. Uwielbiam "Żyć i umrzeć w Los Angeles"! Genialne tempo, perfekcyjna realizacja, oświetlenie (taki szczegół, a jak buduje klimat filmu!), zaskakujący finał. A do tego jeden z moich ulubionych soundtracków - Wang Chung! A teraz właśnie odświeżyłem sobie oryginalną wersję "Funny Games". Ten film to wciąż jest cios między oczy, i to kijem golfowym...
  3. Koledzy, dziękuję. Tak, to kwarc. Dobry kwarc nie jest zły Hmm... no tak, to dokładnie ten egzemplarz @kurynio, to chyba optymalna wersja HydroConquesta, choć z wiadomych względów mi ostatnio najbardziej podoba się ta z czerwonym bezelem
  4. Lincoln, oglądałeś "Wybierz mnie"? ja teraz obejrzałem dwa nowsze filmy. "Mój brat jest jedynakiem" - opowieść o dwóch braciach uwikłanych w fascynacje zbrodniczymi ideologiami - faszyzmem i komunizmem. Tylko że w włoskim wydaniu są one jakieś takie... niegroźne. Faszyści są tępawi i robią tylko w sumie niegroźne zadymy, a komuniści to leniwi niechluje. Najlepsza scena filmu to "Oda do radości" zmasakrowana muzycznie i tekstowo, ze słowami o Leninie, Mao i Stalinie kroczącymi w promieniach słońca. Wykonują tego potwora intelektualiści, którzy rzecz jasna nigdy nawet nie powąchali komunizmu. Sam film jest jednak poprawny... i tyle. A to mało, zwłaszcza, że temat pozwalał na dużo więcej. Ale współczesne włoskie kino tkwi w marazmie - poza Sorrentino oczywiście - i powstają filmy poprawne i nic więcej. Kupiłem sobie na DVD i obejrzałem. Muzyka - wiadomo, broni się sama. Sam film przyjemny, ale Curtis - którego twórczość lubię - ma dwa poważne problemy, które tu ujwaniły się z całą mocą. Po pierwsze - kłopot z metrażem. To historia na max. 90-100 minut. A na DVD jest jeszcze jakieś 40 minut niewykorzystanych scen! No i drugi, ważniejszy problem - jest lepszym scenarzystą niż reżyserem. Nieprzypadkowo spod znaku jego kina powstało jedno arcydzieło - "Cztery wesela i pogrzeb" (tak!) - i zostało wyreżyserowane przez Mike'a Newella, fachurę, który wie, co trzeba pokazać w całej scenie, a co wystarczy zasugerować jednym zdaniem. Curtis kończy swe filmy gigantyczną serią kulminacji wszystkich wątków, przez co traci napięcie. A "Cztery wesela..." Newell skończył serią fotografii. Gdyby Curtis reżyserował, to pewnie każda stałaby się sceną... Ale "Radio na fali" i tak warto obejrzeć - jest klimat, ś.p. Philip Seymour Hoffman no i ta genialna muzyka!
  5. Oficjalnie zmieniam swój status w Klubie Longines: z miłośnika na miłośnika i posiadacza.
  6. ja też widziałem film dziejący się w Japonii - ale tuż po wojnie. To "Zbłąkany pies" Kurosawy. Kryminalna historia z mocno narysowanym tłem społecznym. Może jest tu z dzisiejszej perspektywy troszkę dłużyzn, ale to jednak ważny i dobry film. W odbiorze jednak niełatwy. A wczoraj sięgnąłem po coś dość nieoczekiwanego. Zapomniany film "Wybierz mnie" ("Choose me") zapomnianego reżysera Alana Rudolpha. Kiedyś wróżono mu, że zostanie drugim Altmanem, ale... nie został, mimo, że bywał u niego asystentem i miał bliskie mu spojrzenie na kino. "Choose me" nikt już chyba nie pamięta, ale swego czasu to był dość głośny film, wtedy, gdy w latach 80. było w Stanach kiepsko z ambitnym kinem. I jest w tym filmie kilka dobrych scen i dialogów, całość jednak po latach wydaje się być mocno naciągana i niewiarygodna. Dwie rzeczy bronią się jednak świetnie - rola (a jakże - zapomnianej już) Genevieve Bujold, naprawdę znakomita, oraz scenografia. A i muzyka ma coś w sobie, pomyślałem, że Kolegę Lincolna mogłaby zainteresować
  7. A ja szanuję - wiadomo, perfekcyjnie pomyślana płyta i idealnie wykonana - ale nie dostaję od niej dreszczy... Nawet przy wokalizie Clare Torry "Wish You Were Here" ma dla mnie więcej pięknych melodii i bardziej odpowiada mi brzmieniowo.
  8. A która Twoim zdaniem, Jacku? "Wish You Were Here"?
  9. Przepraszam, że nie na temat, ale od razu mi się skojarzyła ta scena:
  10. Panowie, gorąco polecam - dziś 22:15 na TVP Kultura jest "Szkarłatna ulica". Miom zdaniem jeden z pięciu najlepszych filmów w dorobku Robinsona!
  11. Harvester, naprawdę tak sądzisz? Kurczę, już chyba z 7 lat nie słuchałem tej płyty. Mnie wydawała się zawsze zbyt zachowawcza i wygładzona, no i jednak bez pana zgorzkniałego-genialnego... Czasem nucę sobie "High Hopes", ale całość jest daleko w moim rankingu PF. Ale Twój post sprawi, że pewnie po nią sięgnę wkrótce. A zdjęcie - piękne!
  12. O, Lawnowermanie, widzę, że dodałeś wpis na WUS. Mało o tym zegarku jest w internecie - ale chyba producentem był Cimier. I jeszcze dopisek: http://www.ranfft.de/cgi-bin/bidfun-db.cgi?10&ranfft&&2uswk&Rego_000 A więc Rego stał się później Cimierem. A mam jeszcze pytanie do znawców - co to znaczy, że mechanizm był "pin-lever"?
  13. "Locke'a" widziałem - i dobrze się go oglądało. Do tego polski wątek @jogi91 - ciekawe kino oglądasz. "Ed Wood" to chyba jedyny film Burtona, który naprawdę bardzo lubię. A "Wall Street 2" to porażka - chyba zjawisko yuppies lat 80. było ciekawsze od współczesnych korporacyjnych wilków (tak jak Charlie był ciekawszym aktorem od tego mdłego kolesia z "WS2"). Bo świat finansjery się za bardzo chyba nie zmnienił. Aha, no ale Stone w latach 80. był najlepszym amerykańskim reżyserem, a dziś jest dinozaurem, który na siłę chce być nowoczesny - żenująca scena motocyklowa z "WS2" o tym świadczy. ja natomiast obejrzałem "Secret Beyond The Door" (w TVP jako "U progu tajemnicy"). Nie jest to najlepszy film Fritza Langa, ale ogląda się przyjemnie.
  14. W tym roku po 20 latach od pierwszego seansu obejrzałem sobie "Nieznajomych z pociągu". TCM znowu teraz powtarzał ten film, więc znów sobie zerkałem na niego i zauważyłem, że grany przez Roberta Walkera Bruno Anthony nosi świetnie wyglądający zegarek - poszukałem, że jest to Rego Sport (produkowany chyba przez Cimier?): "Dyskretnie" zakryli nazwę producenta... Powyższe zdjęcie jest stąd: http://forums.watchuseek.com/f2/help-identify-watch-alfred-hitchcocks-1951-movie-strangers-train-783020.html Gość też zastanawiał się, jaki to zegarek. Nie mam konta na WUS - może któryś z Kolegów ma, to mu odpowie?
  15. Mam go i chcę obejrzeć, choć nie mam na razie jakoś nastroju na takie ciężkie kino wojenne. A "Wniebowstąpienie" widziałeś? Też czeka u mnie ten film na obejrzenie i odpowiedni nastrój. Ale latem czas wolny poświęcam częściej na bardziej rozrywkowe rzeczy: - "Skarb Sierra Madre" - klasyk, świetny film o chciwości, ale i szlachetniejszych czynach. Kilka mistrzowskich scen. - "Coś z innego świata" - sympatyczna rzecz, dziś do oglądania z przymrużeniem oka. Znaleźliśmy kosmitę, chodźmy poflirtować z ładną panią naukowiec, a kosmita niech sobie leży w bryle lodu... Carpeneter potem zrobił remake, ale dla mnie to już za dużo kiczu. - "Jezus z Montrealu" - 15 lat temu zrobił na mnie większe wrażenie, dziś wydaje się już za bardzo pretensjonalny. Ale wciąż to jest ciekawe i godne uwagi kino. - "Akt przemocy" - chyba największa przyjemność w oglądaniu. Obsada: Van Heflin, Robert Ryan i urocza Janet Leigh Muzyka - Polak Bronisław Kaper, a reżyseria Fred Zinnemann! Kapitalnie pokazane dylematy tragicznego wyboru z przeszłości, atmosfera osaczenia i odkupienie. No i nocne wędrówki po Los Angeles z takimi ujęciami:
  16. Cook, wykopałeś takiego starego posta? Miło mi, ale to nie było coś, co jakoś szczególnie polecałem. Choć powtórzę, że moim zdaniem aż tak zły ten "Detektyw" nie był. Ja jednak ogólnie nie lubię i nie oglądam seriali. W dobrym filmie kinowym wszystko, co potrzeba, można zawrzeć w 90 minutach, bez mnożenia wątków i postaci. A taki Robert Altman czy Coppola potrafili namnożyć postaci i wątków, a i tak zmieścić się w dwuipół- lub góra trzygodzinnym filmie i nie pozostawić uczucia niedosytu
  17. Krystian, ja miałem taki problem z dźwiękiem w "Papuszy" - dobrze, że przez 90% filmu mówią po cygańsku i były napisy. Ale to dziwne, bo u Krauzego dźwięk kiedyś bywał świetny, np. w "Długu" czy zwłaszcza w "Grach ulicznych". A ja obejrzałem zapomniany, ale kultowy klasyk z lat 70. - wciąż jest w tym kinie dużo do odkrycia. "Emperor of the North". Ładny hiszpański plakat: Jak to u Aldricha (którego fanem nie jestem, choć kilka jego filmów lubię) - sporo przemocy, zamiast postaci archetypy, twarde życie i twardzi faceci. Wielki kryzys jest tu właściwie tylko pretekstem do modnej w kinie lat 70. opowieści o pojedynku jednostki z systemem uosabianym przez jednego tyrana (schemat "Konwoju", "Mistrz kierownicy ucieka", "Cool Hand Luke" itp.). Borgnine i Marvin świetni, Carradine jak prawie zawsze irytujący - ale nie on tu jest najważniejszy. Ogółem - świetna rozrywka!
  18. No i mam czwartą część. I chyba to ona daje mi największą radość! Piękne zdjęcia, mnóstwo danych, ale największą atrakcję stanowią znakomite eseje - w całej książce najwięcej miejsca poświęcone jest Francescolemu i chyba po raz pierwszy tak rzetelnie w Europie przedstawiono tego piłkarza, odchodząc od błędnego, europocentrycznego postrzegania jego dokonań. Bo Enzo to Książę i geniusz Prócz tego dużo jest w książce o rodzinie Forlanów, ale i wymiarze społecznym piłki południowoamerykańskiej, mnóstwo ciekawych faktów. Do pełni szczęścia zabrakło może czegoś więcej o Obdulio Vareli. Ale o nim dużo pisał już Wołek. No właśnie - to inna książka niż opisany przez Wołka tom 13. sprzed 20 lat [zresztą, chyba między Wołkiem a Gowarzewskim popsuły się relacje, ale mniejsza o to]. Mniej może romantyzmu, ale wartość nie jest wcale mniejsza.
  19. @0.1 ci wszyscy Japończycy powinni zatrudnić Cię do kampanii reklamowych swoich zegarków. U mnie natomiast zegarek to dziś pretekst do podzielenia się radością z lektury:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.