"Idę" widziałem już dawno temu, niedługo po premierze. I kurczę, chyba muszę jeszcze raz obejrzeć, bo może coś przegapiłem - ale seans pozostawił mnie zupełnie chłodnym, niezaangażowanym. Bardzo ciekawe zdjęcia i kolorystyka, solidne aktorstwo, ale opowieść nie trafiła do mojej wrażliwości (tak eufemistycznie nazywam "lekkie znudzenie"). Poza tym faktycznie, można bardziej zastanawiać się nad bohaterami skazanymi przez Wandę na śmierć niż nad jej rozterkami... Choć na pewno to niebanalny i dobrze zrobiony film. A "Lewiatan" bardzo mi się podobał. Dla mnie to nie tylko film o Rosji, ale o deprawacji władzy w ogóle, z nienachalnymi, ale mocnymi symbolami. Odczytywanie tego filmu wyłącznie w kluczu antyputinowskim jest dla niego krzywdzące. Nie mam wątpliwości, że gdzie indziej (np. w Polsce) też tak można człowieka zniszczyć - może bardziej elegancko, z większą ilością papierów itp. Jest w tym filmie brutalność konkluzji jak we włoskim kinie politycznym za jego najlepszych lat czy amerykańskim kinie lat 70., do tego w epickiej formie. Większości filmów nominowanych nie widziałem, więc dopingowałem tylko Robertowi Duvallowi.