Nie znam tego filmu - podobnie jak nie widziałem nigdy "Bitwy o Algier" Pontecorvo. Ale fajnie, Gregorianie, tak ciekawy post przeczytać U mnie też pojawią się Delon i Cardinale, ale po kolei. Od czasu poprzedniej aktywności na forum obejrzałem 4 filmy - i każdy kolejny podobał mi się bardziej, co będzie dość zaskakujące. 1. "Zawodowcy". Od kilku lat zwlekałem z tym filmem, wiedząc, że moi ulubieni aktorzy już długo są bez formy. W dodatku za kamerą Jon Avnet, który odpowiada za najgorszy film w całej karierze Pacino, czyli "88 minut". "Zawodowcy" aż tak horrendalnie źli nie są, choć daleko temu filmowi do dobrego kina. Mylenie tropów jest tu szyte tak grubymi nićmi, że "zaskoczenie" w finale ociera się o pastisz "zaskoczeń w finale". 2. "Lampart". Hoho, arcydzieło, w dodatku adaptacja jednej z moich ulubionych powieści. I film wielki, metrażem, ale i stylem, formą, aktorstwem Lancastera. Ale... nie poruszył mnie jednak tak, jak swego czasu "Portret rodzinny we wnętrzu". Całe lata czekałem na ten seans, może za bardzo się - jak na klubowicza przystało - nakręciłem? Moja ulubiona scena z powieści - pełen erotycznego napięcia spacer po nieużywanych pokojach pałacu - na ekranie wypadła jednak również świetnie. 3. "Old Dark House". Bardzo lubię horrory Universalu z lat 30. Co tu dużo mówić - zabawa na 102, absolutne arcydzieło gatunku. 4. "Żar ciała". Widać, że Lawrence Kasdan, reżyserskie objawienie lat 80., obejrzał wszystkie filmy noir i umiał natchnąć te klimaty własną wizją. I powstał naprawdę znakomity film! Nigdy nie uważałem Kathleen Turner za piękność, ale tu jest naprawdę seksowna - co czyni morderstwo dla niej doskonale wiarygodnym. Lincoln, widziałeś ten film?