"Radio na fali" chciałem wczoraj nawet obejrzeć, ale jako że byłem już trochę zmęczony, to wybrałem coś krótszego i wcześniej. Tym niemniej - kino spod znaku Richarda Curtisa lubię, a "Czterech wesel..." to jestem wręcz fanem (co wiele osób dziwi) "Barry Lyndon" to jeden z najwspanialszych filmów, jakie znam. Lumeta też lubię i cenię, choć nie wszystkie jego filmy są jednakowo godne uwagi. Mój ulubiony jego film to "Sieć", esencja problematyki społecznej lat 70., ale też stylu filmowego tej epoki. Niedługo Mistrzostwa, do tego dużo pracy, więc nie będzie czasu na filmy. Zatem trochę pooglądałem sobie ostatnio: - "Wersja oficjalna" - południowoamerykańską piłkę uwielbiam, kino cenię, ale jednak na ogół mnie ono nie ekscytuje. Ten film to akurat Oscar i nagrody w Cannes. Kameralny dramat o reperkusjach czasu junty w Argentynie - jeśli ktoś się interesuje tematem, to naprawdę warto. - "Niebieski ptak" - przypomniałem sobie. Może i nie jest to najlepszy film Felliniego, ale ja bardzo lubię te jego wczesne filmy. Ten jest trochę mniej precyzyjny niż "La Strada" czy "Wałkonie", ale i tak są wielkie momenty. I Broderick Crawford! - "Gilda" - odświeżam sobie filmy noir. Ten nigdy nie był moim faworytem. Zakończenie tego filmu nie pasuje mi do noir! - "Stracony weekend" - dopiero teraz zobaczyłem ten film, mimo, że uwielbiam lata 40. w amerykańskim kinie. I jest to świetne kino, jakby na skraju tradycji i nowoczesności. Paru Kolegów lubi "W kręgu zła" Melville'a - scena, w której Montand ma alkoholowe zwidy jest cytatem (i hołdem) właśnie ze "Straconego weekendu". - "Bogowie i potwory" - gdy byłem w liceum, to było głośno o tym filmie. Solidny, dobrze zagrany, ale... ciążący jednak ku sztampie. Szkoda, że nie zrobił tego jakiś Anglik. Ale obejrzałem ten film po tym, jak zafascynował mnie inny film z Ianem McKellenem w roli głównej, mianowicie... ... "Ryszard III"! Reżyseria Richard Loncraine, w obsadzie mistrzowie angielskiego aktorstwa (Kristin Scott-Thomas, Maggie Smith, Nigel Hawthorne i przede wszystkim genialny duet McKellen - Jim Broadbent) z dobrym wsparciem z Hollywood (Anette Bening i Downey jr.). Klasyczny tekst Szekspirowski przeniesiony został do Anglii lat 30. - i zabrzmiało to świetnie, mając zwłaszcza na uwadze sporo profaszystowskich sympatii w przedwojennej Anglii. Znakomite kino! Lincoln Six Echo lubi dobre angielskie aktorstwo - jak jeszcze nie widziałeś, to gorąco polecam!