Obejrzałem jeden z filmów, na które ostatnio najbardziej czekałem - "Czerwone niebo", z pełną uroku Paulą Beer w jednej z głównych ról. I nie zawiodłem się - to bardzo dobre, zaskakujące, precyzyjne napisane, zabawne i zarazem poważne kino. Oczywiście - jak na współczesny niemiecki film jest odpowiedni stopień "różnorodności", ale akurat tu wybrzmiewa to naprawdę ciekawie. Paula jest super, a i reszta obsady dobrze dobrana. Jedna ze scen nawiązuje natomiast do mojej ulubionej sceny z kina Michaela Hanekego - do tej:
I też jest fajnie zrobiona, choć opiera się na innym rodzaju napięcia.
Widziałem też, choć nie miałem specjalnej ochoty, "Civil War". Wizja przemocy i chaosu rozdzierającego Amerykę jest zasmucająca. Brakuje jednak kontekstu, dlaczego to wszystko się dzieje. Kilka schematów jest bardzo topornych. Ideologicznie film też zastanawia, wydaje się mocno dwuznaczny.