Clint to jest Gość! Już od dawna ostatni z tej szkoły.
Pisałem już, że postanowiłem nadrobić najważniejsze i najsłynniejsze role Caine'a. No i w końcu od A do Z obejrzałem tę bodaj najsłynniejszą - czyli "Dopaść Cartera". W 1971 roku to naprawdę musiało być uderzenie z pięści: gwałtowna i zimna brutalność, amatorskie pornosy ocierające się o pedofilię, narkotyki i wóda, zabawna, a zarazem zmysłowa scena seksu przez telefon, klimat łączący noir z robotniczym kinem Młodych Gniewnych a do tego uporczywa tęsknota za jakimiś wartościami, które kiedyś może były ważne. Dla nas, fetyszystów, niemal równie ekscytujący co naga Britt Ekland jest oczywiście złoty Day-Date "linen dial". Gdy dodamy kapitalny motyw muzyczny i wydobywające piękno z brzydoty zdjęcia Suschitzky'ego seniora, to mamy wciąż świeży, wyborny film wyłamujący się z ram gatunku.
Tu jest sporo ciekawych materiałów do poczytania: https://cinephiliabeyond.org/get-carter/
A z nowego kina polskiego obejrzałem "Utratę równowagi". W tym jakże miernym dla naszej kinematografii sezonie jest to jeden z ciekawszych filmów. Nawiązuje do kultywowanego przez lata także u nas mitu artysty geniusza-tyrana, ale nie obywa się bez zaskoczeń. Dobry.