-
Liczba zawartości
2554 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Edmund Exley
-
Dobre, faktycznie. Lubię ambitny, połamany rytmicznie, ale melodyjny pop z lat 80., jak Tom Tom Club. No, ten "Still Of The Night" to nieomal rock progresywny - świetny utwór. Lata 80. to dekada, która kryje wciąż sporo odkryć. Niesamowita książka, na której ja też uczyłem się rocka. Przyznam, że po wielokrotnej lekturze niektóre sformułowania Weissa zakorzeniły się też w moim języku mówienia o muzyce. Ciekawe jest też porównanie pierwszego wydania z dwoma wydanymi tomami rozszerzonej kontynuacji. Np. znacząco zmieniła się optyka spojrzenia na Budgie. Weiss to prawdziwa znakomitość dziennikarstwa muzycznego. Znam, słuchałem głównie w 2007 i 2008, gdy udostępnił mi go tata mojej koleżanki z roku (i jej równie fajnej siostry ).
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Czyżby podobne okoliczności? Bo u mnie pierwsza komunia mojego starszego syna Wybaczcie więc spamowanie, ale mesh przypomniał mi, że klasyczny zegarek też może się wygodnie nosić w pełnym słońcu nad jeziorem: -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki, nasza sekta sekcja miłośników Conquest Heritage 35 ma się nieźle Pomijając już to, że mesh lepiej gra z czarną tarczą, to ten Twój jest lepszy pod względem dopasowania do odcienia koperty - mój bowiem jest trochę satynowany, co widać zwłaszcza na "rurkach" między uszami (uchami). Ma też inną, drobniejszą fakturę, która akurat miło mi się kojarzy - miałem kilka lat temu vintage (pokazywałem go zresztą chyba ze 100 razy, jak zwykle ), do którego dokupiłem właśnie takiego oryginalnego mesha Longinesa z lat 70. A dziś: -
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
Edmund Exley odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
No, ten drugi też ciekawy, ale fioletowy na pewno rzuca się w oczy. -
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
Edmund Exley odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Podejrzewam, że było wśród nich kilku tifosi z Florencji. p.s. ale fioletowy też był limitowany? -
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
Edmund Exley odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Gdyby nazwali ten udany model "Fiorentinico" (albo zrobili taką limitację), to mogliby trafić do konkretnej grupy nabywców -
Koszykówka - głównie NBA - ale nie tylko
Edmund Exley odpowiedział beniowski → na temat → PO GODZINACH
Szaranowicz to legenda. Zawsze z klasą prowadził studio, mówił piękną polszczyzną (choć owszem - raz po raz lubił wprowadzić jakieś szpanerskie pojęcie, jak "timing" etc.), był mistrzem budowaniu emocji (tu głównie skoki, ale też właśnie lekkoatletyka na IO), nawet lapsusy u niego były fajne. A było ich sporo, fakt (na powyższym filmiku np. już przy pierwszej piątce SAS trochę się gubi ). Mój ulubiony miał miejsce podczas IO w Turynie w 2006 - niestety, szybko o nim zapomniano i nawet nie ma po nim śladu w sieci. A było to przed wyczekiwanym skokiem Małysza. Emocje sięgały zenitu, ale przed Orłem z Wisły była krótka przerwa, podczas której na ekranach TV widzieliśmy rezultaty, a na skoczni skakał przedskoczek. Ale Szaran był tak podekscytowany, że myślał, że to już Małysz i komentował ten słaby skok jako skok Małysza i przez chwilę był nieźle przygnębiony -
Koszykówka - głównie NBA - ale nie tylko
Edmund Exley odpowiedział beniowski → na temat → PO GODZINACH
Jeśli macie ochotę na łapczywy łyk nostalgii: -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ależ tu wszystko świetnie do siebie pasuje -
Sampdoria kontynuuje niezłą passę i walczy o miejsce w barażach - może uda się wrócić do Serie A. Ale równie ważne jak zwycięstwo nad Reggianą było spotkanie ze Svenem-Göranem Erikssonem, który odwiedził swój dawny klub. Wiadomo, ostatnio nie jest u niego najlepiej ze zdrowiem, więc ludzie i fani Sampdorii - gdzie zawsze go ogromnie ceniono - z wielkim entuzjazmem ponownie się z nim spotkali. Tu jest filmik: No i zegarki - Eriksson z klasą nosi Daytonę: Pirlo zaś zamiast założyć swojego klasycznego Nautilusa wybrał chyba coś przerobionego przez Artisans de Geneve: Eriksson spotkał się też z piłkarzami, których prowadził w czasach Sampdorii. Był też oczywiście Seedorf, który w Sampdorii grał krótko, ale świetnie się rozwinął i przeszedł później do Realu. Na nadgarstku Rolex GMT-Master II:
-
Poszedłem zatem za ciosem i obejrzałem "Casanovę". Znalazłem wersję graną po włosku, więc Sutherland jest dubbingowany, ale gesty i ukryta pod ciężką charakteryzacją mimika pozostają. Zaskakująca, przejmująca rola. Film bywa groteskowy, prowokacyjny i umowny zarazem, a sztuczna scenografia zachwyca. Jak na późnego Felliniego film jest bardzo dynamiczny i narracyjnie zwarty. Rytm wyznaczają kolejne kobiety i mniej lub bardziej szacowne miejsca, po których tuła się ambitny i inteligentny Casanova. Spotyka rozwiązłe damy (zazwyczaj brzydkie, choć kilka ładniejszych też jest), karłów, olbrzymów, pederastów, a nawet mechaniczną kobietę. Najlepsza jest chyba scena rzymskiej uczty z pojedynkiem seksualnym jak z pornosa (albo wycieczki gimnazjalistów). Zdjęcia Rotunno, muzyka Rota. Bardzo ciekawe, choć miejscami niełatwe filmowe doświadczenie.
-
Cała płyta bardzo mi się podoba: O tym, że tak jak @Lincoln Six Echo również chętnie wracam do Tears For Fears, już kilka razy pisałem. Szczególnie lubię świeży i pełen kapitalnych melodii "The Hurting". Camel także cenię - tu właśnie "Stationary Traveller" wybieram najczęściej. A dokładniej poznać planuję:
-
Piłka nożna, football, soccer czy jak kto zwał
Edmund Exley odpowiedział Krystian → na temat → PO GODZINACH
Jutro 4 maja - dokładnie 75 lat od bodaj najsmutniejszego dnia w historii piłki. W 1949 roku w katastrofie lotniczej zginęli prawie wszyscy piłkarze znakomitej drużyny AC Torino. Odkąd jako dziecko jakoś w połowie lat 90. obejrzałem poświęcony Torino odcinek "Wielkiej piłki", to historia tej ekipy robiła na mnie wielkie wrażenie. W internecie jest trochę archiwalnych nagrań pokazujących, jak świetni byli to gracze, m.in. Bacigalupo, Grezar, Loik, Gabetto, Castigliano, Menti, Martelli, Ossola, Ballarin i oczywiście Valentino Mazzola. Opisano wiele rekordów tej ekipy, ale też nowoczesność gry i to, jakie znaczenie Torino miało dla poturbowanych wojennymi i powojennymi upokorzeniami Włochów. Z samą katastrofą wiąże się też kilka interesujących niuansów, jak np. okoliczności organizacji samego meczu w Lizbonie z Benfiką, absencji architekta zespołu Ferruccio Novo, drugiego bramkarza Renato Gandolfiego i obrońcy Sauro Tomy (ale też Laszlo Kubali, który miał lecieć jako gość), czy - tego dowiedziałem się niedawno - spotkania z Milanem, do którego doszło podczas międzylądowania w Barcelonie. Milan leciał do Madrytu na pierwszy w swej historii mecz z Realem. W składzie rosso-neri był już Nordahl, ale też Andrea Bonomi. W dzieciństwie Bonomi tonął w rzece, a uratował go... Valentino Mazzola. Ciekawe, czy spotkali się wtedy w Barcelonie. Warto pamiętać o tej niezwykłej ekipie. -
Cóż za zbieg okoliczności. Gram sobie dziś w piłkę z moimi chłopakami i nagle widzę, że jedzie... Citroen 2CV!
-
Pierwszy raz na meshu. Komfortowo.
-
I obejrzałem "Novecento", całe 5 godzin i 17 minut, choć niestety nie za jednym podejściem. Rzetelna analiza tego filmu to temat na dłuższy tekst, ja w chaotycznych myślnikach napiszę o moich wrażeniach: - potężny metraż nie dłuży się - myślę, że w dzień wolny spędzany bez rodziny spokojnie mógłbym obejrzeć całość na jeden raz. Najważniejsze - struktura całości nie przypomina "posklejanego" serialu. To ewidentnie film do kina, z dobrze rozplanowaną dramaturgią. Pierwsze 90 minut ma kilka mniej przekonujących momentów, ale to takie obszerne wprowadzenie w główny tok opowieści. Wspomniane przeze mnie przejście montażowe między 1908 a 1918 rokiem otwiera już bardzo gęsty film, w którym właściwie każda sekwencja jest istotna. Wśród nich kilka jest naprawdę wybornie zrealizowanych. - Storaro - czuć go tu może nawet bardziej niż samego Bertolucciego. To prawdziwy mistrz epickiego obrazu. - seks i przemoc, czyli co kilka scen mocne uderzenia. Dziś może nie robią już takiego wrażenia, ale w 1976 roku parę scen musiało być mocno szokujących (zresztą, film pokazywano w wersji skróconej). Zdecydowanie więcej tu przemocy, w sumie jak na Bertolucciego seksu nie ma nawet aż tak dużo. - ideologia - film wyraża zachodnie idealistyczne pojmowanie socjalizmu. Kilka scen wygląda, jakby reżyserowali je "bracia" Wasiljewowie, Ermler albo inny socrealistyczny specjalista z ZSRR. Dla nas wiwaty dla Stalina i triumfalne obnoszenie się czerwoną flagą wygląda bardzo osobliwie. W politycznym konflikcie są tu tylko dwa bieguny: komunizm i faszyzm. Brak np. chrześcijańskiej demokracji. - bardzo dobra charakteryzacja - to lata 70., ale zrobiona z dużym wyczuciem. Większość elips nie ma ekranowej informacji o upływie czasu, ale wygląd bohaterów bez trudu pozwala na zorientowanie się w sytuacji. Charakteryzacja nie jest nachalna. - jak wspomniałem, Hayden i Lancaster są naprawdę dobrzy, ale od 90. minuty rządzi już ekranowych trzech tenorów: De Niro, Depardieu i Sutherland. Każdy znakomity, bez wątpliwości. Aż człowieka łapie nostalgia, gdy przypomni sobie, jak wielkim aktorem był kiedyś De Niro. Sutherland ma postać najbardziej jednoznaczną, ale też i najodważniejsze zadanie - idealnie wpasowane jednak w jego szaloną aktorską metodę. To był czas jego największych ról: właśnie "Novecento", "Casanovy" (mam w planach), "Nie oglądaj się teraz", "Zwykłych ludzi" i uwielbianego przeze mnie "Dnia szarańczy". To, że za żadną nie miał nawet jednej oscarowej nominacji, pokazuje, jak błędne potrafią to być nagrody. Myślę, że przy wszystkich słabościach i drażniących elementach jest to film, który naprawdę warto kiedyś poznać.
-
Dla taty na urodziny:
-
Dwa pierwsze już dawno obejrzane, a dziś zacząłem "Novecento" Planuję obejrzeć w trzech częściach, co jest pewną ironią z uwagi na mój brak zainteresowania serialami. Ale jak dotąd to chyba najdłuższy film fabularny, za który się zabrałem. Za mną pierwsze 90 minut, zakończone świetnym przejściem montażowym między 1908 a 1918 rokiem. Wrażenia na razie dość osobliwe - jest tu sporo dziwnych scen, dużo ludycznej erotyki (a sceny typowe dla erotomana Benia jeszcze przede mną), dużo też typowych dla Storaro efektownych ujęć. Muzyka Morricone na razie nie robi na mnie większego wrażenia. Było też kilka scen zaskakująco źle wyreżyserowanych (pierwsza z nich jest... pierwsza w całym filmie), ale całość zaciekawia. Lancaster i Hayden już zagrali swoje - obaj dobrzy, choć zwłaszcza Burt musiał się zmagać z paroma operetkowymi scenami, ale dał radę. Ideologicznie natomiast film na razie bardzo jednoznaczny, to raczej się nie zmieni do końca.
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Po pierwsze - gratuluję nowego zegarka, moim zdaniem jednego z najbardziej atrakcyjnych Longinesów (a konkurencja spora ). Rozmiar idealny. Przykro mi z powodu problemów powstałych przy skracaniu bransolety, ale teraz sytuacja wydaje się zmierzać ku całkiem komfortowemu rozwiązaniu: nowa bransoleta + pierwsza po delikatnym spolerowaniu i masz na zmianę dwie bransolety (które i tak nabiorą pewnie kilku "swoich" rys). -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki za szczegółowe informacje. Ja postanowiłem spróbować mesh Bonflair od Dolińskiego - w czwartek wieczorem zamówiłem, dziś był już w paczkomacie. Pierwsze wrażenia pozytywne - dodaje na pewno przyjemnego ciężaru zegarkowi i podkreśla rodowód lat 50. -
Na dysku masz tę naklejkę antykradzieżową? Dzięki za post na temat tej płyty - muszę uważniej jej posłuchać. A stylizowane zdjęcie z okładki wygląda jak kadr z jakiegoś filmu wyprodukowanego przez Davida Puttnama. Anderson i Vangelis są tu trochę jak młody Colin Firth i De Niro z planu "Szalonego Megsa" albo "Harry'ego Angela" Ostatnie posty o Procol Harum (i... drugi seans "Pamięci") skłoniły mnie do przypomnienia mojego "best of" tego zespołu (chyba nawet kiedyś pisałem takiego posta). Tzn. - pomijam utwory z "A Salty Dog", bo z tej płyty bardzo lubię dosłownie każdy. A poza tym - m.in. spora reprezentacja nierównej, ale też trochę niedocenionej "Home".
-
Jakie hobby poza zegarkami..., inne nasze pasje
Edmund Exley odpowiedział Robnyc → na temat → PO GODZINACH
Panowie, mam nietypowe pytanie od mojego synka - czy ma ktoś może autko Renault Twingo (pierwsza generacja) w skali 1:64? Np. Majorette, Guisval albo Norev. Rozważylibyśmy rozsądne oferty sprzedaży -
To jest znakomite i ponadczasowe. Ja natomiast obejrzałem "Pamięć", w której ważna jest muzyka Procol Harum i ich największy przebój. Sięgnąłem więc po mój bodaj ulubiony utwór tej świetnej formacji:
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ależ znakomity pomysł! Kurczę, wiosną i latem rzadziej zakładam Conquesta, z uwagi na małą wygodę noszenia zegarka na pasku. A taki znakomicie dobrany mesh wydaje się być idealnym rozwiązaniem. On jest z jakiejś polskiej dystrybucji? Dorian bywa kontrowersyjny w swych estetycznych poglądach i decyzjach -
Za mną trzy udane seanse w ciągu tygodnia: - "Bękart" - widowiskowe w swej surowości kino kostiumowe, z klimatem "Rob Roya" i "Kosa". - "W sieci" - przyjęcie miał przed laty chłodne, nie jest na pewno tak udany jak "Fatalne zauroczenie", ale to jednak wciąż fajna rozrywka. Gdy jest Michael Douglas i seksualne napięcie, to zawsze jest dobrze. Dziś taki film by chyba nie przeszedł I jest też zegarek, o którym pisałem w temacie "zegarki ze szklanego ekranu". - "Pamięć" - w rolach głównych Peter Sarsgaard i Jessica Chastain. Film o ludziach mocno poranionych życiem. z kilkoma zaskoczeniami, nieoczywistym zakończeniem i Procol Harum jako ważnym kontekstem wspomnień. Dobry film, warto.
