Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2556
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. "Ćmy barowej" nie widziałem, ale obejrzałem wreszcie inny film, który ma z nim mocne połączenie - to słynny "Paris, Texas" Wima Wendersa. Z Wendersem wiadomo, albo dostaje się coś niezwykłego albo... zupełnie nieudanego. Tych pierwszych jest naprawdę sporo. Czekając na jego najnowszy film (ponoć też bardzo udany!) obejrzałem więc jego najsłynniejszą rzecz. I rzeczywiście, jest w tej nieco dziwacznej historii coś niesamowitego, pięknego i wzruszającego. Tak na dobrą sprawę główni bohaterowie to społeczna patologia, ale jakoś tak poetycko uwznioślona. Nastka jest przecudna, warto czekać na te jej dwa wejścia, najpierw w różowym swetrze (Ed Wood by chętnie ponosił, jeśli pamiętacie film Burtona ), a później czarnym kostiumie. Stanton i Stockwell też bardzo prawdziwi. A nad wszystkim czuwa mistrzowskie oko - i tu dochodzimy do związku z "Ćmą barową" - Robby'ego Mullera. Jezu, to był Mistrz! Każdy jego film, który widziałem, jest niezwykły pod kątem sztuki operatorskiej, nieważne czy czarno-biały czy pulsujący od neonowych kolorów lat 80. Od dawna mam na uwadze ten film, ale jeszcze jakoś mi się nie udało tych trzech godzin na niego przeznaczyć. Włączyłem się kiedyś na chwilę w środku, gdy na dworcu w Albany umiera jeden z kompanów, ale oczywiście wyłączyłem, żeby zobaczyć kiedyś od początku. Dziś w nocy powtórka - jeszcze z 10 lat temu bym oglądał! Na pewno jednak, po Twojej rekomendacji, staranniej go sobie wreszcie zaplanuję.
  2. Obejrzałem mocno rekomendowane "Przesilenie zimowe". Już od samego początku i znaczków producentów oraz pięknej niebieskiej tablicy z Ratingiem (tak, jestem fetyszystą) wyraźnie podkreślona zostaje stylistyka lat 70. (później m.in. pojawi się "roletka" w przejściu montażowym między scenami). Podobało mi się to, choć zabieg ten powoli staje się już nieco wyeksploatowany. Tym niemniej, z przyjemnością obejrzałem ten film, a później zacząłem się zastanawiać, dlaczego właściwie tak było. I chyba najbardziej podobało mi się celebrowanie samego miejsca i czasu - starej szkoły opuszczonej na Święta, otulonej w śniegu. Pewnie ostatnio (zawsze?) jakoś trochę powierzchownie patrzę na kino, ale np. w takim "Wielorybie" najfajniejsze było dla mnie oglądanie zmagań bohatera Frasera z jego monstrualną wagą. Natomiast jeśli chodzi o to, co ma być w tych filmach najistotniejsze, czyli dramaty tych bohaterów, to są one pokazane całkiem poprawnie, z kilkoma małymi zaskoczeniami, ale tak naprawdę niewiele mi po nich pewnie zostanie w pamięci. "Przesilenie..." nie jest na pewno filmem tak wydumanym scenariuszowo jak "Wieloryb". Ogląda się je całkiem miło, jest wykonane na wysokim poziomie (choć Oscar dla tej pani ze stołówki wydaje się mocno przesadzony), ale zachwyty nad nim są chyba wynikiem tęsknoty za artystyczną odwagą i jakością kina lat 70., a z drugiej strony - zmęczenia współczesnym kinem natłoku. Bo to po prostu dobra obyczajowa historia. Z tegorocznych oscarowych najważniejszych tytułów do obejrzenia zostały mi "Strefa interesów" (niedługo nadrobię) i "Maestro" (może kiedyś). I kurczę, jak dotąd ten Scorsese, z góry skazany na oscarową porażkę, zrobił chyba najlepszy, najuczciwszy film.
  3. Wybrałem Certinę DS Action 38mm - myślę, że optymalny do stylu i potrzeb przyszłego właściciela.
  4. To chyba nie jest autor inicjujący i drążący swój temat, raczej - jak w klasycznym Hollywood Michael Curtiz - świetny rzemieślnik do wynajęcia, potrafiący odnaleźć się w wielu konwencjach. Oj, tylu Lanthimosów to nie udźwignę chyba Obejrzałem "Anatomię upadku" i to był bardzo wciągający seans. O Sandrze już pisaliśmy - scena wizualizująca nagranie z dysku to jeden z popisów jej niezwykłego talentu. Dla mnie to lepsza rola niż Emmy Stone. Świetny też jest ten chłopiec. Ciekawe jednak - tu odniosę się do fabuły, uwaga - czy jego bohater mógłby uczestniczyć w takiej skali w przesłuchaniach. Tym niemniej - wielość niedopowiedzeń daje frapujący efekt.
  5. Edmund Exley

    LEGO

    Tak: Przy okazji - przez tydzień coś tam składałem w czasie naszych zabaw, wyszło coś pomiędzy Kenworthem, Mackiem a Marmonem
  6. Tak często noszę - jakoś tak mi się na moich kościach nadgarstka zegarki układają... Gentlemana też od początku brałem pod uwagę, ale chyba jednak zdecyduję się na trzeci z rozpatrywanych przeze mnie zegarków.
  7. Kurczę, obejrzałem z wypiekami na twarzy - Pat kontra źli chłopcy. To była koszykówka!
  8. Ja "Strefę interesów" i "Anatomię upadku" mam jeszcze przed sobą, ale polecam Ci "Toniego Erdmanna", jeśli jeszcze nie widziałeś. Tam Sandra też pokazuje, co to jest genialne aktorstwo. Dla mnie to wręcz najbardziej pamiętna żeńska rola w ostatnich kilkunastu latach. No właśnie, już po Oscarach, jak zwykle nic dla Scorsese - było to do przewidzenia, choć ja akurat o "Czasie krwawego księżyca" myślę dużo częściej niż o "Oppenheimerze". A muzyka Robertsona była moim zdaniem ciekawsza i lepiej współbrzmiała z obrazem. Obejrzałem za to też "Biedne istoty". Wizualnie dopieszczony, to bez wątpienia. Ogląda się łatwo, tylko gdzieniegdzie opowieść nieco gubi wartki tok, ale szybko do niego wraca. W wielu miejscach jest zabawnie. Całość jest jednak mocno wykalkulowana pod dominujące tendencje i tezy, z kilkoma sloganami wplecionymi w usta bohaterek i bohaterów oraz ostatnim aktem, który ma subtelność kina socrealistycznego. To pierwszy film Lanthimosa, który obejrzałem, chcę jeszcze obejrzeć "Zabicie św. Jelenia", bo podobało mi się "Saltburn" - jeden z lepszych filmów rozrywkowych ostatnich miesięcy (z podobnym motywem i tym samym aktorem).
  9. Myślę, by zrobić teściowi zegarkowy prezent - i rozważam PRX (automat granatowy lub czarny), ale moja żona akurat patrzy na ten model z dużą niechęcią. Krytykuje zintegrowaną bransoletę i samą kopertę ("pełno tej blachy dookoła"...). Przy okazji wpadłem sobie przypomnieć, jak PRX 40mm wygląda u mnie i pani podała mi takiego:
  10. Naprawdę dobry? Bo choć uważam, że Hackman z lat 70. nie ma sobie równych (może Pacino z tego samego okresu), to za ten film akurat nie mogę się nigdy zabrać. Twój post pewnie mnie zmobilizuje. A później prawdopodobnie po raz nie wiadomo który przypomnę sobie tę scenę, w moim prywatnym rankingu nr 2 na liście scen wszech czasów:
  11. W serialu wersja była unowocześniona. Ta czołówka była mistrzowska! Jako fan tamtego Manna sporo odcinków obejrzałem, choć... chyba nie wszystkie.
  12. Był taki fajny czas, że mogła: Uwaga, będzie bardzo nostalgicznie i jednocześnie zabawnie:
  13. "Zuma" to nie tylko jeden świetny utwór:
  14. Niebawem planuję obejrzeć "Anatomię upadku" i "Strefę interesów" - dodam tylko, że o Sandrze Hüller piszemy tu już od dawna
  15. Żartowaliśmy kiedyś z Diego, że nosi dwa Hubloty, bo nie zna zegarków z funkcją GMT. Tymczasem zdarzało mu się niszczyć system: Do walki z systemem oprócz Rolexa przydawał mu się też Che:
  16. "The Front Page" - 1931, reż. Lewis Milestone, produkcja - Howard Hughes. Bardzo dobry, podobał mi się bardziej niż przereklamowany film Hawksa. Jest trochę ironicznego humoru, ale to w sumie szorstki portret amerykańskich mediów drapieżnych lat międzywojennych. Pierwsze lata kina dźwiękowego, ale w ogóle tego nie czuć. Ostatnie słowo w filmie to zegarek "Obsesja" ("May December" - ciekawszy tytuł) - toksyczne baby level master Bardzo pomysłowo opowiedziane. Niby taka telenowela, ale w wersji mocno podrasowanej artystycznie.
  17. Bardzo interesujące zestawienie. Zwraca uwagę mocna reprezentacja "Master of Reality", a przy tym nie ma tak często coverowanego "Into The Void". Cieszy mnie obecność "Supernaut" - niedoceniony kawałek z kapitalnej "Vol. 4". No ale najpierw przesłuchałem utwór, który jest dla mnie chyba najdoskonalszym przykładem muzyki Black Sabbath. I ta wersja jest naprawdę udana! Ponadto - każdego roku co najmniej kilka/naście razy słucham tego. Nie jestem znawcą Younga (choć bardzo go cenię), ale ten utwór mógłby dla mnie trwać 15 minut:
  18. To u Ciebie nowość? Nie nadążam za Waszymi zakupami Świetnie się prezentuje, proporcje idealne.
  19. Wygląda na urządzenie wielofunkcyjne: najpierw pudełko na papierosy, później - na tabletki po zawale serca.
  20. Muzyka bardzo dobra, ale te okładki... U mnie dziś:
  21. Ależ rewelacyjne zdjęcie znalazłem! To oczywiście Dino Zoff i Enzo Bearzot, rok 1997. Explorer II i Santos? O tym, co Bearzot nosił w Hiszpanii w 1982, pisałem tu:
  22. Też bardzo lubię te filmy. "Wielkie piękno" bardziej, na równi z "Boskim". Bardzo wysoko cenię też "Rękę Boga". Dobry był "O jednego więcej", z wątkiem zainspirowanym Agostino DiBartolomei. "Konsekwencje miłości" nie były złe, ale raczej tak na chłodno. "Wszystkie odloty Cheyenne'a" kompletnie obojętne, właściwie tylko tytułowa piosenka Talking Heads zapada w pamięć (lubię ją od czasu "Wall Street"). "Oni" - za mało seksu Nie oglądałem "Młodego papieża", bo niespecjalnie lubię seriale. Właściwie to w ogóle ich nie oglądam... Ten tydzień zamykam za to z wynikiem aż trzech filmów, w tym dwa są prawie takie same: - "Pierwszy gol" - jako komedia piłkarska wypada naprawdę nieźle. Waititi pracuje ponoć nad sequelem, czeka tylko na wynik meczu z Estonią - "His Girl Friday" ("Dziewczyna Piętaszek") - dla wielu to klasyk, Amerykanie analizują każde przejście montażowe itp. Mnie trochę zmęczył - mówią dużo i szybko, cała akcja właściwie w dwóch pomieszczeniach. Cary Grant taki jak zawsze, oprócz tego dużo dziennikarskiego cynizmu, opakowanego w modną w latach 40. konwencję dialogowej komedii o walce płci z uczuciowym podtekstem. Poprzedni film duetu Hawks/Grant, czyli "Tylko aniołowie mają skrzydła" o wiele, wiele bardziej angażujący. Ale - sztukę będącą podstawą "His Girl Friday" adaptowano w kinie aż 4 razy (dwukrotnie pod oryginalnym tytułem "Strona tytułowa"). A więc kolejny film to... - "Switching Channels" (polski tytuł zmienia perspektywę - "Za kamerą"). Lata 80., zamiast gazety - telewizja, ale struktura przeniesiona z filmu Hawksa (w oryginale nie ma kobiecej dziennikarki, a więc nie ma wątku uczuciowego - jest więc pole dla Netflixa, by kolejną wersję zrobić zarówno o facetach, jak i o uczuciu ). Jak na lata 80. przystało jest parę trochę topornych gagów w stylu Landisa itp., ale całość naprawdę pozytywnie zaskakuje. Gorący klimat TV o niebo ciekawszy niż w bądź co bądź nudnawej "Telepasji" z tego okresu. Jest znacznie więcej przestrzeni niż w filmie Hawksa. Bardziej pochylono się też na postaci i motywacji skazanego na śmierć (tu Henry Gibson, znany z genialnej roli w "Nashville"), a także wyjaśniono co jest po "skoku z okna". No i Houdini jako kontekst (który przywodzi na myśl... Hannibala Lectera "pożyczającego" długopis). Przede wszystkim zaś: bawiący się ze swoim wizerunkiem Christopher Reeve, świetna Kathleen Turner i - uwaga! - naprawdę dotrzymujący jej kroku Burt Reynolds, idealnie dobrany. I kolejny smaczek - z Burtem znów gra też Ned Beatty Nie jest to może film, który dziś zainteresuje każdego, ale nostalgików lat 80. i kilku gwiazd z poprzedniej dekady - jak najbardziej.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.