Do Torino mam sentyment z racji wielkiej drużyny z lat 40., którą przypomniałem niedawno we wspomnieniowym poście.
Natomiast Sampdorię bardzo polubiłem już jako małe dziecko. Na moją wyobraźnię zadziałały piękne koszulki, ale też znakomici piłkarze: Lombardo, Vialli, Pagliuca (uwielbiałem ten rym w jego imieniu i nazwisku), Mancini i Vierchowod. Przez lata Sampdoria była moim klubem nr 2 (o ironio, po Barcelonie, za którą - trochę rozdarty, ale jednak - byłem w finale w 1992), a gdy kilka lat temu z Barcą coś we pękło (naprawdę, "Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak, Czemu zgasło też nie wie nikt"), to po prostu trzymam kciuki za Sampdorię we Włoszech, a za Villę i mistrzów walki o utrzymanie z Goodison Park w Anglii. Lepiej mieć chyba kilka dziewczyn niż jedną Co ciekawe, z moim kumplem w latach 90. graliśmy "swoimi" klubami rozgrywki w piłkarzyki sprężynkowe (te takie precyzyjne, nie te toporne, które teraz królują) i na kartkach rysowaliśmy sobie starannie znaczki i pisaliśmy składy. Do dziś kilka z nich mam, a na nich ustawienie Barcy z Koemanem, Sampdorii z Plattem, Villi z McGrathem i Evertonu z Southallem w bramce
Toro na razie prowadzi, ale jeszcze cała druga połowa.