Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Edmund Exley

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    2721
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez Edmund Exley

  1. A więc klucz doboru na dziś - kolorystyka okładek A ja latem jakoś szczególnie lubię sięgnąć po amerykańskie brzmienia z lat 60./70. Muzycznie dla mnie wszystko zaczęło się przecież latem 1999 od kompilacji "The Best of The Doors" na dwóch kasetach od taty Ostatnio parę razy wysłuchałem: "Almost Cut My Hair" to jeden z tych utworów, które idealnie oddają klimat epoki.
  2. Edmund Exley

    LEGO

    Tymczasem gdy ja mozolnie składałem niewielki i dość toporny spaceship, mój następca przygotował pracę "Podupadłe PRL-owskie gospodarstwo": Każdy budynek się otwiera i skrywa kolejne tajemnice p.s. okazało się, że nie mam jeszcze zgody na wrzucanie całości...
  3. Edmund Exley

    LEGO

    Co jakiś czas wracam do fascynacji z lat 90. - serii kosmicznych, które prawie zawsze miały wielką bazę, pojazd na dużych kołach, duży latający statek, kilka mniejszych obiektów i średni, w domyśle najszybszy statek powietrzny. I te zazwyczaj podobały mi się najbardziej. Tak było w obu seriach Blacktron, M-Tron, Space Police czy Spyrius, a w Lodowej Planecie taki statek można było sobie ułożyć z komponentów dużego. Wiele razy takie rzeczy budowałem samemu, czasem mniej lub bardziej ciekawie. Teraz w weekend, korzystając z oszałamiającej różnorodności klocków moich chłopaków, zbudowałem takiego: Komputerków nigdy nie za wiele
  4. Ależ trafnie i wnikliwie to wszystko ująłeś.
  5. Od 25 lat „Okruchy dnia” Jamesa Ivory’ego należą do ścisłej czołówki moich ulubionych filmów. Przez niewiele mniej lat planowałem przeczytać literacki pierwowzór autorstwa Kazuo Ishiguro. W środę kupiłem wreszcie swój egzemplarz i w cztery dni przeczytałem. Oto kilka wrażeń, zaznaczam, że spisanych na gorąco. Lektura potwierdziła moje przypuszczenia – mamy do czynienia ze znakomitą powieścią, a także jej idealną filmową adaptacją. Idealną, bo oddającą ducha pierwowzoru, a przy tym modyfikującą jego treść w taki sposób, by zoptymalizować filmowe opowiadanie i sensy zawarte w książce. Scenariusz filmowych „Okruchów” wprowadził zmiany, które niekiedy mogą wydawać się drobne, a w istocie pozwalają dopełnić kluczowe dla opowieści znaczenia: - senator Lewis – w filmie pełnokrwisty nie tylko dzięki wybornej roli Christophera Reeve’a, ale też trochę innemu charakterowi jego słynnej bankietowej przemowy. Jest wówczas młodszy i całkowicie trzeźwy. Doskonałym posunięciem jest też uczynienie go powojennym właścicielem Darlington Hall, co dobitniej podkreśla związek z przeszłością, a zarazem jej odległość. - Stevens i panna Kenton są bardziej widocznie zniuansowanymi postaciami w filmie. Dzieje się tak dzięki genialnym – zapewne najlepszym w karierach – rolom Hopkinsa i Thompson, ale też możliwościom, jakie daje odejście od pierwszoosobowej powieściowej narracji. Zresztą, we wnikliwym eseju Alicja Helman zwracała uwagę, że Stevens jako narrator jest – to świetny manewr Ishiguro – nie do końca wiarygodny, z uwagi na czas, jaki upłynął, ale też wpojoną zawodowo konieczność maskowania uczuć. Stąd np. trochę inaczej wypada scena lektury sentymentalnego romansu, jedna z najważniejszych w filmie. Jej rzeczywiste emocje są w powieści ukryte za konwencją wypowiadania się Stevensa-narratora, w filmie oddaje je zaś w pełni Hopkins-aktor. Podobnie jest, gdy subtelne niuanse w scenariuszu filmu pozwalają na większy ładunek emocjonalny w dwóch sekwencjach ukazujących zwrotne momenty w życiu Stevensa: śmierci ojca (nota bene Peter Vaughan, jak każdy w obsadzie, gra jak natchniony) i wieczoru, w którym spotkanie z hitlerowskimi oficjelami zbiega się z decyzją o małżeństwie panny Kenton. - bardzo dobre jest wprowadzenie do filmu pana Benna, i to na obu głównych płaszczyznach czasowych. Dookreśla to przejmująco cichy dramat panny Kenton. - film tria Merchant-Jhabvala-Ivory kondensuje czas opowieści, zdecydowanie osadzając najważniejszy jej nurt w latach 30., także w sekwencji wielkiej konferencji. Dobitniej ukazuje to cień hitleryzmu, „czarnych koszul” (co ciekawe jednak – Oswald Mosley w filmie nie pojawia się pod swoim nazwiskiem. Jego syn był wówczas już ważną postacią w biznesie sportu motorowego – być może miało to jakiś związek) i życiowy dramat samego lorda Darlingtona. - oczywiście film ma wielką wartość dodaną dzięki inaczej rozegranej scenie na nabrzeżu. To już scenariuszowe arcymistrzowstwo, o reżyserii i aktorstwie nawet nie wspominając. - dobre jest zastąpienie Forda Daimlerem. Jest dużo bardziej angielsko i arystokratycznie. Reasumując – oba teksty to lektura obowiązkowa. Czy żałuję, że dopiero teraz sięgnąłem po powieść? Trochę tak, ale może taka była po prostu kolej losu
  6. Świetny post, dzięki! To rzeczywiście niezwykłe. Jako świadomy fan King Crimson przeżyłem wydanie właśnie tylko tej jednej studyjnej płyty. Było to kilka epok temu. Gdyby był Belew, to miałbym mocno przyśpieszony puls. Ale nawet bez niego ta zapowiedź jest intrygująca.
  7. @Lincoln Six Echo, wieczorem zaczynam.
  8. Ciekawa anegdota Nie wiem, czy to Cię zaskoczy, ale... jeszcze nigdy nie czytałem literackiego pierwowzoru Ishiguro. W czasach, gdy czytałem dużo powieści, zawsze była w czołówce rzeczy do przeczytania, ale nie miałem swojego egzemplarza, w bibliotekach zawsze była przez kogoś wypożyczona, a lata nieubłaganie mijały... Film pokochałem od pierwszego seansu, jeszcze jako dzieciak właściwie, w 2000 roku. Zdarzało mi się go obejrzeć dwukrotnie w ciągu trzech dni. Może teraz nadszedł już czas na lekturę powieści.
  9. Ten widok też lubię, choć obejrzałem tylko raz. Może warto kiedyś wrócić. "Okruchy dnia" za to ponad 10
  10. "Pokój z widokiem na morze" - typowy dla kina moralnego niepokoju pojedynek postaw, tym razem mistrza i jego ucznia. Akcja rozgrywa się w ciągu kilku godzin, nie brak zwrotów i błysków ironicznego humoru, choć oczywiście jest też trochę typowych dla nurtu schematów. Oprócz duetu mistrzów na ekranie są także bardzo dobry Bargiełowski, Kotys, Troński, Kondrat i Zbyniu Buczkowski w idealnej dla siebie roli "błyskotliwego" milicjanta. Bardzo fajny i udany film.
  11. Doskonale się prezentuje z tą koszulą. Fascynacja LLD mi już chyba minęła, ale co jakiś czas przymierzam sobie różne warianty - ta wersja układa się fajnie:
  12. "F1" może w weekend mi się uda obejrzeć. Jeszcze przed premierą obejrzałem "Follemente" - zgrabne i zabawne. No i fajne włoskie kobietki, też zgrabne i zabawne Ale najfajniejszy film, jaki udało mi się teraz obejrzeć, to "Indeks" Janusza Kijowskiego. Bardzo lubię kino moralnego niepokoju, ale ten film w całości obejrzałem pierwszy raz. Super kino! Jak na reprezentatywny film nurtu przystało - rozpoczyna się nerwowym przemarszem bohatera przez korytarz budynku państwowej instytucji. Później wiele świetnych scen (np. w siedzibie SB), z dużą obecnością nowomowy lat 70., przenikającej do codziennego komunikowania się ludzi. Do tego bardzo dobra muzyka oryginalna, celne wykorzystanie poezji śpiewanej i niespodzianka - przez kilka minut gra też SBB!
  13. Świetny egzemplarz i cały zestaw. Gratulacje.
  14. Nie daję zdjęcia przed, bo wyglądał właściwie tak samo, ale miał zablokowaną koronkę. Teraz wszystko działa, a Poljot trafi do mojego kuzyna:
  15. Dobry tekst: https://weszlo.com/2025/06/26/euro-2016-reprezentacja-polski-pzpn-felieton/
  16. Może za kilkanaście miesięcy Milan znów zagra z Sampdorią w Serie A? Co do Modricia - to geniusz, oczywiście, choć czas biegnie nieubłaganie. Wciąż jednak jest w stanie jednym zagraniem zmienić oblicze meczu. I może po to jest sprowadzany, by dać swoim doświadczeniem dodatkową opcję na ostatnie 20-25 minut, poduczyć trochę resztę ekipy z opanowania w kluczowych momentach, strzelić 2-3 wolne? W latach 60. w podobnym momencie przychodził słynny ambasador Tissota Kurt Hamrin. Był wtedy już kilka lat po trzydziestce, co w tamtym czasie znaczyło tyle co dziś 40 Modricia. Pograł dwa sezony, strzelił kilka goli i przyczynił się do scudetto, PZP i PM.
  17. Parafrazując patologicznego ojca głównego bohatera filmu "Męska sprawa" (2001): "Lekka wsuwka, rozumiesz, po ziemi i zostajemy w drugiej lidze!" Mecz rewanżowy wprawdzie został przerwany, ale już raczej nic tego nie zmieni. Przez kuchenne drzwi Sampdoria wyczołgała się spod trzecioligowego topora.
  18. W weekend wreszcie coś obejrzałem, i to dwa: - "Sprawa Gorgonowej" - pisano ostatnio o tym filmie w kontekście śmierci Ewy Dałkowskiej, odtwórczyni głównej roli. Janusz Majewski zawsze dobrze czuł się w klimacie kina retro i to właśnie ten klimat II RP jest tu najfajniejszy. Plus oczywiście dykcja aktorów takich jak Łapicki, Pszoniak, Englert czy Bardini. - "Bestia ludzka" w reżyserii Fritza Langa, którego amerykańskie filmy zawsze bardzo lubiłem. "Bestię..." widziałem już jakieś 17 czy 18 lat temu w TV, ale nie pamiętałem już niuansów fabuły. Porządne noir, z kilkoma świetnymi ujęciami gigantycznych amerykańskich lokomotyw z lat 50. Tym razem zauważyłem też coś jeszcze - w pewnym momencie jest mowa o zabawie tanecznej: Film jest z 1954, a grany przez Glenna Forda bohater właśnie wrócił z Korei, więc akcja najpewniej dzieje się w 1953. A 12 listopada przypadał w sobotę dopiero w 1955. I teraz uwaga - 12.11.1955 odbyła się jeszcze jedna znana filmowa zabawa taneczna:
  19. Roy Scheider - w latach 70. zagrał główne role w najlepszym filmie dekady, a także w jej drugim największym przeboju kasowym. Do tego kilka kapitalnych ról drugoplanowych.
  20. Wieczorem obejrzę sobie jakiś film i na pierwszą godzinę będzie jeden, a na drugą - drugi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.