Większość filmów Polańskiego widziałem, wiele lubię. Najwięcej razy oglądałem "Nóż w wodzie" i "Chinatown", to wielkie kino, a szczególnie lubię "Gorzkie gody". Najpiękniejszym obiektem w jego filmach jest Nastassja w "Tess". Trzy razy zaczynałem "Nieustraszonych pogromców wampirów" i ani razu nie dotrwałem do końca Nie widziałem też "Matni", "Co?", "Piratów", "Prawdziwej historii" i tego najnowszego "The Palace".
Ostatnio mało oglądam:
- "Henio" - 10-minutowy dokument o Henryku Błaszczyku. Ciężkie, ponure czasy.
- "Kler" - po raz pierwszy od lat obejrzałem coś na TVN. Bloki reklamowe jeszcze gorsze niż dawniej. Sam film ogląda się niby nieźle pod kątem zagęszczenia wątków, tempa, intryg, tym niemniej na koniec całość jawi się jednak jako efekciarska i dość toporna. Zakończenie odebrałem jako mętny pastisz "Usłyszcie mój krzyk", który uważam za najlepszy polski film dokumentalny w historii. A pamiętacie niezrealizowany jak dotąd internetowy synopsis filmu Smarzowskiego o szkole?
- "Jedno życie" - prosty, ale solidny film o sile dobra wobec wielkiego zła. Hopkins niezawodny w swoim stylu, są wzruszenia i przede wszystkim podtrzymanie pamięci o kimś, kto na to bardzo zasługuje.